06.10.: Satya Nadella

Najnowsza prezentacja produktów Microsoftu umocniła mój szacunek i dotychczasową ocenę prezesury nowego szefa. Obecny CEO jest osobą obdarzoną wizją, energią i koncentracją na realizowaniu celów, stojących przed gigantem w czasach nieuniknionej transformacji. Niezłomnie przypomina o tym, co stanowi podstawę funkcjonowania każdej organizacji – wyznawanych wartościach, kulturze korporacyjnej, misji do wypełnienia.

Aby „umożliwić każdej osobie i każdej firmie osiąganie lepszych wyników” potrzebne są odpowiednie narzędzia. Historycznie udało się wytworzyć podatne środowisko w oparciu o Win32. Było to jednakże w czasach, gdy nie istniała praktycznie żadna alternatywa. Hegemonia producenta Windows wspiera się na niepewnych nogach zaszłości, a nigdzie sprawy nie nabierają bardziej dynamicznego pędu do zmian, jak w technologii IT.

Ambicja przeprowadzenia „przejścia od potrzeby dla Windows, poprzez preferowanie Windows, po uwielbienie dla Windows” nie jest więc kwestią wolnego doboru strategii. To absolutna konieczność. Problem polega na tym, że firmy, które zajmują się produkcją oprogramowania, czyli wspomnianych wyżej odpowiednich narzędzi, nie palą się specjalnie do pisania programów pod nową, uniwersalną platformę Microsoftu.

Ogłoszenie tak zwanych „mostów”, które stanowią technologiczną furtkę do łatwej integracji już istniejących programów z innych platform, w ramach Windows 10, to pierwszy z wielu, jak sądzę, sygnałów, iż nie będzie łatwo. Za dużo zdążyło się zmienić w sposobie, w jaki ludzie pracują, a sam CEO nie zaprzecza, że środowisko związane z miejscem pracy, pozostaje głównym obszarem przyszłych innowacji giganta z Redmond.

O czym może mówić prezes firmy, która zbyt późno weszła do gry pod tytułem mobilność, by odcisnąć jakiekolwiek piętno? Ano o kapitulacji, wyrażonej w słowach: „Technologia nauczyła nas, że żadne pojedyncze urządzenie nie będzie nigdy stanowiło centrum. To użytkownik stanowi centrum, a zatem jego cyfrowe życie musi podążać wszędzie tam, gdzie użytkownik zechce je prowadzić.”. Logiczne. Równocześnie gorzkie, bo użytkownik prowadzi swoje cyfrowe życie na urządzeniach nie koniecznie pracujących pod kontrolą Windows.

Bierze się to stąd, że użytkownik systemu Windows nie kocha. Ten stan rzeczy jest prawdopodobnie rzadkim aktem wymierzenia historycznej sprawiedliwości. Po tłustych latach dominacji, zdobytej w sposób budzący wątpliwości, co do jej legalności, nie mówiąc już o poczuciu ludzkiej przyzwoitości, firma zmuszona jest do gwałtownej redukcji personelu, restrukturyzacji, poważnych zmian od samego dołu, aż po sam szczyt. Dla takich postaci jak Ballmer, Gates, jest to zapewne duży wstrząs.

Windows, pakiet Office, nie kojarzą się z frajdą. Cały Microsoft nie kojarzy się z frajdą, nie licząc grupki entuzjastów Xbox. Minęło jeszcze za mało czasu, by konsument zmienił swoje nastawienie do produktów tej firmy. W zbiorowej świadomości ludzi zakotwiczone jest wrażenie, że Windows równa się praca, czyli to, co muszą robić, a nie zawsze mają na to ochotę.

Największym ciosem jednak jest to, że poprzez rozproszenie, wynikające z fatalnej strategii polegania na partnerach biznesowych, firma pozbawiona jest dzisiaj klarownej tożsamości. Satya Nadella wykonuje kawał dobrej roboty, by ten brak wypełnić. Rozpoczął proces od zadania najbardziej podstawowego pytania, na samym początku swojego szefowania: „Czym jest Microsoft?”.

Odpowiedź brzmiała: „Microsoft to producent oprogramowania.”. Wywołało to w środowisku korporacyjnym Redmond ogromy entuzjazm, ponieważ pod koniec rządów Ballmera taka konkluzja stawała się dla wszystkich coraz mniej oczywista.

Patrząc na to z tej perspektywy, podsumowanie portfolio sprzętowego firmy, skrzętnie wyłożone przez CEO szóstego października, jest zaskakująco pełne. Microsoft obecny jest we wszyskich najważniejszych obszarach, a w przypadku Surface Hub i HoloLens prezentuje zupełnie unikatowe rozwiązania. Cechą łączącą wszystko jest wspólna platforma programistyczna. Ten fakt, poszczególne innowacje, jak funkcja Continuum, tworzą solidną podwalinę pod przyszłą odbudowę potęgi korporacji.

Zatem potencjał jest ogromny, ale dostarczenie nawet najlepszej platformy to za mało, aby zagwarantować naprawdę wartościowe narzędzie do pracy. Potrzebne są aplikacje. Okradając na moment platformę z dziedzictwa złotych czasów królowania Win32, to, co zostaje jest relatywnie żałosne. Ponieważ to, co zostaje to mobilność, a ta jest wszystkim, co dzisiaj się liczy. W tej grze natomiast, Microsoft jest niemal zerem.

Myślę, że firma w umiejętny sposób stara się zaistnieć na rynku sprzętowym. Praca wykonana w tym zakresie jest naprawdę imponująca. Zdołano wypromować coś niezwykle ważnego – markę – w postaci produktów Surface. Myślę również, że to bardzo dobrze, że sprzęt z napisem „Microsoft” będzie należał do najdroższych i najlepszych, a z całą pewnością wiem, że już należy do najbardziej pożądanych.

Sukces na rynku sprzętowym jest w przypadku tej firmy wciąż w pełni uzależniony od Windows, a to stanowi z kolei największe zagrożenie dla ewentualnego wzrostu. Zaadaptowany przez ponad sto dziesięć milionów aktywnych użytkowników w zaledwie parę tygodni po premierze, utrzyma się tylko jeżeli na platformie pojawią się te aplikacje, które są dla klientów ważne, czyli te, które rezydują obecnie na platformach konkurencji.

Na swoje szczęście Microsoft posiada najlepszą Chmurę obliczeniową na rynku. Sprytnie i nowocześnie dystrybuowany pakiet Office, wciąż bezsprzecznie najlepsze na świecie narzędzie tego typu, również pozostaje bardzo mocną kartą. To powinno wystarczyć. Na razie. Czas brutalnie pokaże, czy strategia oparta na otwarciu się na inne systemy z tymi perełkami w garści korporacji wystarczy, by pozwolić jej dotrwać do chwili wyjścia z impasu przegapienia fali mobilnej.

Wielu mądrych ludzi uważa, że Wirtualna Rzeczywistość lub Rzeczywistość Rozszerzona to kolejna, wielka fala nadciągająca w technologii. Microsoft, wraz ze swoim HoloLens, wchodzi obiecująco wcześnie do tej gry. Bardzo kosztowne dla wielu ludzi i dla samej organizacji było przespanie poprzedniego wyścigu. Trudno ocenić ile jeszcze takich wpadek firma może przetrwać.

Wygląda na to, że w Redmond potrafią pokornie uczyć się na błędach. Świadczyć mogą o tym chociażby wysiłki na rynku nosideł. Band 2 to przede wszystkim użyteczność. Inna filozofia niż Apple, które postawiło na modę. Mimo, że i na tym polu firma poniesie raczej porażkę rynkową, to ważne doświadczenie, bo przyspieszy najpewniej czas reakcji w przyszłości. A to jest faktor najbardziej czasami krytyczny.

W technologii nie jest najważniejszym, żeby być z czymś jako pierwszy na rynku, ale żeby zrobić daną rzecz dobrze. Z tym, że jeżeli ma być zrobione dobrze, to trzeba jako pierwszy nad tym pracować w laboratoriach. Koniec końców i tak sprawy sprowadzają się do refleksu.

Satya Nadella roztacza w swoich wywodach bardzo kuszącą wizję. Przez niecałe dwa lata rządów dokonał wiele, często drastycznych zmian wewnątrz organizacji. Przyszłość firmy nie jest jednakże tak samo łatwa do przewidzenia, jak w przypadku Apple. Wydaje się przy tym, że zmiana CEO nastąpiła w dobrym czasie, a Nadella ma wystarczająco energii, by poprowadzić firmę ku lepszej koniunkturze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s