06.10.: Surface

Tesla, Elon Musk, to pieśni przyszłości jeszcze bardzo odległe. Widzieliśmy już ruch warg, ale dźwięk nadal do nas nie dotarł. Równie fantastycznymi wizjami charakteryzuje się praktycznie każdy obóz pracujący nad ukształtowaniem naszej przyszłości, tej dalekiej i bliskiej. Gdy Satya Nadella mówi o kolejnej ewolucji procesu twórczego, odnosi się do aspiracji w znacznie większym stopniu, niż do tego, co realnie może być wykorzystywane już dzisiaj. Produktywność potencjalna.

Sam przyznał, w jednym z wywiadów, że HoloLens to plan pięcioletni. Innymi słowy – „wypuścimy produkt beta, a potem będziemy się go uczyć”. Jakkolwiek jest to proces oczywisty i konieczny, cudownie jest obserwować na własne oczy osiąganie ważnych etapów rozwoju w danej dziedzinie. W przypadku urządzeń bezpośrednio od Microsoftu, bez cienia wątpliwości takim etapem było ogłoszenie Surface Booka.

Zrozumiałym jest, że Surface Book nie mógłby powstać bez linii Surface Pro. Mniej oczywista natomiast jest sinusoida rozwojowa całej rodziny produktowej. Oto, wraz z październikową premierą, okazało się, że Pro nie jest ostatnim słowem ze strony inżynierów linii Surface. Jest to o tyle ekscytujące, że sugeruje, iż Book również może nim nie być. Wciąż nie wiemy kiedy wykres osiągnie swoją wartość szczytową.

Ten potencjał stanowi w zasadzie spełnienie wszystkich nadziei, które pokładałem oryginalnie w rodzinie produktów Surface. Book wyznacza przyjemne ich wykroczenie.

Przyjęty przez giganta z Redmond model biznesowy to coś, co kompletnie mi nie odpowiada. Nie interesuje mnie morze możliwości i porażająca ilość konfiguracji sprzętu. Wręcz przeciwnie – im mniejszy wybór, tym lepiej. Interesuje mnie perfekcja, a raczej stan, który jest perfekcji najbliższy, bo ta pozostaje, w swej czystej postaci, wciąż człowiekowi niedostępna. Perfekcja natomiast, może wystąpić tylko wtedy, gdy sprzęt od samego początku projektowany jest w każdym detalu z myślą o jego duszy, w postaci oprogramowania.

Satya Nadella, mówiąc o inspiracji dla partnerów firmy, używa eufemizmu na „mamy dość dymania nas przez tę bandę oportunistów i przejmujemy sprawy w swoje ręce”. Wiara w partnerów zresztą musiała zostać zachwiana podczas wielkiego dymania, jakie zgotowano firmie po premierze ryzykownego Windows 8, gdy na święta Bożego Narodzenia w sklepach nie pojawiła się wystarczająca ilość nowych urządzeń z panelami dotykowymi.

Na marginesie intrygującym pytaniem jest, czy strategiczne partnerstwo, jakie zawarto na linii Microsoft-Nokia okazało się porażką ze względu na to, że Windows Phone ogłoszono zbyt późno, czy też ze względu na to, że na rynku nie ma już miejsca dla trzeciego gracza… Pozornie jedno wynika z drugiego, ale śmiem twierdzić, że w przypadku systemów mobilnych nastąpił duopol nie do rozbicia. I nie chciałbym się mylić, bo dwa systemy, to już o jeden za dużo.

W tym miejscu przechodzimy płynnie do najmocniejszego asa w rękawie producenta Windows – ich wzmożonych wysiłków, by stworzyć pojedynczą platformę, napędzającą cały ekosystem urządzeń. Osobiście jest to dla mnie rewelacja, coś, czego od zawsze chciałem najbardziej. Ta ambicja sprawia, że bardzo kibicuję Windows 10, który pod wieloma względami pozostaje jednak systemem zasmucająco regresywnym. Swego rodzaju wymuszoną kapitulacją.

Ogromnym atutem jest również okoliczność podjęcia wysiłków, by zbudować imponujący ekosystem własnych urządzeń. Microsoft zaczyna nareszcie grać w moją ulubioną grę.

Surface Book to właśnie dzieło ze wszech miar imponujące. Entuzjastycznie przeglądałem rendery, wykorzystane w promocyjnym wideo urządzenia, klatka po klatce. To pierwszy sprzęt od Microsoftu, który zbudowany jest tak samo pięknie wewnątrz, jak i na zewnątrz. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oglądam klip promujący urządzenie od Apple. Firma z Cupertino stopniowo traci pozycję producenta urządzeń premium, co dla konsumenta jest tylko dobrą wiadomością. Bez sukcesu Apple jednak, Microsoft, i inne firmy, nadal miałyby głęboko gdzieś gustowne opakowanie dla ich technologii, tak, jak miało to miejsce przez całe lata w przeszłości.

Przechodzimy do etapu, w którym projekt staje się ważniejszy niż funkcjonalność. To, jak coś wygląda, uważane jest coraz częściej za ważniejsze od tego, jak działa. Odnosi się to zarówno do projektowania urządzeń, jak i uzupełniającego je oprogramowania. To równocześnie trend, który przegina sprawy w dugą stronę, ale etap konieczny, bo bez niego nie byłoby Material Design, iOS 7, OS X Yosemite, Windows 8, czy boskiego Windows Phone 7 (Boże, jak ja kocham koncepcję projektową tego systemu!).

W rodzinie produktów Surface najwspanialsze jest to, że są to propozycje oryginalne. Pro zaproponował formę unikatową, która doczekała się późniejszych klonów. Book reprezentuje coś zupełnie odmiennego. To klasa sama w sobie, bez odpowiedników. Śmieszą mnie wszelkie próby porównania do MacBooka Pro. Surface Book to coś znacznie więcej niż laptop i nie powinien być porównywany nawet do najlepszych tego typu urządzeń na rynku.

Oczywiście, że będzie się zachowywał inaczej podczas pracy, gdyż ma upakowany cały komputer za ekranem. Nie zdecydowano się na zastosowanie podpórki, jak w linii Pro, ale jeżeli się tę decyzję dobrze przemyśli jest ona w pełni uzasadniona. Oczywiście, że taki zawias nie pozwoli na szczelne zamknięcie, jak w przypadku konwencjonalnych laptopów. Surface Book pozwoli za to na rzeczy, których nie potrafią konwencjonalne laptopy i to jest tutaj najważniejsze.

Rzeczony zawias to element zresztą najbardziej interesujący w całej konstrukcji. W razie pytań o taką właśnie budowę podpowiem tylko, że wynika z potrzeby elastycznego rozłożenia środka ciężkości, tak, by po otworzeniu do pracy, komputer nie powodował destabilizacji lub przeciążenia podstawy z klawiaturą. Te dodatkowe centymetry, pozyskane po pełnym otwarciu, mają to właśnie zagwarantować. Z pewnością można było spróbować rozwiązać ten problem w inny sposób, ale czy wtedy byłoby równie oryginalnie? Zupełnie innego rodzaju pytaniem pozostaje, czy jest to po prostu praktyczne…

Tajemnicą pozostaje dla mnie mechanizm odpowiedzialny za utrzymanie obu części w całości, a wbudowany w sam komputer/tablet. Jest to rozwiązanie sterowane programowo, co może stanowić również jego największą wadę w praktyce. Wyglada natomiast tak seksownie, że aż nie mogę uwierzyć, iż projekt nie powstał w Kalifornii. Korzysta nawet ze sztucznego, bo programowego sygnału zwrotnego, który informuje użytkownika, że doszło do złączenia lub rozłączenia obu elementów składowych. W tym celu odtwarza plik audio symulujący dźwięk fizycznej zapadki.

Szpara, wynikająca z nie domykania się w sposób całkowity obu części skutkuje również tym, że klawiatura nigdy nie styka się z powierzchnią ekranu. Rzecz boleśnie przypominająca o toczącej się aferze Staingate, która nierzadko wynika właśnie z niekorzystnego oddziaływania przeróżnych tłuszczów z klawiatury na warstwy antyrefleksyjne ekranów.

Momentalnie widoczne są jednakże ewidentne błędy w tym projekcie. Po pierwsze umiejscowienie gniazda słuchawkowego, które spowoduje, że kabel podłączonych słuchawek, w trybie klasycznego laptopa, będzie zwisał w sposób obrzydliwy i rażąco nieprzemyślany. Umiejscowienie przycisków głośności i włącznik/wyłącznik urządzenia eliminuje scenariusz swobodnego użycia Booka w trybie namiotowym, co może nie jest już tak rażące, ze względu na możliwość rozłączenia od bazy, ale mogło być bardzo prosto rozwiązane, poprzez przeniesienie owych przycisków na boczną krawędź.

Biorąc pod uwagę bardzo niski czas pracy na baterii samego modułu tabletu, należy zadać bardzo ważne pytanie: czy możliwość rozłączenia obu części jest na pewno krytyczna? Czy nie jest to jedynie bajer? Trudno jednoznacznie to stwierdzić. Konieczny będzie rzetelny test w praktyce. Sprawę komplikuje fakt, że tablet można traktować samodzielnie, ponieważ jego ładowanie może odbywać się również bez pośrednictwa bazy z klawiaturą.

W tym przypadku Microsoft również wypuszcza na rynek produkt w fazie beta i będzie się go uczył na przestrzeni kolejnych lat.

Surface Pro 4 jest pod każdym względem po prostu nieco lepszy od poprzednika. Wszystko zatem po bożemu. W celu dopełnienia obrazu uważam jednak, że firma powinna porzucić markę Lumia i nazywać swoje smartfony również Surface. Surface Phone? Marketingowo lepsze i spójne dla klientów. Tym bardziej, że koncepcyjnie coraz bardziej przypominają naturalny substytut większego komputera, do czego Nadella odnosi się używając sformułowania „mobile plus device”, poprzez funkcję Continuum.

Celowanie rodziną Surface w najwyższą półkę cenową oraz jakościową to strategicznie strzał w dziesiątkę. Pozwala na zachowanie przeklętego modelu partnerów w ekosystemie urządzeń, ale pomaga też w umocnieniu pozycji firmy oraz jej identyfikacji, tożsamości rynkowej. Microsoft chce i powinien kojarzony być z produktami klasy premium. Od pierwszego Pro w historii, Surface ma przecież stanowić „idealną ekspozycję dla systemu Windows”.

Jedynym rozczarowaniem tutaj może być tylko fatalna dostępność urządzeń i serwisów od Microsoftu w kraju nad Wisłą. Na ten stan rzeczy narzekałem już jednak wystarczająco dużą ilość razy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s