Oczekiwania

W jednym z moich poprzednich wpisów powołałem się na cytat z założyciela Microsoftu, a odnoszący się do tezy, iż zbyt wiele oczekujemy od technologii w krótkim okresie czasu, aczkolwiek zazwyczaj za mało doceniamy, co można osiągnąć w jego dłuższej perspektywie. Bill Gates, będąc człowiekiem bezwzględnie inteligentnym, wypowiedział zdanie, na które inni mogą dzisiaj z uznaniem pokiwać twierdząco głową.

Drugą stroną tego zagadnienia pozostaje to, jakie są tego stanu rzeczy przyczyny. Nierzadko nie mogę oprzeć się wrażeniu ustawicznego wykonywania działań celowych, by opinię tego typu sztucznie podtrzymywać przy życiu.

Za ilustrację posłuży mi najnowsza kompilacja OS X. Po raz pierwszy zaimplementowany tam widok Split View, przypominający nota bene znany z Windows 10 Snap, do tego stopnia bliźniaczy, że aż posunął się do skopiowania funkcji Snap Assist, charakteryzuje się rażąco oczywistymi brakami w bieżącej odsłonie.

Biorąc pod uwagę bowiem wspólną bazę rdzenia w kodzie programistycznym tych klasycznych systemów operacyjnych współdzieloną z mobilnym wcieleniem, w postaci iOS, trudno tłumaczyć inaczej owe braki, niż chęcią pozostawienia przestrzeni do ich wypełnienia w przyszłych wersjach rozwojowych. Chyba, że uznamy, iż Split View na urządzeniach iPad jest bogatszy, bardziej elastyczny funkcjonalnie, tylko po to, by zapewnić ich lepszą sprzedaż. Niezależnie od motywacji, jest to działanie celowo uwsteczniające poprzez dysonans w arsenale możliwości na obu platformach.

W mojej głowie rodzi się pytanie o zawartość szuflad i szaf laboratoriów i tajnych Departamentów do Spraw Przyszłości, wiodących firm technologicznych. Czy dozowanie nowości w tak określony sposób podyktowane jest kalkulacją ekonomiczno-biznesową, czy wynika ze skromnego portfolio eksperymentalnego?

Kłuje mnie w boku, gdy rozważam tę drugą opcję. Za tym argumentem przemawia jednak chociażby wciąż słaby stan protokołów odpowiedzialnych za łączność. Continuity, w przypadku ekosystemu od Apple, to farsa, śmiech na sali. Działa, jak się podoba. Problem może nie leżeć jednakże po stronie samej funkcji, a rozjeżdża się ona ze względu na skomplikowaną naturę łączności bezprzewodowej. Nie pomaga nawet fakt, że korzystam z routera AirPort Extreme, tego samego producenta.

Dla przeciętnego konsumenta techniczne powody nie mają żadnego znaczenia. Czuje za to wyraźnie gorycz rozczarowania, gdy „proste” rzeczy po prostu nie działają.

Jeżeli Wi-Fi nie działa za każdym razem tak, jak tego oczekuje użytkownik, to kiedy będzie mógł w pełni zaufać samochodom bez kierowców? Kiedy zdecyduje się wsiąść na pokład samolotu bez pilota? Kiedy zagra w grę, która zaoferuje taki poziom realizmu, że nie będzie można rozróżnić rodzaju rzeczywistości, w której gracz się znajduje? Bill Gates w tym momencie odwołałby się do pokory i cierpliwości. Problem polega na tym, że żyjemy w teraźniejszości, a nie przyszłości. Zatem wymagamy zbyt wiele.

W gruncie rzeczy, cała sytuacja to pokłosie ludzkiej głupoty. Innym razem przytoczyłem już przykład braku porozumienia w kwestii jednego języka światowego, gatunku, który poddany był przecież wpływowi tysięcy lat bogini Cywilizacji. W XXI wieku wciąż istnieje zapotrzebowanie na zawód tłumacza. Człowiek pozostaje w temacie tak nieporadny, że rozgryza intensywnie enigmę właściwej implementacji tłumaczenia w czasie rzeczywistym na urządzeniach mobilnych i komunikatorach, zamiast opracowywać skuteczne remedium na samą przyczynę.

Czyż nie jest idiotyczną, duma płynąca z faktu opracowania, najbardziej doskonałej nawet, łatki zaradczej na problem, którego nigdy nie zdołało się rozwiązać?

Żyjemy w rzeczywistości, w której z dumą mówi się o modelu smartfona zdolnego utrzymać łączność na całym globie, przechwalając się, że aby tego dokonać, należało zintegrować milion różnych standardów i częstotliwości, przy pomocy miliona anten. Tymczasem ludzka chciwość wciąż jest silniejsza, od rozsądku.

Dlaczego żaden olbrzym współczesnych technologii nie wprowadził jeszcze zunifikowanego standardu i częstotliwości o zasięgu globalnym? Jeżeli dochodzi do monopolu, Monopolista zaczyna mieć za nic swojego Klienta. Człowiek ustanawia prawa antymonopolistyczne, aby taką łatką zaradczą bronić się przed samym sobą i tym, co potrafi samemu sobie zgotować.

When you grow up you tend to get told the world is the way it is and your life is just to live your life inside the world. […] Everything around you that you call life, was made up by people that were no smarter than you. And you can change it, you can influence it, you can build your own things that other people can use. – Steve Jobs, wywiad dla Santa Clara Valley Historical Association, 1994

Wymagamy zbyt wiele… Ale czy aby na pewno?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s