Statystyki

Niezwykle rzadko zajmują mnie takie sprawy, jak analiza ruchu na tym blogu. Przy tego typu okazjach jednak, zawsze huczy mi w głowie zdanie Bena Thompsona ze Stratechery – „Ludzie mają gdzieś subiektywne zdanie blogera. Czytają wyłącznie to, co sami będą mogli wykorzystać w praktyce”. Święta prawda. W czasach, gdy zajmowałem się muzyką, płynąłem pod prąd. Na przykładzie mojej działalności na tym blogu, muszę stwierdzić, iż taki stan rzeczy jest po prostu symptomatyczny, w przypadku mojej osoby.

Absolutnym hitem pozostaje wciąż ten sam wpis – „iOS 7: Safari”. Ilość odsłon miażdży wszystkie inne siłą ręcznego moździerza, rozprawiającego się z odsłoniętymi mózgami orzechów włoskich. Fakt, który mnie raczej zniechęca do publikowania, niż miło łechta moje ego, gdyż produkcja tego typu wpisów to łatwizna. Nigdy nie napiszę niczego „pod publiczkę”, więc i w tym przypadku płynę pod prąd, bo nie będzie już na tym blogu wpisów opisujących funkcje czy poszczególne programy.

Był to etap równocześnie konieczny, biorąc pod uwagę, że pracuję zupełnie sam, bez ambicji przebicia się do szerszej publiczności. Publikowanie w internecie jest tak cudowne! Słowa mają zasięg globalny, istnieją miejsca, gdzie można to robić całkowicie za darmo, a ponad wszystko nie trzeba się z nikim układać, godzić się na kompromisy. Czas jest czynnikiem weryfikującym. Ostatecznie chodzi o to, by zaglądali tutaj ci, którzy szukają do czytania tego, co mam do napisania.

„Technonowela” od początku pomyślana była jako archiwum, którym dzielę się przy okazji z moimi kolegami. Pretekst do rozmów. Prywatnie, to miejsce wykuwania stylu. Za czas jakiś rzeczą piękną będzie przegląd wpisów z początków prowadzenia archiwum, oraz porównanie ich jakości do tych ostatnich. Pożegnanie się z tekstami opisowymi systemów operacyjnych, funkcji systemowych, aplikacji, postrzegam jako progres.

Z całą pewnością wiąże się to bezpośrednio ze zmianą guru. Ambicja każdego twórcy wynika z chęci dorównania lub prześcignięcia innych, których subiektywnie bardzo się szanuje, a często zazdrości talentu i pomysłów.

Na początku imponował mi Paul Thurrott. Bez cienia wątpliwości jest to ewidentne, przy okazji lektury moich wpisów z lat 2011 – 2012. Potem nastąpił okres bezkrólewia, który trwał dwa lata. Ostatnio zafascynował mnie styl Bena Thompsona. W obu przypadkach to wzory niedoścignione. W przypadku numer jeden dlatego, że Thurrott ma kontakty bezpośrednie z pracownikami w Redmond. To kategorycznie determinuje układ sił i możliwości. W przeciwieństwie do Thompsona jednak, nigdy nie miałem wobec niego kompleksów odnośnie stylu pisania.

Thompson, jednakże, to zupełnie inna para kaloszy. To nie tylko były pracownik Apple, Microsoftu, konsultant innych firm ze świata IT. To przede wszystkim autor o fenomenalnym zmyśle analitycznym. Charakteryzuje go podejście filozoficzne, a nie, typowe dla innych Anglosasów, czysto praktyczne. Tym mnie ujął. Paradoksalnie staram się go nie czytać, bo imponuje mi na tyle, że obawiam się popadnięcia w błędy chęci kopiowania jego stylu.

Powyższe akapity wynikają z momentu, w którym się obecnie znajduję. Przypomina to pracę amatora, który spędził trochę czasu przed kołowrotkiem, zanurzając dłonie w przyjemnie mokrej glinie, bawiąc się formowaniem, nadawaniem różnych kształtów. Z czasem jednak taka zabawa znużyła i amator zastanawia się jaki produkt skierować do wypalenia w piecu.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Statystyki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s