Microsoft as a Service

Interesujące wieści rozeszły się ostatnio po Sieci, w konsekwencji wycieku listu CEO Microsoftu, a adresowanego do pracowników tej korporacji. Przebija z niego postać lidera skoncentrowanego i działającego bez sentymentów. To bardzo dobra wiadomość dla firmy, znaczenie gorsza dla sporej rzeszy pracowników. Niewesoła również dla tej części fanów, która wciąż liczy na cud dominacji na zatłoczonym dzisiaj rynku konsumenckim. W całej tej sytuacji, najważniejszym dla mnie wnioskiem pozostaje konkluzja, że najbardziej liczą się systemy mobilne, a wśród nich nie ma miejsca na trzeciego gracza. Zadziwiające podobieństwo wobec systemów tradycyjnych, gdzie rządzi Windows i OS X. Brutalnie mówiąc bowiem, całą resztą można się nie przejmować, bo nic już z tego nie będzie.

Linux zawojował świat, chociaż w innej postaci, niż to wyobrażali sobie jego twórcy. Android rządzi niepodzielnie w najważniejszym dzisiaj segmencie, a w świecie tradycyjnych potrzeb – Windows to nadal niekwestionowany król. Kolejna wersja może odwrócić złą passę i jeszcze bardziej umocnić pozycję ekipy ze stanu Waszyngton. W takim układzie rację będą mieli wszyscy ci, którzy po premierze systemu Windows 8, porównywali go do cyklu Vista – 7. Esencjonalnie bowiem, wersja 10 przypomina bardziej 8.2, aniżeli zupełnie nową propozycję rynkową. To „dobrze naprawiona ósemka”, z której uczyniono potężną platformę i nadano jej inny numerek na tę właśnie cześć. Moje naiwne nadzieje na to, że firma zdoła przeforsować coś nowego i świeżego legły w gruzach. Windows 10 uważam za wersję regresywną.

Zupełnie innym zagadnieniem pozostaje fakt, że użytkownicy oczekiwali takiego regresu. W Cupertino mogą teraz uśmiechać się pod nosem, z pytaniem w oczach: „a nie mówiłem?”. OS X był tak samo konserwatywny trzy lata temu, jak jest konserwatywny dzisiaj. Dzięki temu, że „Microsoft się pogubił”, zdołali przy okazji pozyskać nową rzeszę klientów. W dodatku takich, którzy zostaną z firmą, bo jak się już zacznie korzystać z produktów Apple, bardzo niechętnie się z nich rezygnuje. Przynajmniej w znacznej większości przypadków.

Windows Phone, który wszedł do gry późno, wciąż oscyluje wokół mało istotnych, jednocyfrowych procentów udziału w rynku mobilnych systemów operacyjnych. W Stanach radzi sobie beznadziejnie słabo, trochę lepiej w Europie. Windows Mobile będzie zaledwie wersją 10, dla innego rodzaju zastosowań, po czym można dedukować pierwsze oznaki odwrotu. Oliwy do ognia dodały ostatnie słowa CEO firmy. Nie widzę jednak niczego złego w trzeźwej ocenie sytuacji. Microsoft nigdy nie będzie silny na tym rynku, więc czas zainteresować się obecnością na platformach innych producentów. Stąd slogan „mobilność doświadczenia”, czyli oświadczenie w elegancki sposób – „daliśmy dupy, musimy budować inaczej”.

Ten sam Microsoft posiada jednocześnie garść asów w rękawie i za moment może stać się najpotężniejszą firmą serwisów. W tym ujęciu najważniejszym konkurentem będzie Google, który już od dawna, w ten sposób właśnie, rozwija swój własny potencjał. Świadczy o tym chociażby nacisk Nadelli na Bing, we wspomnianym liście. SaaS, PaaS, IaaS – wszystko jako serwis, a to rysuje ogromy potencjał na swoistej tabula rasa, którą to nowy szef zdaje się chcieć zawiesić. Mówi o tym pośrednio również, zamiar odejścia od rynku reklam, w uznaniu niedościgłego mistrza gatunku, w postaci zespołu z Mountain View, oczywiście.

Strategia produkcji mniejszej ilości modeli smartfonów, w bardziej dynamicznym tempie, to pomysł, który jest najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła się Windows Phone od 2011 roku, gdy Nokia postawiła wszystko na ten system. W przypadku tej ostatniej bowiem, nie podobała mi się mnogość propozycji. Słowem, wygląda na to, że Microsoft naprawi te elementy. Zaproponuje większą koncentrację i lepszy harmonogram wydawniczy.

Spekulować można tylko, czy to samo można powiedzieć o Nokii. Jaka była alternatywa? Android? Firma i tak by upadła, bo byłaby jednym z wielu producentów, a tak została przynajmniej wykupiona, co by się pewnie nie stało, gdyby wybór padł na inny system. Zresztą, czy ktoś poważnie sądzi, że produkcja sprzętu z Androidem na pokładzie odmieni losy, tak samo źle zarządzanego od lat, Blackberry? Nokia popełniła kilka dodatkowych błędów i przegrała z kretesem. Satya Nadella był przeciwnikiem transakcji, o czym wszyscy dobrze wiedzą. Teraz zwalnia praktycznie całą kadrę, przejętą z Finlandii, z byłym CEO firmy na czele.

Najbliższa przyszłość Microsoft leży w Azure, Office, systemie Windows. Każdą z tych części składowych można dostarczyć w formie subskrypcji. Subskrybować natomiast można na wszystkim. Jest to koncepcja praktyczna, nowoczesna i odporna na zmiany, poprzez wrodzoną elastyczność. Jeżeli nawet uda się zrealizować cel, pod tytułem „Windows best”, to i tak nie odwróci już tendencji. Systemy mobilne zastąpią tradycyjne już niedługo, spychając te drugie do niszy zastosowań specjalnych. A w mobilnych Microsoft zdołał zdobyć pozycję symboliczną, która nigdy już nie będzie wyraźniejsza. Firma przegrała wyścig z czasem, mimo, że Windows Phone to najpiękniejszy i najlepszy system mobilny, jaki człowiek kiedykolwiek stworzył. Taka jest moja, bardzo subiektywna opinia, w każdym razie.

Układ sił w systemach operacyjnych przypomina ten, który tworzy się w dojrzałych systemach politycznych, przy założeniu ordynacji jednomandatowej. Powstaje dualizm. Ostra polaryzacja. Najwyraźniej tak działa umysł konsumenta. W przypadku tradycyjnych, wystarczą mu dwa i wszystko wskazuje na to, że w świecie systemów mobilnych będzie bardzo podobnie. Wnosząc po porażce, jaką zaliczył Microsoft, występujący z tak przecież doskonałą propozycją, nie widzę nikogo, kto byłby w stanie pozyskać pozycję trzeciego gracza. Jednocześnie chciałbym tego doświadczyć, ale wyobraźmy sobie jak nieporównywalnie doskonalsza musiałaby to być propozycja, próbując zachęcić do siebie w 2015 roku, gdy wiodące systemy mobilne osiągnęły już zarówno dojrzałość, jak i bazę oddanych fanów. Z tego punku widzenia wydaje mi się to po prostu niewykonalne.

Rządy obecnego CEO Microsoftu podobają mi się tak bardzo, że żałuję, iż nie przejął władzy wcześniej. Zarówno Gates, jak i Ballmer, byli ludźmi innej epoki, innego etapu rozwoju, zatem wyposażeni w nieświeże spojrzenie. Przy tym, biorę pod uwagę jedynie interes firmy, bo dramat ludzki to zupełnie osobna kwestia. Podejmuje odważnie kroki niezbędne, rezygnując z tych pomysłów, które nie przynoszą wymiernych korzyści. Skromnie zadaje pytanie „Czy firma powinna tam być?”, zamiast butnego podejścia „Microsoft tam być musi!”. Model subskrypcji łączy się pięknie z „mobilnością doświadczenia”, a firma dzięki temu ma szansę odnalezienia sobie własnego miejsca, w dynamicznie zmieniającym się środowisku.

Jeszcze raz chcę powtórzyć to, o czym wspominałem już na tym blogu nie raz – wycofajcie się z rynku konsumenckiego, którego nie czujecie, nie rozumiecie i skoncentrujcie się na kliencie korporacyjnym. Obecność w życiu konsumenta, na zasadzie aplikacji firmy pod iOS, czy Androida, w zupełności wystarczy, a przy okazji oszczędzicie swoim fanom rozczarowania, pokazując cudowny system, którego nie potraficie wprowadzić na rynek skutecznie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s