WWDC 2015: Apple Music

Tytułem wstępu: chociaż to zaledwie tydzień, spędzony z serwisem, jestem zakochany w Apple Music, ehem, po uszy. Przy tym nadal uważam, że Spotify to propozycja bardzo wartościowa, ale ta z Cupertino jest po prostu lepsza. Istnieje argument całkowicie subiektywny, ale jest też zupełnie obiektywny – kurator muzyczny. Teraz wiem dlaczego Apple zdecydowało się na tak spektakularny zakup ponad rok temu. To właśnie ten element czyni różnicę pomiędzy serwisem bardzo dobrym, a serwisem nokautującym wszystkich na rynku.

Subiektywnie, Appe Music uplasował się na pozycji zwycięzcy w wyścigu o moje pieniądze jeszcze przed premierą, a to ze względu na pełną integrację z systemem. Już gdzieś wspomniałem, że bardzo trudno jest mnie przekonać do programów, nie przychodzących wraz z nim. Jestem fatalnym klientem dla deweloperów oprogramowania firm trzecich. Taka dziwna bariera psychologiczna. Pozostawiając to jednak za nami, aspekt obiektywny szczęśliwie dla mnie jest częścią serwisu od Apple, a nic nie zastąpi „muzycznego przyjaciela”, który podpowie czego posłuchać i co może się spodobać.

W ten właśnie sposób Joshua Homme przedstawił mi postać Chelsea Wolfe, a jej piosenka „Mer” zmusiła do łupieżczej wyprawy po skarby ukryte w dotychczasowym dorobku artystki. Zaledwie pojedyncza audycja w Beats 1 (The Alligator Hour), dostarczyła inspiracji na całe lato słuchania! Podobnie, chłopaki i dziewczęta z Rolling Stone’a, poprzez funkcję Connect, pokazali mi Deerhoof, a ich piosenka „Running Thoughts” kompletnie mnie oczarowała. Całe lata świetlne minęły, odkąd czułem się równie natchniony i zainspirowany muzyką!

Ze Spotify korzystam od początku tego roku, ale to Apple Music dokonało rewolucji w moim zainteresowaniu muzyką w jeden tydzień! Jako były muzyk, przeżyłem swoje rozstanie z tą sztuką tak głęboko, że potrzebowałem paru lat ciszy. Dzięki propozycji Szwedów, poczułem pierwszą radość słuchania na nowo. Apple Music jest postawieniem kropki nad „i”. W moim życiu rozpoczęła się era radości z odkrywania nowej muzyki.

Po fatalnej prezentacji, poprowadzonej podczas WWDC, nie wiedziałem czego się spodziewać. Wśród komentatorów pojawiły się głosy, pytające głośno, czy aby Apple Music w ogóle zasługiwało na „one more thing”? W końcu było to ogłoszenie serwisu, a nie sprzętu. W moim najgłębszym przekonaniu – tak. Zdecydowanie tak. Ponieważ, Panie i Panowie, Apple Music to nokaut. Posiada to samo, co mają inni, oraz oferuje coś ekstra. Dodatkowa wartość czyni różnicę diametralną.

Przykładowo, Apple Music oferuje utworzenie strumienia radiowego, na podstawie dowolnego utworu. Nic nowego. W praktyce również nie oferuje nic specjalnego. Fakt, że utwory nigdy się nie powtarzają, że można słuchać na przestrzeni paru dni i za każdym razem będzie coś nowego, ale najogólniej to coś, co już mamy gdzie indziej.

Natomiast Connect to nokaut. To zupełnie inna para kaloszy. Nikt nie oferuje czegoś podobnego! Playlisty Vice, playlisty Rolling Stone – toż to prawdziwe kopalnie złota! Nie mówiąc już o tym, że Connect posiada powalająco potężny potencjał. Dostęp do materiałów wprost od swojego ulubionego artysty – czy może być coś piękniejszego?

Beats 1 to komponent, który poznałem, póki co, w najmniejszym stopniu. Teraz, na przykład, czekam na audycję Vice Music, która rozpocznie się za pół godziny. Radio, jak to radio – ma się swoje ulubione audycje i tego się słucha. Ważne, że jest, bo dzięki temu również, Apple Music jest usługą bogatą, kompletną na zupełnie nowym, niespotykanym dotąd poziomie.

Jeżeli chcesz posłuchać czegoś, co na pewno przypadnie do gustu, sięgasz po Dla Ciebie. Jeżeli chcesz rozeznać się w obecnych trendach, albo masz ochotę na wyjście poza dotychczasową nutę i eksplorację nowych terytoriów muzycznych, sięgasz po Nowe. Masz ochotę na audycję, gdzie nie tylko się gra, ale mówi? Sięgasz po Beats 1. A jeżeli chcesz wejrzeć w strumień „co słychać” ulubionego artysty, do dyspozycji masz Connect.

Przy tym wszystkim, są specyficzne dla Apple Music dziwadła. Nie cały katalog iTunes jest tam dostępny, o czym wielokrotnie się już boleśnie przekonałem. Jeżeli wpadniesz w obsesję na punkcie konkretnego zespołu, może nie obyć się bez zakupów w Store. Interfejs i funkcjonalność pomiędzy iOS, a OS X różni się, czasem mało przyjemnie.

Generalnie na dzień dzisiejszy, najpełniejsze i najlepsze doświadczenie z Apple Music oferowane jest na urządzeniach mobilnych, co nie jest całkowicie pozbawione sensu. Nie ma żadnych problemów z rzeczą o znaczeniu krytycznym – synchronizacją pomiędzy urządzeniami, chociaż raz pobrane na urządzenie pliki, potrafią same tajemniczo się usunąć, co jest szczególnie wkurzające, gdy zamierzało się posłuchać czegoś w czasie spaceru, a okazuje się, że trzeba połączyć się z internetem.

Najczęściej jest, siłą rzeczy, na iPhonie, najładniej na iPadzie, a najwygodniej na Macu.

Apple Music – kocham, szanuję, korzystam. Polecam wszystkim miłośnikom muzycznych eskapad.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s