Nadzieje

Parę lat temu, na łamach Spider’s Web, opublikowałem tekst traktujący o Chmurze obliczeniowej oraz o konsekwencjach, jakie wywoła na kształt komputerów osobistych. Ten obraz uzupełnia się powoli dodatkowymi częściami składowymi w postaci IoT, czy automatyki domowej. W poprzednim wpisie starałem się wybiec nieco w przyszłość internetu, stąd pomyślałem, że dodam jeszcze kilka słów również o tym, odkąd wymienione elementy są ze sobą nierozerwalnie powiązane, utrzymując wszystko w tonie optymistycznym, jak na entuzjastę przystało.

Na początek posłużę się fragmentem ze wspomnianego wcześniej tekstu o Chmurze, ponieważ zataczające się właśnie technologiczne koło nie przestaje mnie fascynować. Jeżeli pochylimy się bowiem na chwilę nad tym skąd się konkretne rzeczy wzięły, zdamy sobie sprawę z trafności nihilistycznego „wszystko już było”:

W XXI wieku powraca się do idei mainframe, budując takie systemy, jak Chrome OS. Koncepcyjnie to powrót do Terminala. Ponownie, urządzenie udostępnione użytkownikowi końcowemu, stanowi niewiele ponad wyświetlacz, a cała reszta, którą kojarzymy z maszyną obliczeniową, odbywa się gdzieś tam, w Chmurze.

W latach pięćdziesiątych XX wieku, technika laboratoryjna spłodziła dwie kluczowe koncepcje: mainframe, czyli wielki komputer, zajmujący nierzadko całe piętro budynku, odpowiedzialny za wszystkie obliczenia, a także time-sharing, czyli możliwość „wynajęcia” mocy obliczeniowej tego pierwszego jedynie wtedy, gdy faktycznie była taka potrzeba, ze względu na ogromne koszty związane z dostępem do tej zupełnie nowej wówczas technologii.

Time-sharing nie mógłby oczywiście zaistnieć bez mainframe, ale to właśnie metoda na zdalny dostęp do jednej, piekielnie drogiej maszyny, pozwoliła na rozpowszechnienie się apetytów na komputer „w każdym domu i na każdym biurku”, jak głosiło hasło marketingowe młodego Microsoftu, dwadzieścia lat później. Na początku lat dziewięćdziesiątych, z kolei, Sir John „Tim” Berners-Lee esencjonalnie zastosował tę samą metodę względem współdzielenia informacji, tyle że w miniaturze, ustanawiając pierwszy serwer internetowy na komputerze NeXT.

Współczesne farmy serwerów internetowych to obiekty wielokrotnie większe, niż największe nawet komputery typu mainframe. Niewspółmiernie również potężniejsze w mocy obliczeniowej. W końcu człowiek poleciał na księżyc, dysponując na pokładzie komputerem o mocy obliczeniowej dzisiejszego kalkulatora kieszonkowego. Jednakże to jedynie postęp technologiczny, gdyż idea nie uległa w zasadzie zmianie. Komputery mainframe zastąpiła Chmura obliczeniowa, a narzędzia dostępowe korzystające z time-sharing, Terminale, to dzisiejsze Chromebooki, czy najnowsze dziecko Apple, MacBook.

MacBook to zresztą doskonały przykład komputera niedalekiej już przyszłości. Kiedy Tim Cook dumnie zapowiedział, podczas premiery, że „ponownie zapoczątkowaliśmy przyszłość”, potraktowałem tę deklarację całkowicie poważnie. Wzbudzający niezdrowe kontrowersje, pojedynczy port USB typu C, to i tak jedynie chwilowa konieczność. Tylko dwie, trzy generacje dzielą nas od maszyny pozbawionej wszelkich portów (interesujące, że iPad nie jest już teraz takim urządzeniem, ładowanie indukcyjne?). Model użytkowy zmienia się nieodwracalnie, a nowy MacBook to zaledwie pierwsza tego faktu jaskółka. Nielicznej grupie specjalistów będą nadal potrzebne rzeczy, które dla zdecydowanej większości ludzi przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie.

W oprogramowaniu archaizmem stanie się wkrótce pojęcie wtyczki, czy programu-klienta. Dla przeciętnego użytkownika to dobra zmiana, może odetchnąć z ulgą. Niczemu nie trzeba poświęcać uwagi, niczego nie trzeba aktualizować. Komputer coraz bardziej przypominać będzie wspomniany kalkulator – służyć po to, by robić rzeczy. Najcenniejsze jednak, że użytkownik zaczyna pracę bez jakiejkolwiek konfiguracji urządzenia. Tylko tyle i aż tyle, bo mając do czynienia z systemem Windows (czy innym systemem operacyjnym) szybko staje się jasne, że jesteśmy już blisko, ale równocześnie wciąż jeszcze nie „tam”. Rosnąca rzesza użytkowników chce być „tam” już dzisiaj.

Ciągłe parcie do przodu gatunku ludzkiego przysparza lekkich problemów. Oto nie udało nam się jeszcze do końca wykuć optymalnej zależności Chmura – Terminal, a już na horyzoncie pojawiają się kolejne rozdziały historii – technologia ubieralna, IoT, automatyka domowa. Jednakże taką właśnie konfundującą naturą odznacza się progres.

Technologia staje się coraz bardziej wszechobecna, wręcz niezbędna (acz ta potrzeba jest i długo będzie subiektywna i pozorna), wedle zasady „różowego słonia” – jeżeli możesz pomyśleć o wszystkim, tylko nie o różowym słoniu, to pierwszą rzeczą w twojej głowie będzie właśnie różowy słoń. Smart zegarek jest czymś podobnym.

Z relacji obecnych posiadaczy najnowszego hitu w sektorze – Apple Watch – po pierwszych dniach użytkowania i fascynacji, zastanawiają się teraz głośno nad zastosowaniem. Rzecz sprowadza się właściwie do wygody. To mówi wiele o tym, jak bardzo zdążyliśmy przywyknąć do stałego wglądu do informacji, płynących nieustającym strumieniem z internetu. Ludzie są skłonni zapłacić niemałe pieniądze, aby można to było robić po prostu wygodniej.

Sytuacja ma bezpośredni związek z faktem, iż technologia ubieralna ma sens dopiero przy pełnym zanurzeniu w świecie połączonym, którego obietnicą jest koncepcja IoT. Możliwość sterowania otoczeniem, możliwość interakcji otoczenia z użytkownikiem smart zegarka (automatyzacja domu), zapewni właściwy poziom funkcjonalny tej kategorii urządzeń. Do tego czasu, będzie jedynie wygodniej. Z tych względów właśnie, najważniejszą funkcją, na ten czas, wydaje mi się monitorowanie kondycji i zdrowia człowieka.

Jestem jednakże nieco zaskoczony, że średnio jedna na dziesięć osób wskazuje taką funkcjonalność za najważniejszą w ich życiu z urządzeniem. Dodatkowo, cała kategoria opasek służących wyłącznie tego rodzaju zadaniom, została już zmiażdżona powszechnym zainteresowaniem czymś bardziej złożonym. To za wiele i zbyt wcześnie, ale żeby dojrzeć na czas, musi zacząć się już teraz.

Spotkałem się z opinią, że Apple Watch jest urządzeniem tak skrajnie osobistym, że każdy będzie używał go nieco inaczej, chociaż uważam to za przesadę. Zgoda, co do tego, że jest to urządzenie ultra osobiste. Dzięki miniaturyzacji komputery z osobnych pomieszczeń przeniosły się na biurka, następnie zagnieździły się w kieszeniach i torebkach, a teraz wkraczają na nasze ciała. Nie wątpię, że jest to pierwszy etap ku bardziej trwałej implementacji technologii w ciele człowieka. Jak tysiące razy w przeszłości, czysta fantastyka, staje się coraz bardziej realną alternatywą dla naszej rzeczywistości. Cybernetyczne ciało wywoła nową dyskusję o granicach moralności, etyki, sprawiedliwości społecznej, aczkolwiek zapewne nie moje pokolenie będzie te kwestie rozstrzygać. Fascynującą sprawą będzie móc to chociaż obserwować!

Internet, Chmura obliczeniowa, komputery i ich interfejs to zagadnienia, które posiadają ogromy potencjał, ale nie został on jeszcze zrealizowany na tyle, aby dostrzec jego granice. Jest jeszcze wiele do zrobienia i dużo do odkrycia. Technologia ubieralna, IoT, z kolei, to rzeczy, o których nie wiemy w tej chwili, czym one właściwie są. Możemy umówić się, iż bez wątpienia to kolejny potencjał, który będzie potrzebny, gdy wyczerpie się już poprzedni.

Większość ludzi przesadza w ocenie ile można zrobić w jeden rok, za to nie docenia, co można zrobić w lat dziesięć. – Bill Gates

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s