09.03.: Na ziemi

We know we walked the earth in the bodies of dinosaurs for 800 times longer than we’ve been in human bodies. Why Don’t You Face The Truth? Google: Truthcontest – Neil Boothe, użytkownik serwisu YouTube

Tym razem, w nieco bardziej klasycznej narracji, rozwinę myśli zawarte w pierwszym odcinku cyklu.

Na przestrzeni tego bloga ewidentnie widać jak funkcjonuje umysł wyznawcy marki. Swego czasu pisałem o polityce produktowej Apple krytycznie. Zrobiłem kupę na zegarek z systemem operacyjnym jako nową kategorię. Do dzisiaj nie szanuję iPada mini. Jednakże czas płynie, a wraz z tym strumieniem zmienia się nastawienie. Całe zamieszanie wynika z wygórowanych oczekiwań. Apple Watch prezentuje sobą pewien konkretny, dalekosiężny potencjał, który rozkwitnie, pod warunkiem, że spełnione zostaną elementarne warunki.

Apple Watch

Sukces smart-zegarka będzie z początku polegał bezpośrednio na ilości sprzedanych sztuk. Dlaczego? Urządzenie posiada potencjał wywołania małej rewolucji w sposobie komunikowania się w przyszłości. Nie stanie się to jednak wcale, jeżeli spośród grona znajomych tylko dwie lub trzy osoby będą posiadały dostęp do tego typu, specyficznego dla Apple Watch, sposobu na interakcję z drugą osobą. Ilość aplikacji, wydajność, ograniczenia techniczne, nie mają na tym etapie prawie żadnego znaczenia.

Drugą sprawą jest to, że jeżeli szybko nie zostanie osiągnięty zadowalający wolumin, nikt nie będzie zainteresowany budową infrastruktury IoT, która jest docelowym środowiskiem, w jakim tego typu urządzenie będzie miało sens. Jest to krytyczny punkt większego planu. Bez rozbudowanej infrastruktury smart-zegarki nie mają racji bytu. Wygoda, polegająca na natychmiastowym dostępie do powiadomień z telefonu to za mało, aby zapewnić prawidłowy rozwój tej kategorii. Przynajmniej nie w tak rozbudowanej wersji, jaką proponuje obecnie Apple.

Dlatego firma tak mocno postawiła na wygląd. Ten przedmiot musi wzbudzać pożądanie. Musi wyglądać dostojnie, prestiżowo lub seksy, w zależności od okoliczności, w których będzie noszony. Ludzie muszą zechcieć nosić przedmiot, a dopiero na kolejnym miejscu polegać na jego funkcjonalności. W początkowej fazie zresztą, nie będzie miał zbyt wiele do zaoferowania. Potencjał Apple Watch jest ogromy, ale żeby to udowodnić musi zawitać na równie ogromnej ilości nadgarstków.

Samsung i inni producenci w swoich wysiłkach popełnili właśnie ten podstawowy błąd. Ze względu na to, że urządzenia są po prostu brzydkie, zepchnięte zostały do niszy komputerowych entuzjastów i dotychczas tylko ta nieliczna grupa ludzi z nich korzysta.

Oprócz tego, że Apple Watch oferuje pokaźną paletę możliwości modyfikacji stylu, wedle własnych upodobań estetycznych, posiada jeszcze jednego poważnego asa w rękawie – producenta. W środowisku ludzi zainteresowanych technologią, mówiło się o zegarku otwartym tekstem już na rok przed jego premierą rynkową. Niedługo potem mówiło się o tym głośno dosłownie wszędzie. Konsument już połknął haczyk. Motywacje mogą być różne – aby udowodnić, że firma niczego nie robi dobrze lub wręcz przeciwnie, aby zainteresować się tematem bliżej, ponieważ Apple w niego wierzy. To nie istotne. Ważne, że się mówi.

Zdecydowana większość potencjalnych klientów stwierdzi jednak, że jeżeli robi to Apple, to zrobi to dobrze, bo pamiętajmy, iż urządzenie zarezerwowane jest wyłącznie dla użytkowników określonych modeli iPhone’a. A satysfakcja klienta z tego smartfona sięgnęła ostatnio porażających 99%. Swoją drogą myślę, że licząc właśnie na ilość, firma umożliwiła współpracę z dość pokaźną flotą modeli. W przeciwnym wypadku, zegarek wymagałby wyłącznie bieżącej generacji, co napędziło by sprzedaż smartfona.

Moją najbardziej ryzykowną tezą jest to, że Apple nie myśli już o nim, jak o krowie do dojenia pieniędzy. To Apple Watch jest nową kategorią, która w perspektywie kolejnych pięciu, dziesięciu lat ma zapewnić pożądaną pozycję na rynku. W takiej przyszłości iPhone będzie tym, czym dzisiaj jest iPod.

Zaraz po osiągnięciu zadowalających wyników sprzedaży, trzeba będzie rozwiązać kilka kwestii czysto technicznych. Na początek oczywiście zasilanie. Przewrotnie uważam, że na teraz, jeden dzień na baterii, to lepiej, niż trzy i pół. Wyjaśnię na przykładzie z życia wziętym. Ładuję swojego iPhone’a średnio raz na cztery dni. Nie raz zdarzyło się, że zapomniałem doładować przed wyjściem i będąc już poza domem telefon mi padł. Nie jest wielkim problemem nosić martwy telefon w kieszeni spodni czy kurtki. Dużo gorszą sytuacją będzie jednak noszenie martwego zegarka na ręku przez pół dnia. Tym bardziej, że wyrobimy sobie nawyk zerkania na niego znacznie częściej, niż ma to dzisiaj miejsce w przypadku smartfona.

Ostatecznie, jak sądzę, konieczność ładowania zostanie całkowicie wyeliminowana. Zegarek będzie ładował się sam, wykorzystując do tego każdy, nawet najmniejszy ruch posiadacza.

Na prezentacji nie podano żadnej wskazówki odnośnie szalenie istotnej sprawy (co pozostaje w pełni zrozumiałe z czysto biznesowego punku widzenia) – co z kolejnymi generacjami? Kupuję smart-zegarek na rok, dwa, cztery lata? Obok zbyt wyśrubowanych cen, zmusza to do postawienia wielkich znaków zapytania.

Jestem bardzo rozczarowany brakiem dostępności w Polsce. Co gorsza, mówi się, że Apple Watch może w ogóle nie pojawić się nad Wisłą w tym roku!

***

Kiedy Tim Cook mówił o zdefiniowaniu laptopa na nowo, czułem powiew czegoś nowego i świeżego. W napięciu oczekiwałem na zaprezentowanie tego, co miał na myśli. W czasie trwania filmu promocyjnego czekałem tylko, kiedy ekran odłączy się od klawiatury. Z ulgą przyjąłem, że to się nie stało. Autentycznie wierzę w brak przesady w słowach CEO. To jest przyszłość laptopa. Co więcej, przyszłość, której od dawna już pragnę.

MacBook

W mojej ocenie, nowy komputer z rodziny Mac, pokaże dwie rzeczy: świetne wyniki sprzedaży i naoczny dowód na to, że ludzie łykną wszystko, co posiada logo Apple na obudowie. Jest to produkt wysoce konfundujący, bo jest zaskakująco nienowoczesny w swojej nowoczesności.

Od 2010 roku cała linia laptopów od Apple zastygła, z punktu widzenia wzornictwa przemysłowego. Air wygląda wciąż niemal identycznie, Pro nie zmienił się w żaden znaczący sposób. MacBook mówi dokładnie tym samym językiem projektowym, co Air. Czyli zespół projektantów pozostaje bezgranicznie zakochany w takiej właśnie formie. Mimo, że Air jest obiektywie pięknym laptopem, to wciąż mam z nim pewien problem.

Okazuje się, że nie specjalnie przepadam za obłym kształtem. Mój iPhone 5 podoba mi się dużo bardziej, niż Szóstka. MacBook Pro z wyświetlaczem Retina, przemawia do mnie znacznie silniej, niż Air, chociaż to ten drugi jest idealnie dopasowany do moich potrzeb obliczeniowych i faktycznie doskonale sprawdza się w moim konkretnym scenariuszu użytkowym. Z tego punktu widzenia MacBook jest dla mnie rozczarowaniem.

Idealnym kandydatem, byłaby dla mnie maszyna o profilu kanciastym i równomiernie rozłożonym, jak Pro. Podstawa cieniutka, jak iPhone 5. Koniecznie wyświetlacz Retina, najlepiej trzynastocalowy, bo bardzo polubiłem ten rozmiar. Kompletny brak portów i wiatraka wentylacyjnego. Nie musi być szczególnie mocny, byle był bardzo szybki i zapewniał płynne działanie z podstawowymi programami biurowymi. W całej historii z nowym MacBookiem najbardziej podoba mi się to, że powyższa wizja staje się realna na wyciągnięcie ręki.

Nową wersją gładzika, dozbrojonego w Force Touch, pobawiłem się w bieżącym Pro. Posiada on jeden fizyczny skok, chociaż jest bardzo płytki. Korzystanie z nowej funkcji jest naprawdę interesujące. Odnosiłem wrażenie, że płytka ma jeszcze drugi i trzeci fizyczny skok. Niebywałe osiągnięcie technologiczne! Umysł został skutecznie oszukany.

W praktyce jest po prostu wygodniej. Na przykład w trakcie czytania w Safari, wystarczy wskazać jakiś termin i docisnąć, by podejrzeć wynik z Wikipedii. Dodając do tego jeszcze, dotychczasowy gest stuknięcia trzech palców na gładziku dla definicji słowa, otrzymujemy całkiem bogatą funkcjonalność. Kontrola prędkości przewijania filmu to bajeczna sprawa dla wszelkiej maści edytorów tego typu materiałów, jak sądzę.

Mimo, że implementacja Force Touch, to jedynie ewolucja, a nie rewolucja, to uwierzyłem natychmiast w plotki o podobnym rozwiązaniu w nadchodzącej generacji iPhone’a. A to z kolei, może okazać się już rewolucyjne. W takim sterowaniu drzemie potężny potencjał. Zaraz po Apple Watch, iOS oraz OS X zyskałyby dodatkowy wymiar, co wywoła zupełnie nową falę możliwości w oprogramowaniu. Jest to typowy przykład, jak z jednego urządzenia, Apple momentalnie przenosi funkcjonalność na drugie i ma to przy tym całkowity sens.

Pomysłem na patent w stylu Force Touch, podzielił się wcześniej Microsoft. Klawiatura Touch Cover jest intrygująca, ale odkryłem, że wymagałaby ode mnie nieco zbyt wiele pracy nad przyzwyczajeniem się, zanim osiągnąłbym oczekiwaną prędkość. MacBook musiał wnieść nową mechanikę, ponieważ wymagał tego niezwykle cienki profil urządzenia, niemniej nadal jest fizyczny skok klawiszy, co nie będzie wymagało już takiego wkładu.

Nie odpowiada mi za to jej rozplanowanie, które „determinuje rozmiar samego urządzenia”, jak to Phil Schiller wyraził. Uważam to za rozwiązanie nieeleganckie i kojarzy mi się z paskudnymi, plastikowymi netbookami z nieodległej przeszłości. Fuj, Apple, fuj!

Wbudowana kamera, która jest policzkiem dla kupującego tak drogi sprzęt, jakoś mnie osobiście nie razi. Za to po jaką cholerę 8 GB pamięci RAM i aż 256 GB pamięci masowej, tego naprawdę nie wiem. Przecież będzie to maszyna do przeglądania poczty, internetu i pracy z pakietem biurowym. Połowa z tego w zupełności by wystarczyła, a cena byłaby przy okazji bardziej przystępna.

Słyszałem kiedyś historię, od kogoś, kto pracował dla Apple, że podczas wewnętrznego spotkania, jeden z pracowników miał drobny błąd na slajdzie, podczas prezentacji. Natychmiast mu przerwano i nakazano, by ten „zawracał innym głowę dopiero, gdy jest na to w pełni przygotowany”. W tym świetle Phil Schiller popełnił zaskakującą pomyłkę, gdy porównywał do siebie MacBooka Air i nowego MacBooka. Powiedział, że w stosunku do jedenastocalowego Air, MacBook jest o 24% cieńszy. Na slajdzie ewidentnie była przedstawiona trzynastocalowa wersja (wejście na karty SD).

Jego komentarz „We don’t want to ship air…”, również był niefortunny, ze względu na swoje podwójne znaczenie.

***

Na następny temat nie mógłbym położyć większego nacisku. Wszelkie funkcje związane z ochroną zdrowia i utrzymywaniem ciała w dobrej kondycji uważam bowiem za następny obszar intensywnych badań i wspaniałych innowacji. W przypadku Apple, HealthKit i ResearchKit stanowią ważny wkład w tym właśnie kierunku.

ResearchKit

Technicznie można powiedzieć, że to biblioteka (framework), która umożliwia łatwiejsze tworzenie aplikacji. Te, z kolei, budowane będą przez instytucje działające w branży ochrony zdrowia. W nietypowy dla siebie sposób, Apple postanowiło również powszechnie udostępnić kod źródłowy.

Intencje są szlachetne. Ryzyko jednak wiąże się z tym, iż tak wrażliwe dane, jak informacje o stanie zdrowia, potencjalnie mogą paść ofiarą złych zamiarów twórców poszczególnych programów. Potrzebna jest silna kontrola, aby nie dopuścić do nadużyć, o które nie będzie trudno, bo tego typu dane są niezwykle cenne dla pewnych ludzi i firm.

ResearchKit to odpowiedź na pytanie jak pozyskać dane do przeprowadzenia analiz naukowych, na niespotykaną dotychczas skalę. Możliwości są ogromne. Tym bardziej, że dzisiejsze na to metody są bardzo mało miarodajne. Wszystko opiera się na wolnej woli przystąpienia do danego programu, a skoro smartfony są już tak rozpowszechnione i najeżone sensorami, otwiera się nowy rozdział w diagnostyce. Może to być rewolucyjny sposób na kolektywne działanie lekarzy i pacjentów w imię skuteczniejszych metod leczenia.

Czy może istnieć bardziej istotne dla człowieka zastosowanie technologii, jak ochrona jego własnego zdrowia? Cały ten trend mnie zachwyca i napawa optymizmem. Nareszcie stoimy u progu wykorzystania możliwości technologii dla wyższych celów, które dosłownie i bezpośrednio przełożą się na poprawienie jakości życia jej użytkowników. Oczywiście jest to pieśń przyszłości. W Polsce, na implementację takich narzędzi w obszarze, początkowo, prywatnej ochrony zdrowia (jeżeli do tego czasu będzie w ogóle istniała jakaś inna), poczekamy zapewne nie mniej niż dekadę.

O ResearchKit mówi się stosunkowo niewiele, ale wynika to z faktu, że korzyści płynące z tego rozwiązania są tak oczywiste, iż nie ulega wątpliwości, że jest to coś, co musiało nastąpić. Dopiero później, gdy takie użycie technologii rozpowszechni się, pojawią się kontrowersje związane z ochroną wrażliwych danych. Spodziewam się paru paskudnych historii, niestety.

***

Internet of Things to termin wymyślony już dawno temu, a jego historia sięga jeszcze lat osiemdziesiątych. Opisuje on świat urządzeń elektronicznych połączonych ze sobą w jednej sieci komunikacyjnej. Całe otoczenie człowieka może pewnego dnia składać się z czujników, nadajników, komputerów, które wizje rodem z filmów fantastycznych, wprowadzą w realną codzienność.

IoT

Jestem wielkim entuzjastą tej wizji, chociaż taka przyszłość napawa lękiem. Jest bez wątpienia trochę przerażająca. Porzucając jednak w kąt przestrogi wszelkich fatalistów, to zupełnie nowy kurs rozwoju urządzeń elektronicznych. Czy Apple Watch może nam w przyszłości zastąpić komputer? Absolutnie tak! Wizja świata, zawarta w mądrym filmie „Her”, jest jak najbardziej możliwa właśnie dzięki mocy drzemiącej w IoT.

Rozmowa o tym jednakże, sprowadza się dzisiaj do wiary. Koncepcja bowiem istnieje tylko teoretycznie. Dotychczasowe próby wdrożenia są tak śladowe, że wręcz nieistotne.

Wierzę w świat połączony globalną siecią internetową, która jest dostępna dla wszystkich za darmo, w wyniku zapisów prawnych. Na pewnym etapie, swobodny dostęp do Sieci będzie wpisany w kodeks praw człowieka.

Wierzę w to, że w przyszłości będziemy zewsząd otoczeni informacją, tysiącem wyświetlaczy, a całe cyfrowe życie się zdecentralizuje. Elektronika wyjdzie z domów w sferę publiczną. Zmieni się pojęcie komputera osobistego, a z czasem zupełnie się zatrze.

Wierzę w to, że HoloLens może stać się narzędziem do eksploracji interfejsu użytkownika zastępującego GUI. Wierzę w NUI. Wierzę w łączność bezprzewodową.

Wierzę w to, że wiele osób zechce wbudować elektronikę w swoje własne ciała. W interakcję z otoczeniem, opierającą się na wysyłaniu impulsów fal mózgowych. W egzoszkielety i super moce wynikające ze sprzężenia zwrotnego człowieka z technologią.

Wierzę w to, że ludzkość stanie się zakładnikiem technologii, że będzie od niej w coraz większym stopniu zależna. Narodzi się nowy rodzaj patologii psychicznej. Pojawi się nowy rodzaj uzależnień. Nowy rodzaj stylu życia. Nowe profesje. Nowe szczęścia i nowe tragedie.

Jedyne, w co nie wierzę, to to, że stanie się to wkrótce.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s