2014

Koniec roku to naturalny okres podsumowań w życiu mężczyzny. Podobnie jak początek kolejnego będzie się wiązał z noworocznymi postanowieniami i oczekiwaniem na spełnienie się pokładanych w różnych wysiłkach nadziei. Założywszy uprzednio czysto technologiczne soczewki, skupiające światło na tym właśnie obszarze minionego roku, postanowiłem zapisać parę zdań o moich wrażeniach. Jeżeli miałbym go podsumować jednym zdaniem, to był to rok przygotowania do startu. W jego trakcie bowiem wydarzyło się kilka rzeczy, które swój impakt wywrą dopiero w najbliższej przyszłości.

Apple Watch

Osobiście traktuję ten gadżet priorytetowo. Po pierwsze jestem już zanurzony w ekosystemie od Apple. Po drugie będzie to pierwszy raz w życiu, gdy doświadczę rynkowej premiery nowej kategorii ze strony firmy, na którą wcześniej zdecydowałem się postawić. Po trzecie, jednocześnie najważniejsze, to urządzenie będzie stanowiło wgląd w aspekt technologii ubieralnej, który mnie niezwykle intryguje – monitorowanie zdrowia i kondycji. Jest to dla mnie szalenie ważny i ciekawy temat.

Koncepcyjnie, technologia ubieralna w swojej początkowej fazie spełniać zapewne będzie rolę gadżetu, jedynie dodatku. Nieuniknione, bo pomysły na zastosowanie oraz niezbędna moc technologiczna muszą się najpierw wykształcić i dotrzeć. Posiada jednakże ogromny potencjał aby w niedalekiej przyszłości całkowicie się usamodzielnić. Nie tylko będzie to technologia najbardziej personalna, ale też najbardziej utylitarna, z dostępnych człowiekowi, ponieważ jest naturalnie predysponowana do wypełniania zadań osobistego trenera, a nawet lekarza pierwszego kontaktu (oczywiście jeszcze nie teraz). Przynajmniej pod tym kątem dostrzegam dzisiaj największą jej wartość.

Jako entuzjasta i wyznawca Apple, „narzędzie”, jak zgrabnie określił kiedyś ten stan umysłu Paul Thurrott, mocno też wierzę, iż ich implementacja okaże się najlepszą na rynku.

Zagadnienie nie wolne od pytań. Cykl wydawniczy, ceny, dostępność, język interfejsu, życie baterii, wydajność pierwszej generacji, jakość aplikacji firm trzecich, to tylko niektóre z nich. Najistotniejsze dla mnie jednak, to pytanie o faktyczną przydatność narzędzia do monitorowania życia w codziennym użytkowaniu. Ludzie, którzy zawodowo zajmują się analizą rynku, mówią o dwudziestu czterech milionach sztuk sprzedanych do końca 2015 roku (zapewne nieprzypadkowo firma Quanta na taką skalę przewidziała też produkcję urządzeń). Słowem – przewidują spektakularny sukces, gdyż umieszczając tę liczbę w kontekście, byłaby ona równa wszystkim sprzedanym smart-zegarkom oraz smart-opaskom w latach 2013 – 2014, razem wziętych. Jeżeli tak się stanie, będzie to wystarczająca próba aby powiedzieć o tej funkcjonalności coś więcej już niebawem.

Nie bez znaczenia może się również okazać wpływ, jaki produkt w postaci Apple Watch zdaje się mieć, między innymi, na celu – skojarzenie technologii z modą. To trend zupełnie nowy i myślę, że zdradza duży potencjał przyszłej, bardziej zaawansowanej, personalizacji urządzeń elektronicznych w ogóle.

Poza tym tylko patrzeć, jak duże firmy z branży zainteresują się elektroniką w ich mechanicznych zegarkach. Zobaczymy hybrydy, zobaczymy ożywiony ruch wokół tego tematu. Być może kolejny raz okaże się, że początki były skromne, dopóki nie weszło w to Apple.

Windows 10

Mój stosunek do systemu jest dwuznaczny. Z jednej strony cieszy mnie kierunek, w którym zmierza Microsoft, ale równocześnie jestem zawiedziony, ponieważ gigant zdaje się oddawać za wygraną i wycofuje się stopniowo z czegoś zupełnie nowego, a co przedstawił w 2012 roku. Cały ten Windows (h)ejt, który wylał się z internetów, nie był reakcją zupełnie pozbawioną sensu, przyznaję. Tym bardziej, że odkąd pojawiła się możliwość ustawienia startu sesji z poziomu klasycznego pulpitu w Windows 8.1, nie sięgam praktycznie wcale po środowisko WDL, lub sięgam, gdy muszę. Niemniej żałuję, iż mnóstwo ludzi nie otworzyło się bardziej i nie przyjęło do wiadomości, że mamy do czynienia z produktem bardzo niedopracowanym z racji jego świeżości.

Ale o historii Windows 8 rozpisywałem się już na tym blogu dużo…

Dobrze się dzieje, że Microsoft poszukuje własnej definicji na nowo. Model licencji dla każdego sprawdził się w przeszłości znakomicie. Lecz po tłustych latach dominacji znajdujemy dzisiaj korporację przerośniętą, która odrobinę za długo nie myślała o zmianach na rynku technologicznym. Teraz musi redukować personel i struktury, próbuje swoich sił w produkcji sprzętu z bardzo marnym skutkiem, chciałaby zaistnieć w życiu konsumentów w większym stopniu, ale wygląda na to, że przyszłość sprowadzi się raczej do rynku biznesowego.

Esencjonalnie Microsoft jest producentem oprogramowania, do którego przywykliśmy w pracy i czasami przenosimy do życia prywatnego, jako platforma z wyboru, lecz najczęściej jest to decyzja podyktowana względami ekonomicznymi. Model biznesowy obrany przez firmę z Redmond, wydał do rąk konsumentów technologiczne dziwki. Maszyny, na których chętnie instaluje się Linuxa, albo myśli się o nich: „ot, komputerek”. Słowo Windows nie łączy się z niczym prestiżowym. Słyszeliście kiedyś o kimś, kto kupuje MacBooka tylko po to, aby zainstalować na nim inny system, niż OS X?

W sytuacji, gdzie Windows 7 ma wielkie szanse stać się dla firmy kolejnym koszmarem typu Windows XP, nowy system miałby twardy orzech do zgryzienia. Nie unikanie powtórek z przeszłości jest tutaj jednak najważniejszym celem, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ujednolicenie platformy na całej rozciągłości jest niezbędnym elementem tworzenia ekosystemu, a ekosystem jest dzisiaj kluczem do zdobycia klienta na dłużej niż jedną generację produktu, lecz to serwisy udostępniane przez Microsoft stanowią najbardziej interesującą strategię rozwoju.

Nie zdziwię się, jeżeli Windows 10 będzie aktualizacją darmową. Ma to zresztą duży sens, przy założeniu, że firma zarabiać będzie na modelu subskrypcji jego części składowych. Mam z tym tylko jeden problem: obserwując żenujący poziom, na którym firma operuje na rynku lokalnym, serwisy Microsoftu w Polsce będą jakimś zwykłym gównem.

Ogólnie rzecz biorąc, rok 2015 powinien być bardzo interesujący w historii Microsoftu. Nowa fala produktów może okazać się sukcesem, ale najważniejsze sprawy odbywać się będą w gabinetach Redmond. Gigant wchodzi w zakręt. Pod koniec przyszłego roku będziemy wiedzieli więcej o ich pomysłach na siebie samego.

Linux

Wciąż popularny wśród użytkowników. W przyszłym roku zapewne nadal pozostanie liderem.

Android 5

Chciałbym, aby oficjalną nazwą pozostał Android L. System dojrzewa, a ten fakt znalazłby w ten sposób odzwierciedlenie w nazwie. Najbardziej pozytywny rezultat ewolucji systemu, to coraz silniej zaakcentowany charakter wizualny oraz większe parcie na unifikację doświadczenia użytkownika na przestrzeni całego dostępnego oprogramowania.

Czym się projektanci inspirowali nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Ważna jest ich rola, która jest coraz wyraźniej dostrzegalna i przebija się na powierzchnię, jak przebiśnieg na wiosnę.

Android pozostaje dla mnie jednak systemem, którego nie chcę używać. W przeciwieństwie do Windows Phone i iOS, produkt ten wciąż jest poligonem doświadczalnym, a operatorzy lub producenci mogą dorzucać od siebie, co im się podoba. W konsekwencji jest niejednolity, co może stanowić dla wielu ogromny atut, mnie jednakże całkowicie odrzuca.

Przejęcie Nokii

Każde z urządzeń z rodziny Surface chciałem posiadać na własność, ale to dopiero trzecia generacja z linii Pro jest maszyną pożądaną przez resztę świata. Microsoft wypuścił dotąd tylko jedną Lumię (Lumia 535), która jest zwykłym smartfonem z niższej pułki. Ciekawe, czy i w tym przypadku potrzeba będzie kilku generacji, aby wypuścić na rynek coś naprawdę wyjątkowego?

Dobrze wiedząc o tym, jak nieporadny okazuje się czasem gigant z Redmond w kwestii sprzętu, pojawia się miejsce na pewną uzasadnioną nerwowość. Dodatkowo sama Nokia pod koniec kariery, zaczęła zbyt mocno zaciemniać obraz, wrzucając na rynek co rusz to nowe modele. Z początku prosta i przejrzysta linia Lumia nazbyt się skomplikowała, wraz z upływem czasu.

Pozostaję nieprzekonany co do tego czy zakup Nokii był do czegokolwiek potrzebny. Póki co, nic dobrego z tego jeszcze nie wyszło, a udało się już wyrządzić kilka tysięcy krzywd. Przyszły rok prawdopodobnie będzie jeszcze zbyt krótkim okresem czasu, by ocenić realną korzyść z przejęcia Nokii przez Microsoft.

Wątków oczywiście pojawiło się podczas roku znacznie, znacznie więcej. Powyższe przedstawiają sobą jedynie najważniejsze dla mnie. Tim Cook przyznał publicznie, że jest gejem, co w połączeniu z dość dużą zmianą kulturową, która ma miejsce obecnie na kampusie w Cupertino, robi dobre wrażenie. Uber uwikłany jest w skandal prasowy, który rzucił światło dzienne na inne problemy, takie jak prywatność, co zasługuje nie tylko na cały oddzielny wpis, ale oddzielnego bloga, który zająłby się tym zagadnieniem we współczesnej technologii. Sony padło ofiarą najbardziej bezczelnego ataku od czasów rewelacji WikiLeaks, itd…

Generalnie był to ciekawy rok, chociaż nie było spektakularnych porażek (może za wyjątkiem wspomnianego włamania do komputerów Sony) i takichże zwycięstw. Miały miejsce jednak wystarczająco ważne sprawy, aby nadać ton rozwojowi wydarzeń w przyszłym roku. Miejmy nadzieję, iż okaże się on jeszcze ciekawszy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s