Generacje

W przeddzień wrześniowych premier sprzętu zaprojektowanego w Kalifornii, kilka refleksji o tym jak to jest starzeć się z produktami Apple. W 2012 roku wkroczyłem w pełny ekosystem, co stanowi ramę czasową obiektywnie niedługą, lecz mimo to zdołała już dostarczyć mi przykrych doświadczeń. Z punku widzenia generacji wszystko jest „po bożemu” – trzy kategorie urządzeń, wypuszczone na rynek w równych interwałach: marzec, czerwiec, wrzesień, co czyni moją selekcję jeszcze bardziej ciekawym obiektem obserwacji. Przy tym zaznaczę, iż nie jest to dziełem przypadku.

Jako firma, Apple od dziecka imponowała mi w całości. W szkole podstawowej słyszałem od nauczyciela informatyki o mitycznych Macintoshach, których w pracowni nie było, a opowiadał o nich z taką estymą, iż wsiąkły w moją podświadomość jako „to coś fantastycznego z Ameryki”, przebijając zaporę poczucia zupełnej ignorancji względem samego tematu w tamtym czasie. Żyło w niej w kolejnych latach, służąc za wzór perfekcji. Przynajmniej tak to sobie lubię wyobrażać dzisiaj. Zapora ignorancji natomiast puściła dopiero w 2010 roku, kiedy to ze zbiornika pasji tworzenia muzyki, strumień energii przekierowany został z nową siłą w stronę formującego się jeziora wiedzy o współczesnej technologii użytkowej.

Bardzo intrygowała mnie kwestia utworzenia ekosystemu urządzeń. Uwielbiam bowiem monolityczne konstrukcje, gdzie każdy element pasuje do siebie idealnie. W działaniach ludzkich, niezależnie od ich skali, od zawsze ceniłem myśl przewodnią, koncepcję, ponieważ to brak przypadkowości w działaniach wyróżnia nas najbardziej na tle innych zwierząt. Kierując się tego typu kryterium wybór staje się banalnie prosty. W XXI wieku istnieją tylko dwa koncerny, które zdołały wytworzyć pełny ekosystem. To Apple i Microsoft. Google do tej grupy nie zaliczę dopóki nie pojawią się na rynku z laptopem, tabletem oraz smartfonem swojej własnej produkcji. Z czymś więcej niż zaledwie urządzeniami innych producentów z logo i wytycznymi firmy z Mountain View.

Obraża mnie dezynwoltura z jaką gigant ze stanu Waszyngton podchodzi do tematu serwisów i urządzeń w Polsce. Obraża mnie brak nawet jednego sklepu w naszym kraju. Dlatego Microsoft u mnie nie ma żadnych szans. Jako wymagający konsument chcę mieć wszystko natychmiast i bez wysiłku. Zapewnia mi to obecnie tylko Apple. To wielka szkoda, bo są rzeczy, które podobają mi się bardziej w wykonaniu ekipy z Redmond. Nie jestem pewien czy byłbym takim fanem Apple, gdybym miał możliwość prawdziwego wyboru. Jednocześnie jest bardzo daleko od ubolewania nad tym. Ich urządzenia bowiem są według mnie najlepsze na świecie. Kropka. Nie jestem tylko szczególnie wielkim entuzjastą wyglądu ich oprogramowania. Mam nadzieję jednak, że Jony Ive to wkrótce zmieni. Ten człowiek to geniusz.

Z iPadem trzeciej generacji, który posiadam, związana jest historia najbardziej gorzka. Zupełnie niespodziewanie, poza logicznym ciągiem, pojawił się w październiku 2012 jego następca. Aktualizacja krytyczna, bo z nowym procesorem na pokładzie. CPU dwa razy szybsze, podobnie jak GPU. Pchając tak pokaźną ilość pikseli A5X ledwo daje radę. Pierwszy iPad z wyświetlaczem Retina (co dla mnie stanowiło wtedy cechę najważniejszą), jest zarazem najgorszym iPadem na rynku. Nie licząc pierwszego, który cierpiał na wszystkie choroby wieku dziecięcego. Był to również pierwszy raz, kiedy na twarzy poczułem twardą pięść brutalnego galopu nowinek technologicznych, który spowodować może, że w zaledwie kilka miesięcy sprzęt staje się gwałtownie przestarzały. Połamało mi szczękę.

Mój MacBook Air piątej generacji to sprzęt, który absolutnie kocham. Wprawdzie wolę formę MacBooka Pro z wyświetlaczem Retina, ale ten sprzęt ma zbyt dużą ilość portów, jak na mój gust, więc klin zdaje się łatwiejszy do przełknięcia. Dodatkowo dzięki takiej właśnie konstrukcji pisze się na nim znacznie wygodniej, co dla mnie jest ważniejsze niż wyświetlacz wyższej rozdzielczości. Zresztą 1440×900 to nie tragedia. Tekst nadal wygląda bardzo klarownie. Zbudowany wokół pamięci masowej flash, z płytą główną prezentującą się jak dzieło sztuki nowoczesnej, USB 3.0, Thunderbolt… Po prostu mistrzostwo świata! Ale nawet w tym przypadku zza rogu pojawiła się pięść, łamiąc mi tym razem nos. Szósta generacja dozbrojona została w interfejs PCIe, co mnie totalnie wkurzyło. MacBook Air żadną miarą nie jest maszyną powolną. Ale w podświadomości pozostał ból egzystencjalny, wynikający z nieuchronności przemijania. Wiele przyszłych generacji będzie korzystało z PCIe. Interfejs eSATA to przeżytek.

iPhone piątej generacji wiąże się już tylko z wsadzeniem palca w oko. Nie do końca miły gest, ale można z tym żyć. Z tej prostej przyczyny, że 5s nie posiada ani jednej funkcji, którą bardzo chciałbym mieć. Czuję jednak ciepły, rzadki kał spływający po wewnętrznych częściach nogawek i widoczny już w postaci brązowych plamek na butach wobec nadchodzącej wrześniowej premiery. Najbardziej obawiam się sporych zmian funkcjonalnych (Być może NFC?). Jeżeli dotychczasowe przecieki się potwierdzą, a historycznie zawsze się potwierdzały, z nowym wzornictwem jakoś nauczę się żyć. Biorąc pod uwagę jednak dwa poprzednie doświadczenia boję się pięści, bo przecież dopiero co się zrosło.

Oto moja strategia: będę korzystał z każdego z wymienionych urządzeń do momentu zaprzestania wsparcia systemowego. W tym czasie każde z nich będzie już prawdziwym trupem. To jedyne logiczne wyjście, bo przy obecnym tempie można oszaleć. Jeżeli polegać by się chciało zawsze na najnowszym i najlepszym, należałoby wymieniać sprzęt każdego roku! Zawrotne tempo. W tym miejscu dochodzę do zasadniczej konkluzji tego wpisu: musimy zwolnić. Co nas czeka dalej? Nowa generacja co pół roku? Co kwartał? To szaleństwo trzeba jakoś powstrzymać!

Spójrzmy prawdzie w oczy. Wasz sprzęt za rok czy dwa będzie tak samo dobry. Nie czeka nas w tym czasie żadna diametralna rewolucja technologiczna. Pogoń za wzrostem wydajności w granicach czterdziestu procent to szaleństwo! Tymczasem masa konsumentów kupuje to jak świeże bułeczki. Fakt, że urządzenia od Apple cechuje najwyższy stopień obrotu materiałami, bo starego MacBooka czy iPada zawsze ktoś będzie chciał kupić. Niemniej tutaj też jest granica. Nie zaśmiecajmy Matki Ziemi w imię nieco poprawionej wygody osobistej. Myślmy globalnie. Rozsądnie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s