Trzy

Pamiętacie te dziewiętnaście osób w filmiku promocyjnym, które zachwycały się czymś, co okazało się być później smartfonem od Amazona? Jeżeli tak, to zapamiętajcie te twarze dobrze, bo to wszyscy, którzy pospieszyli do kasy by zakupić Fire Phone po premierze rynkowej. Zapewne na nich też się skończy. Szkoda. Nie będzie to jednakże tekst mający na celu krytykę kogokolwiek za cokolwiek. Ocenię w nim jedynie nasze tu i teraz.

Pomyślałem właśnie, że skutecznym podejściem do próby odpowiedzi na pytanie dlaczego mamy tylko trzy liczące się platformy w systemach operacyjnych, może okazać się zadanie pytania pomocniczego: co jest dzisiaj potrzebne, by ustanowić system operacyjny? Dana platforma musi oferować swojemu użytkownikowi swobodne operowanie aplikacjami, które są niezbędne do wykonania konkretnego zadania. Ponieważ żyjemy w świecie, w którym każdy producent chciałby zagarnąć całą pulę do siebie (pod warunkiem, że jest to sposób na biznes, a nie altruistyczne hobby), nie możemy liczyć na uniwersalne repozytorium, które zaspokoi wszystkich zainteresowanych. Naturalnie dochodzi więc do pierwszego stopnia fragmentacji. Najszczęśliwsi pozostaną ci, którzy potrzebują niewiele. Tacy bowiem mogą swobodniej wybierać system operacyjny, kierując się mniej krytycznymi kryteriami.

Dla bardziej wymagającej grupy użytkowników producent systemu musi przygotować mocne portfolio dodatkowych programów. Zatem należy przekonać do siebie deweloperów oprogramowania. To, że ta grupa występuje na horyzoncie popularności zbliżonej do gwiazd rocka jest fenomenem wartym zupełnie oddzielnego wpisu. Mam tylko nadzieję, iż ta tendencja będzie nabierać na znaczeniu. Deweloperów najlepiej przyciągnąć na kasę. Kasa jest tam, gdzie są potencjalni klienci. Ten prosty mechanizm zależności determinuje dynamikę rynkową samego systemu operacyjnego.

Fiksacja na ilość programów, dostępnych poprzez dedykowany danej platformie sklep jej producentów, jest tyleż zrozumiała, co całkowicie błędna. W pułapkę tę wpadło Google, wpadło Apple, a najdotkliwiej przeżywa ostatnio Microsoft. Koncepcja sklepu z aplikacjami zaszytego w systemie operacyjnym jest relatywnie nowa i wciąż niedojrzała. Najlepszym tego przykładem jest fakt, że medialnym kryterium podstawowym pozostaje nadal ilość, a nie jakość dostępnego oprogramowania.

Na tym blogu pisałem już wcześniej o swoich obawach względem Windows Store, we wpisie o troskliwym i jakże idealnie trafiającym w sedno sprawy tytule „Obawy o Windows Store”. Było to prawie dokładnie dwa lata temu i doprawdy nie mogę się nadziwić, iż nikt z zespołu Microsoft nie wziął się za porządki wcześniej. (Dopisałbym najchętniej, że do porządków nigdy nie powinno dojść w pierwszym rzędzie, ale zdaje się, że tym razem nie zamierzam krytykować.) Współczuję tym użytkownikom, którzy zdecydowali się na urządzenia z Windows RT na pokładzie, ponieważ nie mają oni alternatywy. Niemniej takie mamy właśnie tu i teraz.

Powróćmy jednak do tematu. Zarówno w systemach mobilnych, jak i tych dedykowanych większym maszynom, rozmowa toczy się wokół podwójnej (ich cel i przeznaczenie) Świętej Trójcy w świecie IT. Odpowiednio są to: Android, iOS, Windows Phone oraz Windows, OS X i Linux. Z góry przepraszam fanów otwartego oprogramowania, że wrzucam wszystko do jednego wora, ale nie piszę książki, więc celowo stosuję wielkie uproszczenie i zdaję sobie sprawę z niewątpliwych wad tej metody (mam na myśli chociażby Chrome OS). Spójrzmy na to trzeźwo: dlaczego nie ma czegoś wielkiego czwartego czy piątego na liście? Bo nie zostało stworzone. Dlaczego nie zostało stworzone? Bo nie jest nikomu potrzebne.

Człowiek jest twórcą narzędzi, to prawda, ale używa tylko tych, które czemuś służą. Dlatego trzy to liczba wystarczająca, a znając moje poprzednie wpisy, już za duża. (Tym, którzy nie mają ochoty brnąć w archiwum tego bloga przedstawiam syntezę: przyszłość komputerów upatruję w totalnej unifikacji, która będzie możliwa tylko wtedy, jeżeli powstanie jeden, globalny system operacyjny.) Chciałbym przy tym mocno zaakcentować, iż bardzo się cieszę ze wszelkich nowych inicjatyw, bo uprawiamy obecnie pole, na którym nie wiemy jeszcze, co wyrośnie. Eksperymenty są kluczowe i konieczne. To wciąż bardzo krótka historia. Ale naiwnością wpadającą w głupotę jest marzenie Amazona, Samsunga czy BlackBerry o stworzeniu czegoś nowego, co stanie się popularne i przerośnie obecnych gigantów. W to nie wierzę absolutnie. Jeżeli moje z kolei marzenie o jednym systemie operacyjnym kiedykolwiek się spełni, będzie to konglomerat wszystkich elementów, które sprawdziły się wcześniej. Być może wymienione przeze mnie firmy wcale nie mają tak przerośniętych ambicji. W takim razie przepraszam. Niech z godnością zadowolą się rzeczywistością, w której z ich rozwiązań będzie korzystało pięć osób.

Zatem trzech liderów. Tylko trzech i aż trzech. Biorąc pod uwagę z jaką ilością trudności boryka się każda współczesna platforma oraz fakt, że za wysiłkami stoją jedne z najlepszych umysłów tego świata, staje się jasne jak skomplikowane jest to zadanie. Rzeczą fascynującą okazać się może ambicjonalny zryw Chin, które zapowiadają pierwszą betę swojego własnego narodowego systemu operacyjnego na koniec tego roku. Ambicja potężna, na miarę tego kraju. Mini wgląd w wyobrażaną przeze mnie przyszłość.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Trzy

  1. Trzy, tylko trzy. Trzy – prawie jak święty granat ręczny. 😉

    A na poważnie, dyskutując z tym punktem widzenia. Tylko trzech graczy ma wg mnie aktualnie na tyle poważne środki aby utrzymać kompletną platformę mobilną. Także, jeżeli Samsung chce inwestować i próbuję, kto mu zabroni wydawać pieniądze:
    http://arstechnica.com/gadgets/2014/08/samsung-licenses-here-maps-still-trying-to-escape-the-google-ecosystem/ (link z dziś). Jeżeli wyda odpowiednio dużo to całość zakończy się sukcesem (marketingowym rzecz jasna). Nikt nie może tego przewidzieć bo ludzie i tak ostatecznie ulegną reklamie, a nie rzeczywistej wartości danego produktu (który będzie zapewne porównywalny względem pozostałych).

    Inna sprawa to czy to jest w interesie użytkownika. Oczywiście, że nie. A przyszłość to rzeczywiście unifikacja. Wtedy gdy komputer będzie narzędziem porównywalnym do młotka. Młotkiem wbijam każdy gwóźdź i nie muszę kupić go tylko w jednym ze sklepów aby pasował do młotka. Tylko ilu użytkowników jest tego świadomych, że nie może korzystać z narzędzia jakim jest komputer/telefon tak jakby chciała, bez ograniczeń wynikających z podziału rynku. Na razie zastanawiają się czy aparat ma dużo megapikseli. 😉

    • Dziękuję za komentarz. Fryderyk Nietzsche głosił niegdyś „filozofię młota”, także ten fragment o młotku i gwoździach bardzo przypadł mi do gustu 😉

      A tak na poważnie, dotknąłeś tutaj ważnego problemu. Tak zwani „normalni ludzie” patrzą na komputery zupełnie inaczej i coś co zaawansowanym użytkownikom może się podobać, stanowi barierę dla całej reszty (Windows 8). Ale czy powinniśmy ich za to oceniać? Czy jakakolwiek wiedza techniczna jest potrzebna by podgrzać obiad w mikrofalówce? Komputery powinny być proste w użyciu, a sprawami naprawdę skomplikowanymi powinni się zająć fachowcy.

      Wiele z tych elementów już istnieje. Mało kto musi dzisiaj wiedzieć co to jest msconfig i tego typu archaizmy. Ci, którzy wciąż to robią, robią to z przyzwyczajenia i dobrze o tym wiedzą. Tak, jak pisałem już wcześniej: wyrafinowanie kodu uzewnętrznia się w prostocie interfejsu użytkownika.

      Dzięki za link. Wiem już o tej sprawie. To bardzo dobrze. Chodzi oczywiście o to, by eksperymentów było jak najwięcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s