Obsesyjne mantry CEO

Satya Nadella to osobowość wyrazista. Mimo, iż zajmował wcześniej pozycję szefa mocno ezoterycznego działu, skupiającego swe wysiłki głównie na przygotowaniu platformy Azure, przebił się do świadomości jako naturalny lider, człowiek skoncentrowany i elokwentny. Ludzie, którzy utrzymują bliższe relacje z centralą w Redmond wskazywali go więc jako poważnego kandydata na stanowisko CEO firmy. Gdy taki właśnie wybór stał się faktem, recepcja nowego porządku była raczej pozytywna. Podczas gdy ocena pracy, którą Nadella wykona dzierżąc stołek pozostaje dla nas wszystkich kwestią otwartą, już dziś można ocenić start.

Aby skutecznie wskazywać innym co i jak mają robić, konieczna jest pewność siebie odnośnie podstawowych założeń, jasna i klarowna wizja, a także umiejętności interpersonalne. W postaci Nadelli podoba mi się jego dobrze nakreślony kurs. Do tej pory bowiem widziałem jego dwa wystąpienia, a w przypadku obu użył tych samych sformułowań i w skrócie mówił o tym samym. Były to zdania-mantry jako elementy stałe typowego CEO-bełkotu. Niemniej, jak to słusznie zauważył jakiś czas temu pewien minister propagandy, wystarczy powtórzyć coś tysiąc razy, aby stało się faktem. Dlatego każdy lider stosuje tę technikę. Liczy się jedynie to, czy robi to wystarczająco dobitnie.

Do ulubionych fraz nowego szefa Microsoftu zaliczyć z pewnością można następujące elementy:

  • mobile first, cloud first
  • ambient intelligence
  • ubiquitous computing
  • canvas for innovation

Celowo nie siliłem się na tłumaczenie, dla podkreślenia efektu. Język tego typu jest dość typowy w kręgach inżynierów branży IT, a z takiego środowiska wywodzi się właśnie Nadella. 

Odnośnie pierwszej mantry, nie da się nie pomyśleć o tym, iż takie sformułowanie skazuje komputery stacjonarne na obsadzenie, w najlepszym przypadku, drugiego miejsca. Trzeźwa postawa.

Dwie kolejne wpisują się w modny ostatnio kanon, który streścić można jednym terminem  – Internet of Things. Coś, o czym dobrze wszyscy wiemy, że na pewno nastąpi i tam właśnie zmierzamy. To równocześnie jednak klarowna deklaracja ze strony CEO. Nie może zresztą być inaczej, jeżeli Microsoft zamierza pozostać ważnym graczem na rynku. Podobnie jak inne firmy, chce zagarnąć jak największą połać… Obsługi Życia, tak to sobie pozwolę nazwać. To wizja świata wysoce skomputeryzowanego, naszpikowanego sensorami i narzędziami do analizowania nas, niczym wielkiego laboratorium, którego jesteśmy zarówno ofiarami, jak i beneficjentami.

Ostatni element to już typowy inżynierski żargon. Pojęcie, pod które można wygodnie podpiąć praktycznie wszystko, dlatego też mało zajmujące. To zaledwie bełkotliwy ogólnik.

Nadella wyłożył karty na stół. Określił priorytety, a co bardzo imponujące, dynamicznie przeszedł do działania. Tegoroczne prezentacje na BUILD są tego najlepszą ilustracją, gdzie, szczególnie pierwszego dnia, widzieliśmy te same twarze w nowych rolach. Równocześnie wszelkie decyzje były zapewne podjęte już wcześniej, przez Ballmera, a więc mamy przed sobą jeszcze parę ładnych miesięcy, zanim w życie będą wchodziły prawdziwie nowe zasady.

Najważniejszym jest, iż Satya Nadella ma swoje własne obsesje. Rzeczy, o których zdaje się chcieć mówić na okrągło. Ich sens ukazuje poważny wstrząs, jakiego Microsoft teraz doświadcza, zarówno strategicznie, jak i w wymiarze ustalenia personelu. A nic tej firmie nie jest tak potrzebne, jak poważny wstrząs.

Na fakt wzbicia się giganta oprogramowania na sam szczyt w przeszłości, złożyło się oczywiście wiele różnych okoliczności, ale jedna rzecz jest tutaj ciekawie korelująca z obecną sytuacją. W tamtych czasach ster twardo trzymał Gates, który jest postacią wybitną, to nie ulega wątpliwości, niemniej był przede wszystkich inżynierem. Ballmer jest do szpiku kości sprzedawcą, także powrót do umysłu ścisłego, bardzo trzeźwego i skoncentrowanego na czysto technicznych zagadnieniach, może przełożyć się na odniesienie kolejnego sukcesu. Firmę tę postrzegam w tej chwili bowiem jako pocisk wystrzelony z procy. Otrzymał już całą kinetyczną energię, na którą mógł tylko liczyć, zdołał nakreślić trajektorię lotu, a teraz rozstrzygnie się kwestia jak daleko i gdzie upadnie. Przy czym nie mam tutaj na myśli słowa „upadek” w jego dosłownym znaczeniu!

Uwielbiam ludzi, którzy mają swój świat, swoją bajkę i potrafią tego dzielnie bronić. Satya Nadella w nowej roli CEO firmy, to człowiek, do którego czuję obecnie wielki respekt i szacunek. Nie jest wykluczone, iż pod jego rządami Microsoft odnajdzie samego siebie na nowo, co ostatnio nie wychodziło mu chyba najlepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s