22 październik raz jeszcze

W ramach odświeżenia perspektywy pozwoliłem sobie dzisiaj na małą retrospekcję i obejrzałem ponownie ostatnią konferencję Apple. W tak zwanym między czasie przeczytałem też parę komentarzy na temat tego wydarzenia. Z zaskoczeniem przyjąłem pewną ogólną refleksję odnośnie tego, co widzieliśmy. Pomyślałem, że czas najwyższy zebrać parę myśli i zająć swoje w sprawie stanowisko.

Truizmem jest stwierdzenie, że nie ma takiej drugiej firmy w przemyśle IT, jak Apple. Żadna inna firma nie może pochwalić się taką bazą oddanych Użytkowników, których śmiało można by nazwać grupą Wyznawców. Z drugiej strony tylko najwięksi mogą mówić o takiej samej sile ataków nienawiści wobec ich produktów. Niemniej to miłość właśnie wyróżnia w najbardziej jaskrawy sposób owo specyficzne grono ludzi, o specyfice których nie raz można było już poczytać czy przeanalizować sytuację przy pomocy różnych, mniej lub bardziej udanych, infografik. Niewątpliwie można uznać to zjawisko za fascynujące.

W moim konkretnym przypadku, zawarcie niepisanego paktu za moją kasę z Cupertino na kolejne lata, było wynikiem zbiegu okoliczności. Produkty Apple są synonimem najwyższej jakości. Tym samym były dla mnie. Najwyższa półka, o której długo myślałem, że nigdy nie będzie mnie na nią stać. Ale zmiana sytuacji materialnej nie rzuciła mnie od razu i nieodwołalnie w ramiona pracowników działu marketingu z Kalifornii. Wręcz przeciwnie. Ich praca, chociaż obiektywnie znakomicie wykonana, trąciła mi zawsze myszką, a nierzadko wręcz drażniła niską metodą odwoływania się do podstawowych ludzkich uczuć, zbijając na tym kapitał doskonale przeprowadzonej kampanii. Jednakże taki był Steve Jobs. W ten sposób budował więź między swoim Klientem, a jego produktem. To jednak dygresja, wracam do toku rozumowania.

Pomimo faktu, że sprzętowo Apple udawało się i wciąż udaje, mnie oczarowywać, to biorąc pod uwagę złożoność odczuć względem firmy jako takiej, ich pojęcie estetyki w oprogramowaniu odpychało mnie i wciąż odpycha. Moje osobiste podejście do zagadnienia estetyki w oprogramowaniu znalazło odzwierciedlenie w platformie Windows Phone, którą do dzisiaj szczerze podziwiam i uwielbiam. W idealnym świecie zespół od wzornictwa przemysłowego Apple, powinien współpracować z zespołem projektantów od Windows Phone. Nie żyjemy jednak w świecie idealnym.

Aby mnie do siebie przekonać, Microsoft ma znacznie więcej do zrobienia na dzień dzisiejszy, niż Apple. Taka była moja chłodna kalkulacja, ponieważ jestem komputerowym oportunistą i nie obchodzi mnie logo czy marka, za którą płacę. Produkt musi być dobry i dostosowany do mnie. Kropka. Wyobrażam sobie całkowicie bez wysiłku, wejście w ekosystem korporacji z Redmond. Dwa warunki: usługi typu Muzyka, Wideo itd. udostępnione w mojej strefie regionalnej, łatwy i szybki dostęp do urządzeń od Microsoftu, przede wszystkim Surface. Usługi i urządzenia. Mówi wam to coś?

Szkoda, bo zarówno Surface, jak linia smartfonów Lumia, to urządzenia, którymi mógłbym się zadowolić, nie tęskniąc do Apple, ani nie śliniąc się na ich nowości.

Z komentarzy do konferencji Apple z 22 października wyczytałem jeden wspólny sygnał: ludzie oczekują od firmy innowacyjnego urządzenia nowego typu. Nierzadko posuwają się do ekstremum twierdząc, że to już koniec Apple, że nie potrafi. Oczekiwania w każdym razie poszybowały wysoko. Bardzo wysoko. Tymczasem, jak się temu przyjrzeć z boku, najważniejsze osoby w Cupertino wydają się być bardzo zadowolone. Czy naprawdę można ich za to winić? Nie. Trzeba być człowiekiem o wyjątkowo złej woli, aby nie docenić tego, co Apple wprowadziło tego dnia. Nie chcę się posunąć ze swojej strony w kolejne ekstremum twierdząc, że było to wydarzenie historyczne, chociaż bardziej zagorzały fan coś takiego mógłby powiedzieć i znalazłby mocne argumenty na poparcie swej tezy. Moim zdaniem było to wydarzenie symptomatyczne. Tak lubię o nim myśleć.

Ci, którzy kochają technologię IT chcieliby przełomowych rozwiązań lejących się nieprzerwanym potokiem, w sposób ciągły jak orgazm wielokrotny. To zrozumiałe. Jednakże odkąd Tim Cook przejął stery, Apple taką firmą nie jest i nie będzie. Jest odmieniona. To wspaniałe, jeżeli uda się nam chociaż na chwilę wyrwać z kajdan sentymentalizmu. Pewien rozdział się skończył, a pewien zaczyna. W tej nowej erze liczą się inne cnoty. Do podstawowych zaliczam przewidywalność. Wszystkie wystąpienia nowego CEO, jakie widziałem, takie właśnie były. Jako drugą pozycję, na listę wpisałbym perfekcjonizm. Mam nieodparte wrażenie, że zarząd Apple, w obecnym składzie, rozpływa się wręcz w marzeniach o wypuszczaniu perfekcyjnych urządzeń na rynek. W tym dążeniu upatruję logiczną konsekwencję, która przełożyć się będzie musiała na znacznie mniejszą innowacyjność. Określiłbym to mianem postawy reakcyjnej, co stanowi w moich oczach jedyny bieżący problem Apple. To tak, jakby chłopaki z Cupertino wyjrzeli właśnie przez okna kampusu, sprawdzili co ciekawego dzieje się w świecie zewnętrznym i zamknęli się ponownie w pracowni z pomysłami kogoś innego. Stąd iPad mini, stąd iPhone 5c.

Najlepszą wizytówką tego Apple, o którym piszę, jest Mac Pro. Maszyna sama w sobie po prostu miażdży. Pod każdym względem. W marketingowym bełkocie, jaki uprawia Cook, to ten komputer najpewniej prezentowałby się jako potwierdzenie, że żadna inna firma nie mogłaby tego zrobić. Nie mogłaby. Czymś takim powinni zadziwić świat. Świat szuka jednak innej kategorii, a najlepiej zupełnie nowej. Dała się wyczuć nuta tęsknoty za wskazaniem zwykłym konsumentom czego chcą. Do tego jednak potrzeba nie tylko geniusza, ale i wizjonera. Tim Cook to nie ten adres.

Czego ta sytuacja jednak dowodzi? W zbiorowej świadomości jedyną firmą zdolną stworzyć i wprowadzić na rynek nową kategorię urządzeń elektroniki użytkowej jest Apple. To wielkie zwycięstwo, ale też wielka odpowiedzialność. Dlatego mam nadzieję, że dobrze odczytuję znaki i perfekcja jest priorytetem. Nie spieszcie się z niczym!

Nie spodziewam się fajerwerków w najbliższym czasie. Nie wynika to z faktu, że mam to gdzieś. Tak po prostu rozumiem obecną sytuację. Ważniejsze zdaje się teraz bowiem utrzymanie świadomości, że Apple to jakość. Niezrównana jakość. Firma posiada nadal logiczne portfolio produktowe, które najprawdopodobniej będzie kontynuowane w ten sam sposób, w corocznych wydaniach. Możliwe, że dojdzie do pewnych większych zmian projektowych w sprzęcie, a już prawie na pewno w oprogramowaniu (OS X), ale sama filozofia nie ulegnie zmianie. Z jednym zastrzeżeniem. Nadchodzi sprzęt przepiękny, co staje się jasne, gdy uwzględnimy samo-świadomość Apple względem własnego ekosystemu programowego, a przede wszystkim usług. To pozorne rozdawnictwo obliczone jest na wysłanie klarownego sygnału do mas: „nigdzie nie będzie wam tak dobrze, jak u Apple”. Zdecydowanie fantastyczny ruch strategiczny.

Na początku roku stwierdziłem, że jeżeli do jego końca nie pokarze czegoś zupełnie nowego, będzie to początek końca Apple, jakie znaliśmy. Nie czuję, że się w czymś pomyliłem. Zupełnej nowości nie było. Koniec nastąpił i dzisiaj jest dla mnie jasnym, iż era Cooka będzie czymś zupełnie odmiennym od ery Jobsa. Symbolem tego pozostaje dla mnie Mac Pro, ale również iPad mini oraz iPhone 5c. Zatem wcale niekoniecznie gorsza. Inna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s