Mavericks: Meta

Mavericks nie jest oszałamiającą aktualizacją. Tym bardziej cieszę się, że nie musiałem za nią płacić. Nie jest również aktualizacją złą, ani żadną „zapchaj dziurą” w ustalonym, corocznym kursie kolejnych wersji rozwojowych. OS X Mavericks w ten właśnie sposób powinien być określany, jako wersja rozwojowa. W przeciwieństwie bowiem do iOS, Apple nie ma tutaj takiego parcia na rewolucyjne zmiany. Mam jednak teorię, że Sir Jony Ive już opracowuje, wraz z zespołem, coś nowego. Zupełnie nowego. Spodziewam się rewolucji w wyglądzie, bo tak samo, jak w przypadku platformy mobilnej, nie sądzę, aby Cupertino czuło, iż nadszedł czas na poważniejsze zmiany w warstwie filozofii działania, czy pewnych podstawowych założeń funkcjonalnych. Myślę jednak, że zmiana będzie wystarczająco radykalna, by zrezygnować z „X” w nazwie systemu, odcinając się tym samym od ciężaru dziedzictwa.

Z Mountain Lion korzystałem na tyle długo i intensywnie, aby zdążyć go „poczuć”. Z Mavericks czuję się świetnie i komfortowo. Nic się właściwie nie zmieniło. Nie o to, by się zmieniło zresztą, chodziło jego twórcom. Dla przeciętnego użytkownika OS X, przesiadka jest bezbolesna. Całkowicie. Dla bardziej zaawansowanego stanowi wersję ciekawszą i bardziej dopracowaną. Jeżeli moja teoria okaże się faktem, będzie to piękne zwieńczenie kawałka historii technologii IT. Nie będzie wstydu.

Osobiście najbardziej zachwyca mnie kontrola nad zarządzaniem energią i zasobami systemowymi, a także większa świadomość czym system się zajmuje w danej chwili, dzięki wbudowanym narzędziom. Dlatego przypisałem już wcześniej tej wersji miano „inżynierskiej”.

Test czasu pracy na baterii dał wspaniały rezultat. W poprzednim wpisie wspomniałem o przyjętej strategii – obciążenie systemu w sposób jak najbardziej zbliżony do moich typowych scenariuszy użytkowych, aby uzyskać precyzyjną informację zwrotną, na co będę mógł liczyć, jeżeli chodzi o ten parametr. Efekt przerósł moje oczekiwania:

Obrazek

Oczywiście robiłem przerwy, zostawiłem laptopa w uśpieniu na noc itd. Najdłuższa ciągła sesja, w trakcie testu, trwała sześć godzin. Przyznać jednakże muszę, że z Mountain Lion na pokładzie, nigdy nie udało mi się „zabić” baterii w jeden dzień. Nie licząc może jednej sesji, która polegała na oglądaniu filmów na YouTube, wiadomo z jaką wtyczką w tle. Tamten test zakończył się po sześciu czy siedmiu godzinach. W każdym razie teraz jest pod tym względem lepiej. Znacznie lepiej.

Po niecałym tygodniu z OS X Mavericks niewiele więcej mogę dodać. Czy warto przeprowadzić aktualizację? Zdecydowanie tak! Przemawia za tym kilka argumentów, gdzie fakt, że jest bezpłatna, to najsłabszy z nich. Wystarczy przeanalizować podane przez Apple oficjalne informacje o tym, co ta aktualizacja ze sobą niesie oraz zapamiętać, iż to i tak jest jedynie wierzchołek góry lodowej nowości czysto technologicznych. Apple nie ma bowiem w zwyczaju zarzucać w swoich materiałach tego rodzaju mięsem. Woli mówić o tym bardziej od strony praktycznej, niż technicznej. Nie ma się nad czym zastanawiać, aktualizować!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s