iOS 7: Werdykt

Przeróżne istnieją metody na opisywanie świata technologii. Podobnie, jak ze wszystkim innym w życiu, najwięcej zależy od tego, kto na daną rzecz patrzy, ponieważ subiektywny punk widzenia to całość, czym jako ludzie dysponujemy. Ten prosty fakt ma dwojaką naturę. Z jednej strony otwiera nieograniczone możliwości, z drugiej nie oferuje bezpiecznej przystani, jeżeli sprawy nadto się skomplikują. To piękne. Stale dokonujemy wyborów, a dotyczą one dosłownie wszystkiego – od spraw najbardziej błahych, po te najwyższej rangi. Wyrażając wolę opanowania podstaw technologicznego mikrokosmosu, który nas otacza, wielokrotnie już zmuszony byłem dokonywać owych wyborów. W sposób szczególny dotyczy to osób, którym postanowiłem zaufać, na opiniach których polegać i wedle nich budować własny punkt widzenia, wreszcie wyselekcjonować takie jednostki, w których mógłbym ulokować całą swoją wiarę.

Do takich od zawsze należał Jony Ive. Moje z nim zetknięcie było elektryzujące, jak zawsze wtedy, gdy wiesz, że intuicja cię nie zawodzi. Pamiętam pierwszy raz, gdy słuchałem jego opowieści o wrażeniach, jakie wywołały na nim produkty Apple. Jak poprzez kontakt z maszyną odczuwał natychmiastową i przejmującą więź z jej twórcami. Jak poprzez wykonanie urządzeń mógł stwierdzić intelektualny klimat, który musiał rządzić życiem tych ludzi, a także jak pozwalało to intuicyjnie domyślać się ich specyficznego gustu oraz poczucia smaku. „Czy komputer może być sexy?” – zapytał sam siebie – „Tak, zdecydowanie może!” Wkrótce udowodnił swą tezę pokazując światu komputer iMac, a potem całą rodzinę cudownie zaprojektowanych gadżetów, które do dzisiaj zachwycają każdą wrażliwą na piękno duszę.

Zainspirowany pracą takich gigantów jak Dieter Rams, Ive objął ostatecznie pozycję „projektanta totalnego” w Cupertino. Zawrotna kariera, w pełni zasłużona, nie podyktowana przy tym względami personalnymi (to szalenie skromny i nieśmiały człowiek, nie posiadający charyzmy naturalnego lidera), a wynikająca z czystego talentu. W moim odczuciu wręcz geniuszu, ale jestem człowiekiem skłonnym wypisywać mu laurki, czego dowodem jest chociażby ten tekst.

Pierwszym widocznym efektem wcielenia się w nową rolę od początku miała być najświeższa inkarnacja, nieczerstwego jeszcze, mobilnego systemu operacyjnego od Apple. Pisząc te słowa wciąż nie jestem jednak przekonany, iż ogólnie pozytywna opinia o iOS 7, którą wyrażę, popłynie ze źródełka uwielbienia względem ikony współczesnego wzornictwa przemysłowego, czy autentycznego zadowolenia z tego, co sobą ów system naprawdę reprezentuje. Ponieważ Jony Ive stanowi dla mnie ucieleśnienie kategorii „Jeżeli nie On, to kto?”, obawiam się jednak, że moje zdanie w temacie będzie reprezentowało nieistotną wartość, zdania zakochanego w bóstwie wyznawcy.

Jakiż on w końcu jest? Cóż, w przypadku systemów operacyjnych, podstawowymi kryteriami winny być szybkość działania i niezawodność. Niestety, ani pierwsze, ani drugie nie ciśnie mi się na usta, gdy podsumować mam swoje odczucia. To może całkowicie świeży w zastosowanych rozwiązaniach i innowacyjny? Przykro mi bardzo, ale tego też nie mogę uczciwie o iOS 7 powiedzieć. Zatem istnieje kilka cnót, o których wiem, że system ich nie posiada. No to jaki on jest? Ładny. Słodki. Przemyślany. Tak, tyle mogę powiedzieć z pewnością, a każda z tych rzeczy może kojarzyć się z czymś przyjemnym. Moja opinia nie jest więc ani jednoznacznie negatywna, ani pozytywna.

Ładny.

Nie oszukujmy samych siebie – to jak dany system operacyjny determinuje wygląd interfejsu nie jest rzeczą najistotniejszą. Co komu z pięknie prezentującego się wizualnie koszmaru użytkowego, w którym w obawie przed nieoczekiwanym zamknięciem boimy się kliknąć w opcje, albo „zbyt raptownie” przejść do innego zadania? Wprawdzie na przykładzie iOS pozostaje to pewnym ekstremum myślowym, a sam system jest zbyt dojrzałą platformą na odwalanie takich numerów, co nie znaczy jednak, iż podczas codziennej pracy z systemem nie napotkają nas niespodzianki. Nudno nie jest. Przyjemne są dla oka „tapety dynamiczne”, które wykorzystują wbudowane w i-urządzenia czujniki i generują zupełnie nienachalne efekty. Spłaszczony i bardziej przejrzysty interfejs również należy do posiadających urok osobisty cech charakterystycznych, chociaż przejrzystość została miejscami potraktowana dosłownie, co mnie osobiście mniej już rajcuje, a zamiast przerażających widoków sztucznych skór i wijących się przez nie przeszyć grubą nicią tapicerską, atakowani jesteśmy dla odmiany równie skeumorfizującym widokiem papieru pergaminowego. Jak dla mnie – z deszczu pod rynnę. Ale właśnie w takich ciężkich chwilach zwątpienia, oko doznaje orgazmu, masturbując się przepiękną typografią i fantastyczną ikonografią.

Słodki.

Efektem ubocznym takiej zabawy jest na koniec przypadłość wszystkich zapalczywych, nieokiełznanych onanistów, którzy wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, by oddać się swojemu ulubionemu hobby – ból. Oko nierzadko cierpi, a żołądek ściska torsja wymiotna, wywołana zestawem kolorystycznym, który można sobie nieopatrznie samemu zapodać, ot tak, by design. Owszem, iOS 7, w pewnych specyficznych, udostępnionych kombinacjach kolorystycznych, potrafi przyprawić o chęć obrzygania i-urządzenia, biurka, a nawet samego siebie, wielkim potokiem rzygowin, niczym Pan Gruby z pewnego odcinka Monty Python Flying Circus. Przypomina to konsekwencję innej dziecinnej zabawy wszystkich normalnych chłopców – obżerania się landrynkami.

Przemyślany.

Z początku intrygował mnie niezmiernie pomysł na implementację dwóch nowych interfejsów, Centrum powiadomień oraz Centrum sterowania, w wersji na iPada. Okazało się, iż przeprowadzono zabieg w pełni prawidłowo. Oba panele wykorzystują całą powierzchnię roboczą ekranu, od brzegu, do brzegu i to niezależnie od orientacji, w której urządzenie się znajduje. Widok wielozadaniowości jest zrobiony tylko prawie dobrze. Teoretycznie ma być tak, że system z czasem „nauczy się” z których aplikacji korzystamy najczęściej i będzie aktualizował ich zawartość w tle. Nie wiem, ile mam jeszcze czekać, bo taki pierwszy z brzegu klient Twittera, z tak inteligentnym zarządzaniem nadal nie ma nic wspólnego. Gdy przechodzę więc do podglądu programów działających w tle, nie widzę zaktualizowanej miniatury mikro bloga, a stan zachowany z mojej poprzedniej w nim wizyty. Zupełnie tak, jak w Windows Phone… Czytelnik już się zapewne zorientował, iż w tym przypadku nie obędzie się bez gorzkiej ironii. Jakżeby inaczej? W kwestii filozofii działania, nawigacji po systemie, iOS 7 jest, w gruncie rzeczy, niezmieniony. Do tego faktu można się ustosunkować na dwójnasób. Można stwierdzić, że to dobrze, bo nie trzeba uczyć się czegoś na nowo, a skoro jest już tak perfekcyjnie, to byłaby to sztuka dla sztuki. Można też stwierdzić, że kilka koncepcji obecnych nadal w systemie jest już przestarzałych i czas najwyższy pójść o krok dalej. Są jednakże pewne drobniutkie uprzejmości. Na przykład, podczas odtwarzania dowolnego materiału wideo, gdy wywołamy Centrum sterowania, film zatrzyma się automatycznie, pozwalając nam zrobić to, co chcemy, bez utraty z niego nawet sekundy.

Nie jest źle! Nie popadałbym, na tym etapie jeszcze, w bałwochwalczą egzaltację twierdząc, że jest bardzo dobrze. iOS 7 to nowe wzornictwo bardziej, niż cokolwiek innego. To płytka i niesprawiedliwa konkluzja, bo z papierów wynika, iż odświeżony wygląd to zaledwie wierzchołek góry lodowej zmian technologicznych, ale na co dzień tak właśnie to widzę. Dla konsumenta instalacja uaktualnienia nie jest tak doniosłym krokiem milowym, jakim, być może, jest dla dewelopera oprogramowania. Wiem jednocześnie, że rzeczy ukryte „pod maską” są w istocie bardzo ważne, więc pozostaję w przekonaniu, iż w niedalekiej przyszłości coś wspaniałego z tego łabędzia wyrośnie, również dla zwykłego użytkownika. Wyznaczono tym systemem pewien nowy kierunek. Czekam z zainteresowaniem na dalszy przebieg wydarzeń.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s