iOS 7: Safari

Pierwszoligową aplikacją na takim urządzeniu, jakim jest iPad, bez cienia wątpliwości jest przeglądarka internetowa. Nie wiem, czy podczas codziennego użytkowania najświeższej odsłony systemu mobilnego od Apple, komunikat “Hej, jestem nowy” będzie wyartykułowany silniej, niż podczas przeglądania zasobów Sieci za pomocą Safari. Jest to jeden z najbardziej zachwycających elementów systemu. Śmiało mogę stwierdzić, że jeżeli nie przekona do siebie i nie zauroczy swego użytkownika ta właśnie aplikacja, nic go już w systemie nie pociągnie. W moim najgłębszym przekonaniu bowiem, Safari jest funkcjonalną i estetyczną kwintesencją iOS 7.

Zacznijmy od samego początku. Ekran startowy programu oferuje teraz graficzne skróty do ulubionych pozycji z zakładek (ukaże się tam wszystko, co umieścimy w folderze Ulubione), przy otwieraniu nowej karty (symbol plusa na pasku narzędzi) domyślnym widokiem również będzie podgląd skrótów do ulubionych witryn:

2013-09-21T19-08-42_1                                   2013-09-21T19-02-09_9

Moje oko bardzo cieszy ten płaski, nowy wygląd. Nareszcie bez wypukłości, cieniowania, sztucznej przestrzeni. Zachwyca mnie również wysmakowana i delikatna ikonografia. Na przestrzeni systemu elementy powtarzają się, ale wykorzystują kolory, by zaakcentować, iż znajdujemy się w innym programie. To jednak nie wszystko. W dolnym lewym rogu ulokowany jest przycisk trybu prywatnego przeglądarki. Sam nie wiem, czy w tym trybie, pasek narzędziowy nie prezentuje się lepiej. Moje wątpliwości są tym większe, że nie jestem wyznawcą przeźroczystości, która jest kolejną cechą charakterystyczną paska narzędziowego. Bardzo brakuje mi również, chociażby opcjonalnej, możliwości automatycznego całkowitego ukrywania tego elementu interfejsu. Po wybraniu komendy, ów pasek prezentuje się następująco:

Safari

Nowością jest udogodnienie nawigacyjne, gdzie po historii przeglądania możemy poruszać się za pomocą gestu przesunięcia palcem od lewej krawędzi, co jest szczególnie miłym drobiazgiem dla zakochanych w gestach z OS X. Zajrzałem także z czystej ciekawości “pod skórę”. Moje poczucie smaku zostało ponownie miło połechtane, gdyż próżno było tam szukać imitacji płótna. W zamian wyświetla się zupełnie nieinspirujący, ale również do niczego nie aspirujący, pasek ordynarnej szarości:

2013-09-21T19-02-09_10                  2013-09-21T19-02-09_11

Fantastycznie prezentują się wszelkie menu narzędziowe. Do najważniejszych elementów zaliczyć można na pewno zaszycie nowej funkcjonalności, w postaci podglądu treści proponowanych przez obserwowanych na Twitterze, pod warunkiem, iż zintegrowało się system z kontem założonym na tym mikro blogu. Przy tym chciałbym jeszcze wspomnieć, że podczas wyświetlania menu zaobserwować można warstwową strukturę systemu, cecha, która wywołała głośny pomruk zachwytu wśród świadków pierwszej prezentacji systemu, w czerwcu tego roku. Efekt paralaksy powoduje, iż menu niejako “szybuje ponad” stroną internetową, a wszelkie ruchy samym urządzeniem wywołują określone reakcje z jego strony, co stanowi dopełnienie owej specyficznej strategii tworzenia interfejsu, którą nazwałem już wcześniej “gryfikacją UI”.

2013-09-21T19-02-09_6   menu 1   menu 3

Menu Wysłane łącza jest szczególnie urocze w swojej implementacji. Każda strona, wyświetlana z tego źródła, posiada nagłówek mówiący o tym, przez kogo treść została zaproponowana, można więc spędzić cały dzień przeglądając Sieć “oczami swoich ćwierkających ulubieńców”:

frag1

Na powyższym zrzucie ekranowym widoczna jest jeszcze jedna kontrolka, która pozostaje od zawsze moją ulubioną zaletą Safari – funkcja Reader. Ten czarny, niepozorny przycisk, usytuowany po lewej stronie paska adresu (który nota bene pełni teraz funkcję również wyszukiwarki, “Tylko Apple mogło to zrobić!”, tak, wiem, panie Cook), pozwala przynajmniej na chwilę odpocząć od okropieństw i bluźnierstw atakujących Internautę niezliczonych, nachalnych propozycji i reklam. Można z Safari zająć się najsłodszą z namiętności – czytaniem treści. Mówiąc o tego typu przyjemnościach, to nie mogę nie wspomnieć o funkcji słownika, która jest wbudowana w przeglądarkę. Trzeba tylko pobrać wybrany zestaw na dysk. Przytrzymaj dane słowo na stronie, a pojawi się menu, z którego wybierz Zdefiniuj. Strasznie przydatna rzecz. Ze względu na moje nawyki czytelnicze, związane z częstym wertowaniem tekstu po angielsku, nie do przecenienia jest natychmiastowy dostęp do definicji danego słowa, co bez wątpienia przekłada się na jeszcze większą dozę radości, płynącej z delektowania się treścią zapisaną w obcym języku. Prócz angielskiego do wyboru jest zestaw Włoski, Francuski, Hiszpański, Niderlandzki, Niemiecki oraz kilka egzotycznych azjatyckich.

Osobiście jestem tym programem oczarowany. Niemniej w działaniu nie jest jeszcze idealny. Zdarzają się zachowania nieoczekiwane, brak odpowiedzi na poczynania użytkownika, zawieszenia itd. Dlatego też jest tak esencjonalny! Ukazuje pięknie wszystkie za i przeciw systemu iOS 7. Jest wspaniale zaprojektowany, nadążający wreszcie za konkurencją, posiadający kilka charakterystycznych smaczków, za które można go pokochać, lecz równocześnie pełny jest niedoróbek i rozczarowuje brakiem polotu. Jeżeli ma się lepszy dzień i jest się w nastroju wiele wybaczyć, można spędzić z Safari kilka niezapomnianych chwil.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s