iOS 7: Wprowadzenie

Ze wrześniowej konferencji Apple przede wszystkim wyniosłem jedną informację i zapamiętałem ją jako najważniejszą. Już osiemnastego dnia tego miesiąca najnowsza inkarnacja mobilnego systemu operacyjnego miała zostać udostępniona wszystkim zainteresowanym. Było to bardzo miłe zaskoczenie, ponieważ spodziewałem się premiery w październiku. W końcu wypuszczenie przez firmę z Cupertino produktów, z jeszcze przez bardzo krótki okres czasu bieżącym systemem na pokładzie, nie byłoby ewenementem. Podniecenie było tym większe, że iOS 7 jest pierwszym zaprojektowanym pod czujnym okiem samego Ive’a, który starał się w całość wpuścić swoje wysublimowane poczucie gustu i dobrego smaku. Częściowo na pewno mu się udało. Cieszą mnie nowe projekty. Dają one nadzieję na przyszłość. Jednocześnie jednak mamy do czynienia z brzydkim i nieco rozczarowującym okresem przejściowym, gdyż wszystkie moje obawy o prawdziwie holistyczne podejście do tematu znalazły potwierdzenie.

Na chwilę cofnę się w czasie, aby lepiej ukazać o co mi chodzi. Kiedy Microsoft ogłaszał swój nowy pomysł na Windows, w czerwcu 2011 roku, zasilałem szeregi obozu, który opowiadał się za tym, iż im bardziej radykalnie, tym lepiej. Oczekiwałem śmielszych kroków w kierunku całkowitego porzucenia pulpitu, na rzecz nowego interfejsu. Dziś wiem, że było to zupełnie nierealne. Redmond jest zbyt wolną machiną, by mogło w jednym wydaniu zaproponować pełnoprawne nowe środowisko graficzne. Ba, kompilacja 8.1 jest jedynie małym kroczkiem do przodu w rzeczywistości, w której normalny użytkownik nie może poradzić sobie bez dziedzictwa starszych wersji systemu. Skończyło się na marzeniach. Inną sprawą jest to, że adaptacja całej rzeszy użytkowników względem nowych koncepcji była zaskakująco niska. Wydawało mi się, że świat czeka na nowe. Okazało się jednak, że jest spory opór materii. Wracając do samego wyglądu, podobnie jest z iOS. Niby jest pięknie, słodko, cukierkowo. Taka oto landryna:

2013-09-19T23-30-01_27

Lecz wciąż można natrafić na przerażające obrazy z przeszłości i to w tym najgorszym z najgorszych wydaniu. Rzecz, która dziwi tym bardziej, iż dotyczy programów i interfejsów wyprodukowanych w Cupertino. Jako idealną ilustrację przedstawię zrzut ekranowy z iBooks, którym to programem zawsze gardziłem, a który pozostaje kłującym oczy przykładem filozofii “forstalizmu” w interfejsach, chociaż przyznam szczerze, że mierzi mnie, gdy byli koledzy próbują zwalić całą winę na tego człowieka, nawet jeżeli jego poczucie gustu bywa dla mnie dyskusyjne. Zrzut dodatkowo postanowiłem zaprezentować w ciekawym kontekście – widoku wielozadaniowości w nowym systemie, gdzie to zgniłe paskudztwo występuje wśród świeżości:

2013-09-19T23-30-01_43

Widoczny na zdjęciu Kindle jest wprawdzie uwieczniony jeszcze przed aktualizacją, ale już ją otrzymał. Powrócę do tego tematu w innej części mojego cyklu, iOS 7: Zgrzyt. Na odświeżony iBooks wciąż czekam… Uchwycony Kalendarz jest z kolei przykładem na to, jak można podejść do interfejsu z lekkością, zachowując jednocześnie ascezę, flirtując z minimalizmem. Słowem, oto wgląd w świat oprogramowania według Jony’ego Ive’a:

2013-09-19T23-30-01_41   2013-09-19T23-30-01_40   2013-09-19T23-30-01_42

Poszły precz skeumorficzne fontazie! Pojawiło się w zamian coś nowego, co jednakże na samym starcie lekko już trąci myszką. Jak to słusznie podsumował jeden z obserwatorów tematu, skóra i szycia zostały zastąpione przez papier pergaminowy. Mowa oczywiście o prześwitujących elementach stałych, takich jak belki z narzędziami nawigacyjnymi. Wykazałem już w innych tekstach, iż iOS 7 nie zrywa ze skeumorfizmem. Nigdy nie miał takiej ambicji, a wręcz zatopiony jest w tej idei głębiej niż kiedykolwiek wcześniej. Brak za to zbędnych ozdobników, a te właśnie drażniły lwa najbardziej.

Niemniej, minimalizm jest królem. Najwspanialszym tego przykładem i moim obecnym ulubieńcem, jest metamorfoza w wyniku szalenie radykalnej operacji plastycznej, jaką przeszedł program Notatki. Po okropieństwie, znanym z poprzednich wersji iOS, nie pozostał nawet ślad. Może ujmę to inaczej: jedyną nicią wiążącą stary program z nowym jest nawiązanie do kartki papieru. W wersji Forstalla były to żółte połacie w linie, zupełnie jak w prawdziwych notatnikach, które można kupić w Office Depot. Ive nawiązał do samej faktury papieru. Program imituje chropowatą powierzchnię papieru specjalnego przeznaczenia, jak kartki z życzeniami przy okazji Komunii Świętej. Na tym koniec. W nowej wersji liczy się ponad wszystko funkcja. Mało można by było wyrzucić, a gdyby to zrobić, mogłoby nie być już mowy o jakiejkolwiek estetyce:

2013-09-19T23-30-01_56                2013-09-19T23-30-01_57

Czy iOS 7 mi się podoba? Jest zdecydowanie zbyt wcześnie, aby można to było jednoznacznie stwierdzić. Na plus przemawia fakt, że ciągnie mnie do niego i chce mi się w nim grzebać. Zupełnie inaczej niż z iOS 6, gdzie przechodziłem od razu do rzeczy, starając się patrzeć jak najmniej jest to możliwe. Po minusie zasługują zarówno niezależni deweloperzy, jak i ci od Apple za to, że nie wszystko zostało przepisane i dostosowane do nowych zasad projektowania na czas premiery.

Oddzielną sprawą jest impakt systemu na sprzęt. Doszły mnie słuchy o wielkim apetycie na energię baterii. Nie zdążyłem tego stwierdzić. To, co bezsprzecznie widzę na moim iPadzie 3. generacji, to załamująca ręce powolność. Responsywność systemu leży i kwiczy. Jest strasznie. Możliwe jednak, że z czasem będzie lepiej, bo już niektóre rzeczy odbywają się jakby szybciej, a może po prostu nie chce tego przyznać i staram się przyzwyczaić… Pierwszych parę minut nie mogłem się nadziwić, jak fatalnie ten system działa i jak sekundy całe płyną, zanim system zareaguje łaskawie na moje polecenie. Zauważyłem również problemy w nawigacji, szczególnie jeżeli chodzi o wszelkie przyciski. W pracy z iOS 7 należy wyrobić sobie nowy nawyk dotykania ekranu tak, jakby się chciało dotknąć miejsce pod przyciskiem. W każdym razie jest bardzo pod tym względem wrażliwy i nierzadko muszę próbować kilka razy, zanim komenda zostanie wykonana.

Miałem ogromną nadzieję, że po załadowaniu odświeżonej duszy, znany ze swej powolności Nowy iPad wstanie i poszybuje. Póki co jestem rozczarowany. Podróżom po zakamarkach systemu towarzyszy mi nieprzyjemny ucisk w gardle i gorzki smak w ustach, który na pewno związany jest jeszcze z porażką, jaką zaliczyłem z kupnem tego modelu, na miesiąc przed niespodziewanym ogłoszeniem nowego. Z tyłu głowy coś mi wciąż podpowiada, że gdyby to była bieżąca generacja, na pewno byłoby lepiej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s