Technologiczna terra incognita

Czytam obecnie świetną pozycję, którą polecam każdemu zainteresowanemu historią IT. Autorem jest G. Pascal Zachary, a tytuł brzmi „Showstopper! The Breakneck Race to Create Windows NT and the Next Generation at Microsoft”. Wszystko mówiący tytuł stanowi rzadką okazję zdobycia wiedzy historycznej w połączeniu z notą biograficzną dotyczącą najbardziej znaczących postaci na osi czasowej tworzenia się tego przemysłu. Na pewno napiszę o książce więcej w odpowiedniej sekcji tego bloga, zaraz jak skończę delektować się lekturą. Wspominam bowiem o tym tylko przy okazji, w zupełnie innym kontekście.

O „Showstopper!” usłyszałem już jakiś czas temu. Była to silna rekomendacja z równie silnej strony, człowieka, którego słowa i opinie zawsze miały dla mnie znaczenie. Początkowo zadowoliłem się fragmentami dostępnymi w internecie, ale z czasem zapragnąłem rzecz pochłonąć w całości. Sięgnąłem więc po iPada w zupełnie naturalnym przekonaniu, że kupię sobie kopię w aplikacji iBooks, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, bo o wersji papierowej mogłem od razu zapomnieć (książka od dawna już nie była wznawiana). Tutaj zaczęły się schody.

W iBooks takiej pozycji w ogóle nie było. W następnym kroku postanowiłem, że kupię ją poprzez sklep Google Play, bo z tego źródła korzystałem podczas smakowania fragmentów. Szybko spotkał mnie zawód, bo okazało się, że „ze względu na ochronę praw autorskich, bla, bla, bla”, znacie resztę historii. Słowem, nie do kupienia w Polsce. Na tym etapie byłem już poważnie wkurzony, a moje ciśnienie zaczęło rosnąć. Zwróciłem się ku Amazon, gdzie też czytałem fragmenty. Od tego momentu były już same jaja.

Na początek tylko wspomnę, że konto na Amazon miałem założone już od lat, a tak się złożyło, że wówczas mieszkałem na stałe w Anglii. Na rachunku miałem więc zrealizowane zamówienia z Wysp. Jak każdy normalnie myślący klient skorzystałem więc na wstępie z opcji zmiany lokalizacji, tak, by w Amazon wiedzieli, że się przeprowadziłem do innego kraju. Próbowałem. Nie dało się tego zrobić i wkrótce okazało się, że to bardzo dobrze. Kupiłem bowiem nie tylko „Showstopper!”, ale z biegu parę innych interesujących mnie pozycji. Po zakończonych zakupach otrzymałem potwierdzenia transakcji mailowo, ale najciekawsze było to, że na drugi dzień Amazon napisał do mnie tą samą drogą, iż „wygląda na to, że dane wprowadzone jako adres nie pokrywają się z danymi miejsca, w którym dokonano zakupu, bla, bla, bla”, być może tę śpiewkę również znacie. Całości dopełnić powinien fakt, że gdy sprawdziłem te same książki z pozycji kupującego w Polsce, nie były one dostępne. W ten sposób stałem się przestępcą, oszukałem cały świat internetu, autorów książek i sprzedawców zakazanych nad Wisłą dóbr, mimo, że z mojego konta należne pieniądze zostały pobrane.

Żyjemy, drodzy Czytelnicy, w czasach, gdy dla wielu polskie pieniądze śmierdzą. Są niechciane, a polscy Konsumenci traktowani są w najlepszym wypadku po macoszemu przez internetową Matkę. Wiem, że prawo, że ograniczenia, że różnice w zapisach itd., ale, mówiąc szczerze, mam to wszystko głęboko w dupie. Czemu, do cholery, sieć przedstawia się tak żałośnie i nie działa wszędzie tak samo? Czemu Konsument żyjący i mający swoje zachcianki, potrzeby i pragnienia, w takiej na przykład Anglii, ma do nich większe prawo, niż Konsument żyjący w Polsce? Oczywiście jestem świadom odpowiedzi na tak postawione pytania, ale nie zmienia to zasadniczo mojego poczucia przebywania w jakiejś swoistej białej plamie internetowej mapy serwisów i usług.

Takie rzeczy potrafią zepsuć dzień, naprawdę…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s