Niedojrzałe WDL

Naprawdę chciałem. Naprawdę starałem się zminimalizować użycie klasycznego pulpitu Windows, w celu “wyciśnięcia jak najwięcej” z nowego środowiska Windows Design Language (dawniej Metro) i dedykowanych jemu programów. Poddałem się, gdy duża partia tekstu, który napisałem na bloga z użyciem klienta WordPress, autorstwa Automattic Inc., poszła w kosmos tylko dlatego, że przypadkowo przeszedłem tabulacją na skromny pasek opcji edycji tekstu i mniej już przypadkowo wcisnąłem Backspace, chcąc wykasować tylko jakiś znak z tekstu. To zdarzenie było kroplą, przepełniającą czarę goryczy, którą od początku opróżniałem, decydując się na korzystanie z tego narzędzia. Przyczyniło się również do powrotu do programu sprawdzonego w boju – starego, dobrego Windows Live Writer. Pomyślałem, że opis fatalnego klienta WordPress może posłużyć jako głębsza metafora, opowiadająca, jak to niedojrzałym jeszcze funkcjonalnie tworem, jest całe środowisko WDL.

Zdecydowałem się na tę produkcję, ponieważ był to darmowy klient WordPress, dostępny niemalże od samego początku, a był do pobrania z Windows Store jeszcze za czasów wczesnej kompilacji Developer Preview, a już na pewno od Consumer Preview. Program był zawsze rozbrajająco prosty. Umożliwiał trzy podstawowe działania: czytanie najnowszych wpisów proponowanych przez “ciało nadzorcze” (niestety tylko spośród angielskiej wersji językowej), przeglądanie innych subskrybowanych blogów, a także umieszczenie własnych, wraz z podglądem na dotychczasowe wpisy własnej roboty. Wszystko to podane w dość topornej formie, która nigdy nie była szczególnie atrakcyjna. Kafelek programu na ekranie startowym oferuje szybkie zapoznanie się z najnowszymi wpisami wybranymi przez Redakcję. Jednocześnie ta funkcjonalność jest podtrzymywana tylko jeżeli przy każdej sesji otworzymy program, tak, by ten załadował najnowsze treści z danego dnia. W przeciwnym wypadku na kafelku przewijać się będzie karuzela tematów załadowanych poprzednim razem, bez względu na to, kiedy to było.

blog

Poszczególne ekrany programu napisane są według szablonu (dosłownie treść wciśnięta w zaprojektowany przez Microsoft szablon z Visual Studio) i w pełni odpowiadają określeniu “bez polotu”, chociaż ta cecha może się spodobać, stanowi ona bowiem wcielenie aż do bólu ideału minimalizmu.

Zrzut ekranu (48)

Poruszając się po trzech widocznych na zrzucie zakładkach, “Blogs I Follow” dostarcza sygnału, że program ten jest zdolny do zachowań nieoczekiwanych, ponieważ kliknięcie w to miejsce powoduje wyłączenie się aplikacji, a dokładniej usunięcie się w tło, chociaż tego odkrycia można dokonać, gdy nieco lepiej pozna się nawigację po systemie Windows 8. Jest to zapewne związane z faktem, że nie ma blogów, które śledzę na WordPress, ale nie zmienia to zasadniczo symptomatycznego wydźwięku owej niedoróbki.

image

Zakładka “My Blog” to miejsce, w którym przeglądać możemy wszystkie własne dotychczasowe wpisy. PPM lub skrót klawiaturowy Winkey+Z wywołuje pasek menu, który pozwala dodać nowy wpis i w tym miejscu właśnie pojawiają się największe problemy. Tak jak do tej pory nie przeszkadzała ascetyczna szata i wygląd programu, który niczym nie porywał i nakazywał skupienie się na prezentowanych treściach, tak po odpaleniu interfejsu do tworzenia wpisu owe braki i minimalizm zaczynają użytkownika drażnić.

Zrzut ekranu (50)

U dołu ekranu dostępny jest pasek menu z naprawdę podstawowymi rzeczami, które piszący mógłby chcieć wykonać wobec bloku tekstu. Brak na przykład chociażby tak, zdawałoby się, oczywistej funkcji, jak justowanie. Można więc śmiało powiedzieć, że przy pomocy tego narzędzia wpisy na blogu będą posiadały cechy edycji “na szybko”. Żadnych fajerwerków tutaj nie będzie. Na tym jednak nie koniec. Znacznie bardziej wkurzającą przypadłością programu jest to, że “zapycha się jego bufor”, jeżeli piszemy coś w miarę szybko i w jednostajnym rytmie, tkwiąc na przykład po uszy w ciągu myślowym, w trakcie aktu twórczego. Objawia się to tym, że wprowadzając tekst nie widać go na ekranie. Kursor zawiesza się w pewnym momencie, a komputer zdaje się analizować i przetrawiać tekst, po jakimś czasie dopiero wyświetlając wprowadzony wcześniej fragment. Można przy tym dostać szału. To jak pisać na kartce papieru z zawiązanymi oczami. Wielka to szkoda, bo prostota i ogólne królowanie treści w reszcie aplikacji mi się podoba, a w uproszczonym edytorze pracuje się naprawdę fajnie, dopóki ta zmora się nie pojawi. A pojawiała się za każdym razem!

Windows Live Writer to program klasyczny. Zawiera sporo funkcji (może nawet odrobinę za dużo), ale przede wszystkim można na nim polegać. Oferuje dość dużą kontrolę nad kształtem opracowywanego wpisu, chociaż również i w tym przypadku nie wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Niemniej z tym programem można skupić się na tworzeniu, a nie zastanawiać się czy dany błąd programu wystąpi teraz, czy może nie wystąpi w ogóle. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku innych programów napisanych dla nowego interfejsu Windows. Praktycznie wszystkie to jakieś funkcjonalne niedoróbki. Część z nich wygląda fajnie i świeżo, ale programy służą przede wszystkim do osiągania celu, wykonania jakiejś pracy.

Z Windows Design Language jest tak: nawet jeżeli trafi się już jakaś aplikacja, która wygląda bardzo dobrze, to kryje ona jakieś niedociągnięcia albo śmieszności w warstwie funkcjonalnej. Praktycznie do każdej można przypiąć taką właśnie łatkę, dlatego coraz częściej bywam tym stanem rzeczy zmęczony. Koncepcja jest dobra, ale dla użytkownika rodzi się ona w bólach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s