BUILD 2013

Tydzień temu rozpoczęła się kolejna, trzecia już z kolei, edycja odświeżonego pomysłu Microsoftu na spotkanie ze środowiskiem swoich deweloperów, czyli kalki WWDC Apple, pod tytułem Build. Podobnie jak największe coroczne wydarzenie organizowane przez obóz Cupertino, również i Build odbył się w San Francisco. Przeglądając jednak sesje wideo zabrakło mi pary w kotłach. Wszystko to, co tam się działo było jakby pozbawione energii, przekazywane na resztkach entuzjazmu. Nawet Steve Ballmer, zazwyczaj bardzo energetyczny i bojowo nastawiony, wydawał się jakiś przygaszony.

Z perspektywy tych kilku dni naprawdę trudno mi ocenić czy tegoroczny Build był konferencją udaną, czy nie. Może to dlatego, że cykliczność tego wydarzenia zdążyła wejść mi już w krew? Może to dlatego, że wszelkie rewelacje technologiczne, nie były tak naprawdę żadnymi rewelacjami? Może to moje rozczarowanie wynikające z faktu, że nie ogłoszono nowej generacji urządzeń Surface? Może to dlatego, że bardziej kręci mnie to, co dzieje się w Apple? Nie wiem. Nie mogę jednak pozbyć się uczucia, że tegoroczny Build był wielkim rozczarowaniem.

Pierwszego dnia pałeczkę pierwszeństwa dzierżył, obok Julie Larson-Green oraz Antoine’a Leblond, CEO Microsoftu. Albo było wielkie zmęczenie, albo jakieś poważne kłopoty w tle, bo Ballmer nie był w najlepszej formie. Jego przemówienie dotyczyło nakreślenia celów dla firmy na przyszłość, ogłoszenia kilku nowych urządzeń, proponowanych klientom przez partnerów Microsoftu, a także odsłonięcia resztki tajemnic i zdmuchnięcia otoczki niepewności wokół kolejnej wersji rozwojowej Windows. Ten ostatni element zawierał w sobie sporą dozę refleksji, a czasami wręcz przypominał publiczne przeprosiny. Do tej kategorii na pewno zaliczyć można zdanie, wypowiedziane w kontekście stosunków z partnerami, a dotyczące zeszłorocznej posuchy sprzętowej, jaką widzieliśmy wszyscy w okresie po premierze Windows 8. Ballmer powiedział coś takiego:

Podczas poprzedniej konferencji powtarzaliśmy: “dotyk, dotyk i jeszcze więcej dotyku”. Tymczasem w okresie świątecznym, gdy szukaliście w sklepach komputerów z Windows 8 na pokładzie, większość z nich nie posiadała paneli dotykowych.

Tyle właśnie zostało z obietnic złożonych przez Microsoft odnośnie “nowej ery” komputeryzacji, w którą Windows 8 miał nas wprowadzić. Sam dziwiłem się, jak niewiele się zmieniło w dużych sklepach z elektroniką, nawet wiele miesięcy po premierze nowego systemu. W większości przypadków były to dokładnie te same maszyny, z zainstalowanym nowym systemem. Zgroza. Z grubsza rzecz biorąc, przynajmniej w naszym kraju, taka sytuacja ma miejsce do dzisiaj. Zastraszająco mało jest przedstawicieli nowej generacji komputerów, które dopełniałyby w odpowiedni sposób nową generację platformy systemowej. Dobrze, że Ballmer to przyznał, szkoda, że znowu naobiecywał. Mam jednak nadzieję, że po tym dymaniu, odpowiednich ludzi w Redmond porządnie bolą tyłki.

Największą niespodzianką pierwszego dnia konferencji, było wystąpienie człowieka od usługi Bing, Gurdeepa Singh Palla. Sposób implementacji usługi Bing w systemie Windows 8.1, to być może najciekawsze zagadnienie dotyczące nadchodzącej aktualizacji. Ciekaw jestem czy w Polsce będzie ta usługa stała w tak samo wielkim kontraście, jak na przykład Xbox Music, czy Xbox Video? Blisko rok od wprowadzenia na rynek, mamy u nas bowiem do czynienia z pewnego rodzaju serwisowym kastratem.

Drugi dzień to przede wszystkim Windows Azure i Microsoftowa chmura obliczeniowa, naturalnym więc liderem był Satya Nadella. Ten dzień przypomniał dobitnie, że Build to konferencja przede wszystkim dla deweloperów, wiedza przekazana podczas tego spotkania była zatem ezoteryczna, dla wtajemniczonych. Było więc może, z tego punktu widzenia, najbardziej poprawnie: wiedza dla fachowców, a nie dla entuzjastów. Mnie brakowało jednak tego typu “mięsa” pierwszego dnia, dlatego drugi dzień zupełnie mnie odstraszył i natychmiast powróciłem do retrospekcji dnia pierwszego.

Mam naprawdę mieszane wrażenia z Build 2013. Jak dla mnie było za mało energii, za mało wizji, a dodatkowo może odrobinę za dużo konkretów. Trudno z tego poczynić zarzut wobec organizatorów, więc wychodzi na to, że sam muszę do tego się przysiąść i może postarać się przetrawić wszystko raz jeszcze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s