Lot strzały

Zadziało się. Zadziało się dobrze. Wczorajszego wieczora w oczach stały mi dwie litery „w”, a z ust wypadały mi tylko „d” i „c”. Nie wiem od czego zacząć i cholernie mi się to podoba! W kontekście poprzedniego wpisu mogę jedynie potwierdzić przypuszczenia. Było tankowanie. I to do pełna. Tym razem wspomnę o elementach, które poruszyły mnie najbardziej podczas prezentacji. To na pewno iOS 7, jak również niespodzianka – Mac Pro. Nie mogę powiedzieć, że OS X mnie rozczarował, ale przyznam bez bicia, że ta część wydarzenia po prostu niczym mnie nie zaskoczyła i o większości rzeczy zaprezentowanych wiedziałem już wcześniej z przecieków. Z drobnym jedynie wyjątkiem – porzucenia wątku wielkich kotowatych w nazewnictwie na rzecz „motywów kalifornijskich”. Cieszy mnie, że doszło do odświeżenia interfejsu. Apple ogólnie nabiera wiatru w żagle pod względem projektowania oprogramowania. Prawdziwego dreszczyku emocji dostarczyła jednak platforma mobilna.

Nie wiem jeszcze, bo nie czytałem, jak zareagował świat na nowy iOS. Skupię się więc tutaj jedynie na moim własnym zdaniu „na gorąco”. Jestem bardziej niż kontent. Właściwie to opadła mi szczena. Nie bezpośrednio ze względu na wygląd systemu. W dniu wczorajszym ostatecznie przekonałem się, że Jony Ive to prawdziwy geniusz. Jak wielokrotnie podkreślałem wcześniej, ta postać zawsze wywoływała moje najlepsze skojarzenia. Ale proszę tylko zauważyć jak niesamowity efekt przyniosła jego relatywnie krótka praca nad systemem operacyjnym. Ten człowiek to chodzący skarb wzornictwa. Moje uwielbienie wynika w oczywisty sposób ze zbieżności naszych gustów, bo pod tym względem jesteśmy niesamowicie wręcz podobni. Wszystko co wiem na temat jego inspiracji, aspiracji, poglądów na sztukę oraz opinii światopoglądowych zbudowało wokół Ive’a żelazny szacunek z mojej strony. A wczoraj? Wczoraj patrzyłem na niego jak na ikonę. Dzięki takim osobom można odzyskać wiarę w ludzkość! Tak, drodzy Czytelnicy, Jony Ive to mój niekłamany Mistrz. Kropka. Przy tym zdaję sobie sprawę, że przypisywanie sukcesu jednej osobie w takich sytuacjach jest niesprawiedliwe, ale z drugiej strony pod byłym i bieżącym szefem pracowała mniej więcej ta sama grupa programistów… Coś w tym jest.

Nie spodziewałem się, że impakt będzie tak duży. Nowy iOS to faktycznie całkowita metamorfoza. Symbolem tej przemiany jest dla mnie Control Center. Ten interfejs najbardziej mnie podniecił i jest najlepszym odzwierciedleniem doniesień o odwołaniach wizualnych do platformy mobilnej Microsoftu. Jako człowiek miłujący prostotę i elegancję, Ive musiał zwrócić swoje oczy ku Windows Phone, bo jest to do dzisiaj najbardziej „dizajnerska” propozycja na tym rynku. Jest to chyba najistotniejsza rzecz, na którą liczyłem i nie zawiodłem się. To ważne, bo w moim życiu ważą się teraz losy oddania się na rzecz jakiegoś pojedynczego ekosystemu. Wyboru, który staje się coraz bardziej znaczący w życiu wielu ludzi, odkąd poszczególne firmy skupiły się na ich tworzeniu. Ponieważ na dzień dzisiejszy najbliżej mi jest do tego od Apple (wystarczy tylko sprawić sobie iPhone’a dla pełnego asortymentu), przyszłość iOS była moim oczkiem w głowie. Dla wygody korzystania ze swoich plików wszędzie i w każdych okolicznościach, nie byłem skłonny dotąd porzucić cudownego Windows Phone. Aż do wczoraj. Kierunek, który obrało Apple sprawia, że mogę przystąpić do poważnego rozważenia oparcia się w pełni na ich produktach. W pewnym sensie zrobienie czegoś porządnego na tym polu było moim ostatnim warunkiem, który firmie stawiałem. Nie śmiem powiedzieć tego jeszcze na głos, ale chyba znalazłem w końcu swoje miejsce w świecie ekosystemów. Ze sprzętem od Apple zawsze czułem się świetnie, teraz zaczynam się tak czuć również z ich oprogramowaniem. To doniosła dla mnie chwila.

Wracając do iOS 7 najważniejszym elementem czysto wizualnym jest postawienie na typografię. Śmiałem się długo i strasznie widząc co uczyniono z aplikacją dla pogody, bo wystarczy cofnąć się do moich opisów programu o tym samym przeznaczeniu z kompilacji Windows 8 Developer Preview, aby przekonać się szybko skąd przyszła „inspiracja”. Poważnie, jest to bezczelna zżyna, łącznie z animacją tła. Wczesne Metro jak w pysk strzelił. Ale przypomnę tutaj, nieco złośliwie, słowa Jobsa, który powoływał się z kolei na cytat z Picassa: „dobrzy artyści naśladują, a wielcy artyści kradną”. Nie mam z tym problemu. Drugą sprawą najbardziej rzucającą się w oczy jest płaski, wyczyszczony i zakodowany kolorystycznie interfejs programów. To jest kawał fantastycznej roboty! Programami rządzi typografia, a więc informacja, co dla mnie nie może być lepszym podejściem do tematu. Najlepszym przykładem jest chyba klient pocztowy, gdzie tekst wiedzie prym w naturalny sposób, ale widać tu również rzecz, która nie przykuwa może uwagi od pierwszego pobieżnego wejrzenia, a jest bardzo moim zdaniem istotna. Chodzi o nowe podejście do ikonografiki, która stosuje esencjonalne kontury skojarzeń wizualnych, miast znanych nam dobrze, przeładowanych ikon programowych z bieżącej wersji. Chętnie widziałbym to w zastosowaniu na znacznie szerszą skalę.

Nowości jednak to znacznie więcej niż sam wygląd. W kategoriach funkcjonalnych, prócz wspomnianego Control Center, najistotniejsza zmiana dotyczy nawigacji po systemie. Od nowego interfejsu wielozadaniowości, do rozwiązania poruszania się po ekranach aplikacji przypominającego historię przeglądania stron w Safari pod OS X. Centrum powiadomień dostępne jest już z poziomu ekranu blokady, bez potrzeby logowania się do telefonu, co może jednak nie wszystkim przypaść do gustu ze względu na prywatność. Aplikacje będą nareszcie aktualizowane automatycznie w tle i to na obu platformach od Apple. Ogłoszono również iTunes Radio, ulepszoną Siri, ale o tym może innym razem.

Bez wątpienia największym zaskoczeniem był dla mnie Mac Pro. Nie fakt, że go ogłoszono, bo o tym, że tak będzie wiedziałem, nie kwestia przeniesienia budowy maszyny do USA, bo o tym też się mówiło, ale ten niesamowity wygląd. Cholera, Apple znowu to zrobiło. Wzornictwo i patenty technologiczne wbiły mnie po prostu w fotel. Chociaż nie jestem klientem na tak potężną maszynę, to z czysto estetycznego punku widzeniu jest to najpiękniejsza stacja robocza jaką kiedykolwiek widziałem. Zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na konferencji widać było, że Phil Schiller wychodzi z siebie, ekscytując się tym komputerem. Muszę przyznać, że entuzjazm w pełni mi się udzielił. Ilość innowacji w przypadku tej nowości jest tak duża, że zasługuje na oddzielny wpis. Najnowszy Mac Pro to coś absolutnie niesamowitego. Spojrzenie w przyszłość. Dzieło sztuki.

Jony Ive użył określenia w stosunku do iOS, że to „nowy początek”, a ten człowiek znany jest z tego, iż ostrożnie waży słowa. Osobiście tak odebrałem również znakomitą większość tego, co na pierwszej prezentacji konferencji WWDC zobaczyłem. Jestem pełen optymizmu i chyba odzyskałem wiarę w Apple, chociaż wcześniejszych słów nie odwołuję. Do końca tego roku firma z Cupertino musi nas uraczyć nową kategorią produktu, aby dzierżyć uczciwie koronę innowatora. Już czas.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s