Nadzieja

Dzisiejsze smutne, deszczowe popołudnie nie mogło być chyba bardziej rozświetlone ciepłym promieniem pobudzającej wyobraźnię informacji. Nikt już nie ma wątpliwości, iż dziesiątego czerwca zobaczymy najnowsze wersje systemów operacyjnych od Apple. Ta perspektywa napawa mnie taką dawką energii, jaką porównać mogę śmiało z pierwszym entuzjazmem, który przejawiałem wobec premiery Windows 8. W takich chwilach czuję, że podjęcie się w tym roku opisu zagadnień związanych z firmą z Cupertino był najszczęśliwszym z możliwych wyborem. Zadowolenie jest tym większe, że powoli wyłania się już nowy cel na rok przyszły, Google, co uspokaja mnie i pozwala patrzeć optymistycznie w przyszłość, bo kiełkują już nowe wyzwania.

Przyznaję, że moje pierwsze półrocze z Apple jest mało imponujące jeżeli brać pod uwagę dorobek, a także, niestety, posiadaną wiedzę. Za mało i zbyt wolno, ale w życiu zawsze mam ten sam niedosyt, więc zdążyłem przywyknąć. Mam wrażenie, że jest to jednak przysłowiowa cisza przed burzą, bo przeczuwam, że druga połowa roku to będzie dopiero jazda bez trzymanki. Do pełnego zaangażowania brakuje mi na tę chwilę jednego, niezwykle dla mnie istotnego elementu – rewolucji w wyglądzie systemów operacyjnych od Apple. Owe dwie nogi, na których trzyma się cała reprezentacja sprzętowa, jakże znakomita, są już na tym etapie przeciążone i stają się powoli niedołężne. W tym stanie smarowanie ich kremem na reumatyzm, zakwasy mięśni, żylaki i inne starcze schorzenia, to zabiegi niewystarczające. Należy wymienić nogi na nowe. Chociaż chciałbym w tym miejscu stanowczo zaznaczyć, iż chodzi mi przede wszystkim o kosmetykę. Stawy, bowiem, a także inne części mechaniki tych nóg, nie wołają tak głośno o renowację. Tym składnikom przyda się jedynie porządny przegląd techniczny z użyciem promieni rentgena. Wygląd natomiast to coś, co przemawia do mnie w donośny i przejmujący sposób. To dlatego zakochałem się w Windows 8, a także z tych samych powodów nie posiadam jeszcze iPhone’a, by zanurzyć się w pełni i bez pamięci w ekosystemie Kalifornijczyków. Ale możliwe, że to już niedługo…

We wcześniejszych wpisach niejednokrotnie dawałem upust nawarstwiającym się pokładom frustracji, wynikającym z prostego faktu: w świecie IT nie ma wyborów oczywistych. W zależności od tego, czym wiedziony jest potencjalny użytkownik technologii komputerowych, wpada on na jedno lub inne podwórko i bierze, co tylko może. Niemniej zawsze, gdzieś w ciemnym kącie, czai się ten przeklęty zwierz Kompromis. W miarę błogo jest, gdy postanowi tam pozostać, ale nierzadko wychodzi przecież z cienia i bezczelnie się nam objawia. Jedyne, co pozostaje, to nauczyć się z nim żyć. Osobiście wyobrażam sobie koniec dylematów. Piękny dzień, gdy rozchodzą się chmury, powietrze jest czyste i nie ma dziury ozonowej. Takim przełomem może być chwila, w której Apple tchnie w swoje urządzenia nową, nowoczesną duszę.

SVP of Industrial Design Jony Ive, to człowiek, w którego pomysłach i inwencji pokładam największą nadzieję. W całym świecie IT nie mam tak bliskiej mi osobowości. Jest dla mnie swego rodzaju guru od produktów, podobnie jak guru od pisania o technologii stanowi Paul Thurrott. Piałem już peany na jego temat wcześniej, więc bezcelowe będzie się powtarzać. Niczego tak mocno nie gratuluję Timowi Cook, jak wyboru tego człowieka na lidera wzornictwa. Będzie to wzornictwo totalne. Sprzętowo Apple już nie ma sobie równych, a jak pomyśleć, że podobnie może być w kwestii oprogramowania, ciarki przechodzą po plecach.

Dzisiaj do sieci przedostało się parę informacji na temat tego, czego możemy się spodziewać na tegorocznym WWDC odnośnie iOS. Nagle dotarło do mnie z całą mocą do czego nawiązuje logo konferencji. Dotychczas obawiałem się, że może to dotyczyć zegarków, ale teraz tak nie myślę. Jestem przekonany, że logo nawiązuje bezpośrednio do nowego wyglądu iOS. Idąc dalej, widzę oczami wyobraźni minimalistyczne, płaskie powierzchnie robocze aplikacji, z otaczającymi je lekkimi, kolorowymi ramkami, które służą równocześnie jako kod identyfikujący dany program. Klucz może być oczywiście różny. Dany kolor może odnosić się zarówno do całej kategorii programów, załóżmy czerwony do oprogramowania związanego z produktywnością, jak również identyfikować pojedyncze programy, którym przydzielony zostanie unikalny kolor akcentów. Można już podejrzeć w sieci próby artystyczne posługujące się tą logiką. To ma sens i faktycznie może odświeżyć platformę. Mówi się również głośno o postawieniu na kontrasty, a także całkowite porzucenie ciężkich tekstur. Intuicyjnie czuję, że taką właśnie strategię Ive mógłby przyjąć i cholernie podoba mi się to, co widzę.

Odnalezienie ukojenia w nowym, odświeżonym, nowoczesnym interfejsie graficznym użytkownika wpłynęłoby niewątpliwie na poważne rozważenie sytuacji wyboru platformy docelowej z mojej strony. Microsoft obrał fantastyczny kierunek, ale na szczyt możliwości trzeba będzie jeszcze poczekać. Apple ma szansę zaatakować i to poprzez knockout. Dodając do wspaniałej linii produktowej interesująco prezentującą się platformę zwycięstwo może okazać się w zasięgu ręki. Taka zmiana może na trwałe przesunąć układ sił. Tak może powstać wielkie Apple, większe niż mógł to sobie wyobrazić Steve Jobs. Mam ogromy szacunek do zmarłego, ale jego gust w kwestii wyglądu oprogramowania okazał się być dość tandetnym. R.I.P. Steve Jobs, żegnaj Forstall, witaj Królu Ive! Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s