Fragmentacja chmury

Podoba mi się idea chmury obliczeniowej. Wygoda, oszczędność miejsca na dysku lokalnym, dostęp do klientów chmurowych na dowolnej platformie, centralizacja gromadzenia danych, bezpieczeństwo, niezawodność, ekonomia użytkowania… Zaraz, czy to nie brzmi zbyt pięknie, aby mogło być prawdziwe? To fantastycznie prezentujące się na papierze rozwiązanie funkcjonuje obecnie w rozproszeniu. Koncepcyjnie to właściwie wielki krok w tył. Przetwarzanie w chmurze nawiązuje przecież do wielkich i „potężnych” komputerów klasy mainframe, z połowy poprzedniego wieku. Wczesne bajkopisanie o przyszłości sieci komputerowych zakładało strukturę opartą na zależnych od głównego centrum danych terminali rozsianych po domach szczęśliwych Amerykanów. Cała ciężka praca miała być wykonywana po stronie wielkich centrów obliczeniowych, a końcówka kliencka miała służyć jedynie za wyświetlacz wyników. Swego rodzaju informatyczna telewizja. Paradoksem jest więc, iż takie pomysły jak Chrome OS postrzegane są jako coś nowoczesnego.

Tym bardziej dziwi panujący w tym interesie chaos. Wszystkie liczące się koncerny chcą mieć swoją chmurę, co powoduje, że jest ich wiele. To z kolei zakłóca sens i porządek takiej usługi z punktu widzenia klienta. Nie jeden raz zresztą pisałem już, że przyszłość widzę w rozwiązaniach monolitycznych. Na przykład internet. Na każdym komputerze i na każdej przeglądarce jest taki sam. Dużo bardziej sensowniej i logiczniej byłoby posiadać tak samo pomyślaną chmurę. Jeden login i bez względu na platformę masz dostęp do swoich danych. W pewnym sensie jest to już możliwe, ale chodzi mi o związaną z tym funkcjonalność, która jest obecnie niepełna. Osobiście bowiem, z wyboru, przynależę do ekosystemu Microsoftu. W omawianym temacie najważniejsza jest usługa dysku internetowego SkyDrive. Pod względem samego dostępu do danych jest dobrze, niezależnie od tego czy siedzę na systemach od Microsoftu, Apple czy Google. Natomiast jeżeli chodzi o funkcjonalność nie jest już tak różowo. Zdarzają się przykre niespodzianki.

Z takowymi mam do czynienia eksplorując możliwości Mac OS X. Jeżeli zna się temat jedynie od strony iOS, to nie widzi się problemu. System powiadomień – jeden z najcenniejszych i najbardziej przydatnych elementów chmury, współpracuje na przykład bez zastrzeżeń. Można edytować kalendarz na Windows Phone, a przy okazji korzystania z iPada odebrać powiadomienie lub dodać nową pozycję do tego samego wydarzenia czy kalendarza. Bezboleśnie. Na twoją skrzynkę Outlook przyszedł mail? Spokojnie, w zależności od tego, co masz aktualnie pod ręką, możesz go odebrać i odpowiedzieć nadawcy. Żaden problem. Na marginesie uwielbiam te momenty, gdy przychodzi jakieś powiadomienie i po całym domu rozlegają się przeróżne dźwięki na moich urządzeniach. Kluczem jest, rzecz jasna, wsparcie dla protokołu Exchange ActiveSync, którego bardzo brakuje na platformie Mac OS X. Tutaj zaczynają się schody.

W przeciwieństwie do sytuacji na iOS, na Macach powiadomień z kalendarza Microsoftu nie uświadczysz. Aby wymieniać zawartość kalendarza pomiędzy tymi dwoma systemami trzeba było zdecydować się na iCloud, chmurę od Apple. A więc jeżeli zależałoby mi na jednym kalendarzu pod Windows 8, Windows Phone, iOS i Mac OS X, to nie da się tego zrobić. Pozostaje polegać na dwóch kalendarzach: na jednym typowo pod urządzenia Apple, na drugim, nieco bardziej uniwersalnym, bo obejmującym również iOS, prócz urządzeń z Windows. Mówiąc krótko – fragmentacja. Oliwy do ognia dodaje fakt, że w przypadku synchronizacji usługi od Google na skrzynkę pocztową, kontakty, kalendarz w Mac OS X, na moim iPadzie domyślnie powiadomienia nie będą synchronizowane.

Powiadomienia to tylko przykład ilustrujący problem. Oczywiście wszystkie wymienione niedogodności można ominąć polegając na kalendarzu w przeglądarce, ale chodziło mi o wskazanie pewnych niuansów czy też niedoróbek użytkowych, które wynikają z wojny na pączkujące jak grzyby po deszczu usługi chmurowe, a także stopnia integracji z nimi różnych klientów lokalnie zainstalowanych na dysku komputera. Wprawdzie rozwiązania webowe sprawdzają się świetnie w praktyce, będąc przy tym bardzo wygodne i nowoczesne, ale mimo to szkoda, że tak prosta i podstawowa funkcjonalność, przy domyślnych ustawieniach systemu od Apple, nie umożliwia bezproblemowej wymiany danych pomiędzy wieloma urządzeniami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s