Kompromisy

Ta historia jest o tym, jak będąc fanem oprogramowania Microsoftu, wpadam coraz głębiej i głębiej w odmęty oceanu ekosystemu Apple. Jest to również historia o braku czegoś takiego jak ideał w świecie IT. Słodko-kwaśna refleksja nad elektroniką codziennego użytku. Pretekstem okazało się być urządzone przeze mnie ostatnio polowanie na nowy komputer. Wprawdzie mam w pełni sprawną jeszcze, siedemnastocalową maszynę, a w dodatku z Windows 8 na pokładzie, jako komputer podstawowy, ale jest to już sześciolatek i mimo drobnych inwestycji w modernizację (dysk SSD), czas już było pomyśleć o następcy. Ponieważ jestem wielkim fanem ultrabooków, naturalnie skłaniałem się ku czemuś z tej kategorii sprzętowej. Na celowniku miałem Samsunga nowej serii 9. To jedna z najpiękniejszych maszyn z Windows, jakie kiedykolwiek widziałem. Od początku również wpadło mi w oko Lenovo U300s. Najbardziej jednak chciałem zakupić coś bezpośrednio od Microsoftu, na przykład Surface Pro. Obawiam się, że na ogólną dostępność tego sprzętu jeszcze sobie poczekamy. W każdym razie zamysł był klarowny – planowałem zakup nowoczesnego „cieniasa” z Windows.

Ta prosta idea nie miała być wcale banalnie łatwa w realizacji. Podstawową przeszkodą była dostępność. Owszem, znalazłem Lenovo. Owszem, znalazłem Samsunga. W obu przypadkach, w dniu zakupu, salony zaproponowały mi egzemplarze z wystawy. Zapłacić parę ładnych tysięcy za sprzęt, którego wyświetlacz i dysk się już napracował, który przewinął się przez setki rąk? Nie, dziękuję bardzo. Moje myśli w tym momencie powędrowały w kierunku salonu Apple. Zakupy zakończyły się na klasyce – postawiłem na MacBook Air. Oczywiście jestem zajarany, chociaż nie tak miało w sumie być. Zabawne jest to, że skłaniając się raczej w stronę produktów Microsoftu mój bilans sprzętowy wynosi 3:2, na korzyść urządzeń zaprojektowanych w Cupertino. Górę biorą teraz we mnie moje ciągoty do uwielbienia dla perfekcji, bądź co bądź, ale tego odmówić Apple nie można. Wszystkie moje urządzenia Apple to rzeczy niezawodne, klasyczne, pięknie zaprojektowane, wyprodukowane z precyzją, jaka jest tylko możliwa do osiągnięcia, biorąc pod uwagę, że jest to produkcja masowa, a nie manufaktura. Można by na tym skończyć, gdyby nie fakt, że w tle czają się kompromisy.

Pierwszy dotyczy kategorii „kompromisu prosto z pudełka”. Chodzi o klawiaturę komputerów Mac. Nie mogę sobie jakoś wyobrazić sprawnego pisania bez przemapowania klawiszy Option i Command, tak, by układ przypominał ten z klawiatury pod Windows. Na pewno można się przyzwyczaić i nauczyć się układać kciuk inaczej, ale efekt będzie taki, że przesiadając się jednego dnia z maszyny windowsowej na makówkę, palec będzie trafiał w niewłaściwy klawisz. Poza tym założę się, że jeżeli ktoś pisze dziesięcioma palcami i nie pamięta już jak to było patrzeć na klawisze w trakcie, odczuwa zmianę tempa wprowadzania znaków w zależności od układu klawiatury. Do tak szybkiego pisania (spokojnie jakieś 250 znaków na minutę), układ z Windowsa jest po prostu najbardziej ergonomiczny. Dlatego praktycznie pierwszą rzeczą, jaką robię po uruchomieniu jakiegokolwiek Mac’a, to przemapowanie tych dwóch klawiszy. Pamiętając, że jest to bardzo łatwe i trwałe przestawienie tych funkcji zajmuje w ustawieniach jakieś pięć sekund, lekko drażni fakt zamiany, gdy jest się takim maniakiem skrótów klawiaturowych, jak ja. A w Mac OS X większość popularnych skrótów opiera się na klawiszu Command. I tak źle i tak nie dobrze. Po paru latach przyzwyczajenia, w konfrontacji z pracą na domyślnych ustawieniach będę się wciąż mylił, bo pojawi się już pamięć mięśniowa. Wieczne grzebanie w ustawieniach to czysty masochizm, a pisać po korekcie to bajka. Ten mały szczegół zawsze mnie lekko odpychał od Maców.

Drugą sprawą jest system. To kwestia braku idealnego rozwiązania, o której już wspomniałem. Czuję dziwaczny dysonans pomiędzy minimalizmem i klasycznym pięknem formy fizycznej komputerów od Apple, a zabawkowym, często zwyczajnie kiczowatym wyglądem oprogramowania. Gdyby nie to, że chcę poznać bardzo dobrze Mac OS X, zainstalowałbym sobie nowego Windowsa i może gdybym ograniczał się do nowego interfejsu Windows Design Language miałbym namiastkę optymalnego rozwiązania. Chcąc pozostać uczciwym wobec produktu, należy przygotować się na pewne kontrasty. Dobra wiadomość jest taka, że nie jest to kwestia funkcjonalności systemu, bo z tą wszystko jest w porządku, a jedynie wyglądu, co stosunkowo łatwo jest poprawić. Trzymam kciuki, panie Ive.

Są również po moim zakupie sprawy, które nie podlegają żadnym kompromisom. MacBook Air to pierwowzór ultrabooków, to przepowiednia przyszłości z jednoczesnym wyznaczeniem bieżącego kierunku technologicznego rozwoju. Efekt pracy wizjonerów. Jako przedmiot obezwładniająco piękny, prosty, minimalistyczny. Dzieło sztuki. To pierwszy komputer w moim życiu, który nie posiada żadnej części zbędnej (nie wchodząc może jedynie w zagadnienie portów I/O, bo to nie jest jeszcze ta epoka, niestety). To zapierająca dech w piersiach integracja sprzętu i oprogramowania. Nawigacja po systemie, dostosowanie funkcji pod gesty, skróty klawiaturowe, przyciski funkcyjne, to wszystko potrafi do siebie przekonać. Bardzo. W tym sensie Apple nigdy się nie myliło. Stworzyć produkt zamknięty, ukończony, niemalże doskonały, można tylko panując nad każdym elementem składowym. Mam wrażenie, że dobrze się stało. Olewając wygląd systemu, cała reszta sprawia, że chce się tego używać, że chce się widzieć tego coraz więcej. Dlatego cieszę się, że wyrwałem się z sytuacji korzystania z urządzenia producenta jedynie sprzętu, na rzecz rozwiązania najbardziej kompletnego z możliwych. Dzięki temu dałem czas Microsoftowi na opracowanie ich własnych modeli, które na pewno przyjdą i jeżeli Apple mnie czymś nie zaskoczy wywołując zmianę zdania, następnym razem będzie to równie imponujące cacko, tyle że prosto z Redmond.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s