Kolejne wskazania

Plotki i ploteczki w sieci donoszą, że latem tego roku możemy spodziewać się nowego modelu iPhone’a, rzecz normalna i raczej nikogo nie zaskakująca. To, co bardziej zaskakujące, to kolejne informacje, powracające jak bumerang, o tańszym smartfonie – plastikowym i przeznaczonym na rynki rozwijające się: Chiny i Indie. Zły omen, bo jeżeli okaże się to prawdą, to będzie to początek końca Apple, jakie znamy.

Kilka miesięcy temu pisałem już na łamach tego bloga o obawach, jakie żywię wobec przyszłości tej niezwykle ważnej firmy technologicznej. W skrócie: odniosłem się do rozmieniania się na drobne produkcją takich urządzeń jak iPad mini, czyli powrotu do złych nawyków i strategii sprzed lat, a dokładniej do ery przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, które doprowadziły Apple na skraj bankructwa. W internecie można się dopatrzeć coraz większej ilości opinii, które zdają się bić w ten sam ton. Bob Herbold, na przykład, były dyrektor operacyjny Microsoftu, odniósł się ostatnio do bieżącej sytuacji w Cupertino nawiązując do słynnego wizjonerstwa Jobsa i braku jak dotąd dowodów na to, że Apple jest w stanie wypuścić na rynek coś, co znowu pokaże wszystkim dookoła gdzie raki zimują. Ze swojej strony nazwałem to zjawisko zatraceniem impetu, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że Apple jedzie na fali schedy po Wielkim Szefie, nie mając pomysłu na siebie, odnośnie tego co dalej.

Z niepokojem śledziłem wiadomości o linii tanich smartfonów, bo taki krok z jednej strony spowoduje niepotrzebne spuszczenie z tonu produkcji urządzeń z najwyższej półki, na którą to etykietę firma tak ciężko sobie zapracowała, z drugiej wywoła fragmentację i komplikację we w miarę spójnej ofercie. Tim Cook to pragmatyk, biznesmen i menadżer i jakoś trudno mi uwierzyć, że podziela za Jobsem obsesję na punkcie jakości produktu i jego absolutnej wyjątkowości. Musi tak być, bo trudno sobie wyobrazić iPada mini prezentowanego przez Wielkiego Szefa. Nie, taki produkt nigdy nie ujrzałby światła dziennego, gdyby Jobs żył. Głównie dlatego, że jest to produkt reakcji, a nie innowacji rynkowej. Jobs uznałby to zapewne za upokorzenie, ponieważ pośrednio wskazałby takim ruchem, że to inni mieli rację, że to nie Apple było pierwsze, a wiadomo, że tkwił w głębokim przekonaniu o applemegalomanii aż do końca. W związku z tym staje się coraz bardziej prawdopodobnym, że w głowie Cook’a huczy zdanie: skoro powiedziało się „A”, trzeba powiedzieć „B”. Czyżby więc po dyskusyjnym w skutkach wypuszczeniu, nota bene udanego, produktu w postaci iPada mini czekał nas horror plastik-fantastik nibyajfonów? Myśl uporczywa i budząca grozę.

Historia zna już przypadki nie wyciągnięcia lekcji z popełnionych gdzie indziej błędów. Jeżeli latem tego roku Apple wykona jakikolwiek ukłon w stronę niższej półki sprzętowej, to będzie to bardzo zły sygnał. Będzie to wskazanie na ukierunkowanie firmy na zysk i sprzedaż za naprawdę wszelką cenę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s