Art, Passion, Product, Lead, Electronics

Wszyscy wiemy, że Apple zdradza szczególną sympatię wobec literki „i”. Nie wszyscy wiemy skąd się to wzięło. Cnotą wielbioną pod niebiosa przez Wielkiego Szefa był minimalizm. Ascetyczna linia produktowa, klarowny podział docelowej grupy odbiorców danego produktu, a także proste i czytelne nazewnictwo. Stosunkowo łatwo się domyślać, iż rzeczone „i” nawiązuje do jednego z największych dokonań człowieka cywilizowanego – internetu. W istocie tak właśnie jest, a słynny dziś przedrostek dodano właśnie w tym samym czasie, gdy wynalazek zaczął wchodzić pod strzechy. Niewątpliwie wielką ambicją Jobsa było połączenie ludzkości w sieci cyfrowej, co wyrażało owo „i”. Ale prawda jest taka, że skojarzenie z internetem jest tylko tym pierwszym, najbardziej oczywistym. Zachowując oryginalną pisownię, w ideę wpisują się również takie pojęcia jak: individual, instruct, inform, inspire, czyli te wszystkie małe cegiełki, składające się na duszę firmy z Cupertino. Pomyślałem ostatnio, że sama nazwa koncernu to swoisty, wdzięczny do rozłożenia akronim, mogący posłużyć za narzędzie do próby opisania osobiście ważnych dla mnie części składowych kalifornijskiej filozofii elektroniki użytkowej.

Art

Podczas prezentacji iPhone’a, w 2007 roku, Steve Jobs po raz kolejny przypomniał zebranym, że jego punkt widzenia leżał zawsze gdzieś na skrzyżowaniu technologii i sztuk wolnych. Sam siebie nie uważał za inżyniera, technologa, czy naukowca. W moim odczuciu postrzegał siebie przede wszystkim jako myśliciela i, w pewnym bardzo nietypowym sensie, artystę. Jego sztuka polegała na dążeniu do wytwarzania nowych jakości. Potrafił być okrutny, ponieważ to głównie ludzi traktował jako tworzywo. Odnosiło się to zarówno do załogi Apple, jak i do konsumentów. Jego sztuka prezentacji produktu jest do dzisiaj analizowana i uważana za wzorcową w wielu poważnych kręgach. Zwalnianie ludzi z pracy podczas kilkunastosekundowej jazdy windą – owiane legendą.

To, że ktoś taki jak Jonathan Ive jest artystą z prawdziwego zdarzenia nie ulega, myślę, wątpliwości. Wyniki pracy jego zespołu traktować można jako sztukę, a całą działalność firmy podsumować można zdaniem: sztuka tworzenia pięknych elektronicznych produktów codziennego użytku. Postać szefa działu wzornictwa i oprogramowania będzie się zapewne nie raz jeszcze przewijać, a to z tej racji, iż nie ma takiej drugiej osoby w całym przemyśle IT, którą darzyłbym większą sympatią i szacunkiem. To jest typ człowieka, którego szalenie chciałbym poznać osobiście. Jego praca, sposób opowiadania o niej oraz intuicyjnie wyczuwana, niezwykle ciekawa osobowość, działa na mnie jak magnes od zawsze. Jony Ive należy do grona moich bohaterów. Pokładam w nim wielką nadzieję.

Passion

Jest taka ogólnie znana przypowieść, która moim zdaniem doskonale oddaje pasję Wielkiego Szefa. Jest niedzielny poranek. Telefon pewnego pracownika Google odzywa się w bardzo niekomfortowym momencie – mszy świętej. Po jej zakończeniu właściciel telefonu sprawdza, któż to dzwonił do niego o tak dziwnej porze. Okazuje się, że był to Steve Jobs. Natychmiast wykonuje telefon zwrotny, przygotowując na szybkiego w głowie usprawiedliwienie na nieodebrane połączenie. Podczas nieporadnego tłumaczenia się z sytuacji słyszy charakterystyczne, aluzyjne zdanie Jobsa: „Spokojnie, w tych okolicznościach jedyny telefon, który powinieneś odebrać, to telefon od samego Pana Boga.” Następnie przechodzi do meritum: „Oglądałem waszą aplikację, którą chcecie zgłosić do App Store. Myślę, że ikona pulpitu nie oddaje w pełni odcienia żółci z waszego logo. Podeśle wam swojego człowieka, abyście mogli to wspólnie dopracować.”

Wystarczy pobieżna lektura wywiadów, ogólnikowa analiza prezentacji, podstawowa wiedza na temat Apple, aby zdać sobie szybko sprawę, iż jest to firma ludzi z pasją. Gdyby nie ten fakt pewnie wiele z rzeczy, które się zdarzyły, nie mogło by mieć miejsca. Weźmy chociażby pod uwagę historię powstawania pierwszego opus magnum Kalifornijczyków – Macintosh’a. Relatywnie niewielki zespół komputerowych nerdów wielokrotnie przechodził sam siebie, testując granice ludzkiej wytrzymałości. Dolewając oliwy do ognia na pewnym etapie prac, Jobs zamówił dla wszystkich słynne dziś koszulki z nadrukiem: „pracuję 90 godzin tygodniowo i to kocham”.

Product

Było przynajmniej kilka rzeczy, które mógł mieć Jobs za złe firmie Microsoft. Jednakże w czasie udzielania jednego z wywiadów, zapytany o opinię na temat giganta z Redmond, wyraził tylko jeden, pojedynczy żal, a był nim zarzut wypuszczania na rynek „trzeciorzędnych produktów”. Moim zdaniem, tak właśnie na sprawy Wielki Szef patrzył. Dla niego liczyła się sztuka wytwarzania okoliczności dla powstawania wielkich produktów, stanowiących kamienie milowe elektroniki użytkowej, oraz ich hipnotyzująca, mistrzowska prezentacja i jak największa sprzedaż. Dla jego inżynierów z kolei, oczkiem w głowie było tworzenie urządzeń, które mogą być równie dobrze wystawiane jako eksponaty w galerii sław historii wzornictwa przemysłowego. Steve Jobs wielokrotnie przypominał, że celem Apple jest przede wszystkim dostarczanie „wspaniałych produktów”.

Lead

Bez względu na to czy lubi się Apple, czy nie, jest jedna rzecz, której nie można jej odmówić. To pierwszorzędne znaczenie firmy w ugruntowywaniu nowych standardów technologicznych. Zgodnie z tym, jak to kiedyś pięknie ujął Picasso: „dobrzy artyści naśladują, wielcy artyści kradną”, Steve Jobs nigdy nie wstydził się tego, że Apple jako takie niczego naprawdę nowego na rynek nie wprowadziło. Niezwykłe umiejętności łączenia ze sobą elementów większej układanki w jedną, piękną w swej formie i zrozumiałą całość, niejednokrotnie powodowały, iż można było ulec iluzji, że to właśnie Apple jest Twórcą.

Apple będzie zapamiętane jako pierwsze w kilku kategoriach dlatego, że jako pierwsze zamknęło w urządzenie istniejące już wcześniej pomysły, w wystarczająco dobrym stylu. Jest więc wielkim artystą. Reszcie pozostawiając rolę zaledwie dobrego artysty. (W sensie ogólnym, ponieważ na przykład ruch z iPadem mini jest ruchem dobrego artysty, ale nie będę zagłębiał się tym razem w takie szczegóły)

Electronics

Odniosłem się już wcześniej do prezentacji iPhone’a z 2007 roku i powracam do niej ponownie. Podczas tego historycznego wystąpienia bowiem, Jobs ogłosił odrzucenie słowa Computer z nazwy firmy. Ten symboliczny gest miał oczywiście jak najbardziej sens, ponieważ Apple to coś znacznie więcej niż skojarzenie z komputerem. Opierając się tylko na produktach projektowanych w Cupertino można określać stan elektroniki użytkowej na świecie w danym momencie na osi czasu. Jest tylko kilka słabych punktów, do których zaliczyć można na przykład świat gier elektronicznych. Mimo to jednak obraz jest w miarę pełny. Produkty Apple nierzadko były już w przeszłości wzorem i definicją tego czym jest dobra elektronika użytkowa. Uważam za słuszne stwierdzenie, że Apple to synonim tej sfery naszego życia, nawet jeżeli ktoś ma swoje powody, by osobiście nie lubić ani firmy, ani jej propozycji. Apple w świecie elektroniki użytkowej nie da się po prostu ignorować.

Można oczywiście inaczej. Można podstawić inne słowa, inne znaczenia. W mojej głowie jednak, kiedy myślę o Apple, są to najważniejsze symbole, które konstytuują aktualną pozycję firmy. Historia koncernu z Cupertino zataczała jednak już wcześniej dziwaczne kręgi, więc każdy z wymienionych przeze mnie elementów składowych może w przyszłości stracić na znaczeniu. Jednakże nawet w takim przypadku (w końcu wszystko się kiedyś kończy) już dziś można oddać ludziom z Cupertino honor za niewątpliwie ogromy wkład w historię urządzeń elektronicznych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s