Moje prywatne Cupertino

Moja historia z Apple to pasmo wzlotów i upadków, paradoksów, uwielbienia i niechęci. W tym doświadczeniu najbardziej stałymi elementami od zawsze był podziw wobec wzornictwa sprzętu, magii marki, a także ogromny szacunek i respekt względem Wielkiego Szefa. Ale nawet w tych żelaznych punktach, najmocniejszych kartach koncernu, powstały rysy i zadrapania. Sprzętowo bardzo mocni, niemal niepokonani, do dzisiaj mają gdzieś lokalizację klawiatury, aby ułatwić pisanie na niej w danym języku. To pokłosie zuchwałego przekonania, że inżynierowie Apple wiedzą wszystko lepiej, niż nie mający nic do gadania użytkownicy ich tworów. Wiadomo, że układ klawiatury opracowany dla maszyn z systemem Windows jest najbardziej ergonomiczny dla piszącego w języku polskim. Chodzi oczywiście o położenie klawisza alt, dla nas całkowicie krytycznego z funkcjonalnego punktu widzenia.

Część użytkowników maców starało się mnie przekonać, że to tylko kwestia przyzwyczajenia, ale bardzo przepraszam – dla mnie domyślny układ klawiatury na tych komputerach to jakieś kompletne nieporozumienie. Jeżeli mam coś napisać na macu, muszę przemapować sobie alt z command, nie ma innego wyjścia! Inaczej są błędy i tortura z prawidłowym trafieniem w odpowiedni klawisz. Przy tym zaznaczam, że jestem dość nietypowym użytkownikiem, ponieważ po pierwsze piszę więcej niż przeciętny, a po drugie piszę bezwzrokowo dziesięcioma palcami, więc poszczególne klawisze muszą być tam, gdzie się ich spodziewam. Praca przy domyślnych ustawieniach każdego maca w takim programie jak Word, to horror jeszcze z tego względu, że kombinacje klawisza command z literą, którą chce się aktualnie zdiakrytyzować (chociażby „o” czy „l”) to konkretne komendy i zamiast pisać dalej tekst, przy takiej pomyłce trzeba bawić się w zamykanie wyskakujących okienek dialogowych itd. Jest po prostu źle.

Steve Jobs to postać kultowa, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Podczas porywów fanatycznego uwielbienia płakałem i śmiałem się na przemian, oglądając prezentacje produktów prowadzone przez tego Mistrza Ceremonii. Marketing stosowany przez Jobsa to marketing emocjonalny – chwytający za serce i opierający się na najsilniejszych, podstawowych ludzkich uczuciach. Dlatego też tak cudownie skuteczny. Jednakże perfidia tych technik manipulacji szkodziła mi bardzo podczas tendencji spadkowej moich osobistych odczuć wobec firmy i jej dorobku. W takich chwilach kląłem i pukałem się w czoło, że też ten typek ma czelność wciskać mi tak bez pardonu te swoje bełkotliwe farmazony. Doprawdy dziwne było to uczucie, chociaż przypominało swą istotą coś zupełnie normalnego, a co w psychologii nazywane jest freudowskim kompleksem Edypa. Dzisiaj pozostał mi tylko szacunek i uznanie zasług, ale symptomatycznym pozostaje mój brak świętości w podejściu do tematu.

Moim pierwszym urządzeniem od Apple był iPod Nano, trzeciej generacji, którego używam intensywnie do dzisiaj (rocznik 2007, żadnych napraw, a bateria trzyma jak nowa). Niezawodność tego odtwarzacza złożyła się również na znacznie późniejszą decyzję zakupu iPada (Nowy iPad Retina, trzecia generacja, rocznik 2012), chociaż w tym przypadku tak naprawdę decydujący był dostęp do platformy iOS. Ponieważ zainwestowałem całkiem nieźle w zbiory na iTunes, zawsze mogłem polegać na iPodzie, jestem przekonany, że nigdy nie będę żałował inwestycji we wzorcowy po dziś dzień tablet. Aby uniknąć wszelkich niedomówień: tak, jestem nadal wściekły za głupi i bezsensowny ruch wypuszczenia czwartej generacji poza utartym harmonogramem! Wstyd, Apple, wstyd! iPad w szczególności jest doskonałym przykładem rozdwojenia uczuć, które żywię do produktów z Cupertino: piękny sprzęt z okropnym oprogramowaniem. Tę kwestię dokładniej uargumentuję w kolejnych wpisach.

Podsumowując moją historię, Apple jest dla mnie symbolem. Symbolem jednakowoż niejednoznacznym. Nie jest ani złem wcielonym, ani ostateczną ikoną perfekcji objawionej. W pewnym sensie jest to też symbol mojego dotychczasowego doświadczenia technologii IT w ogóle, gdzie jest tak wiele rzeczy wprost wspaniałych, a jednocześnie tak wiele jeszcze niedoróbek i rażących braków. Jestem zatem rozdarty. Spodziewać się należy schizofrenicznych opinii. Jednego staram się trzymać – obiektywizmu. Nie jestem fanbojem, nie jestem wyznawcą. Jestem technologicznym oportunistą, który pójdzie wszędzie tam, gdzie są dobre pomysły.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s