Adieu, Mr. Sinofsky

Nienawidzę i uwielbiam zarazem takie dni, jak dzisiejszy. W wyniku nagromadzenia się okoliczności natury ogólnej, niespodziewanie późno zabrałem się do zwiadów po najnowszych wieściach ze świata IT. Otrzymałem cios gołą pięścią portalu technologicznego w postaci sensacyjnego wręcz doniesienia o „odejściu” szefa działu Windows. Nienawidzę, bo takich wiadomości nie lubię dostawać jako ostatni, a poza tym jest mi ona wyjątkowo nie w smak. Uwielbiam z kolei, bo wydarzeń o takiej wadze nie doświadcza się na co dzień i jest teraz o czym czytać i o czym myśleć. Na początek można się zanurzyć w morzu domysłów i spekulacji.

Dlaczego dałem cudzysłów? Bo jakoś nie wierzę w samodzielność decyzji. W krótkim oświadczeniu prasowym Ballmera wyczytałem takie oto zdanie:

„…To continue this success it is imperative that we continue to drive alignment across all Microsoft teams, and have more integrated and rapid development cycles for our offerings…”

Biorąc pod uwagę charakterystyczne dla CEO puszczanie pary z ust w materiach szczególnie delikatnych, myślę, że to jedno zdanie mówi najwięcej o prawdziwym podłożu ustąpienia ze stanowiska lidera zespołu Windows. Sinofsky „w trybie natychmiastowych, bezzwłocznie” oddał stołek koleżance Julie Larson-Green, którą Ballmer określił mianem osoby o wysokich kwalifikacjach interpersonalnych (fakt, tylko między innymi, ale nie umniejsza to doniosłości tej deklaracji), a więc dodając dwa do dwóch, bardzo możliwe, że poszło o trudny charakter byłego szefa Windows.

Inną sprawą jest to, że w liście do pracowników Microsoftu, Sinofsky mówi o jakiejś bezsensownej, mitycznej nowej drodze, którą chce odtąd podążać. Niby chce się rozwijać i szukać nowych inspiracji, rozwijać nowe produkty, a kilka zdań później rozpływa się nad tym, jak to cudownie było pracować nad „nową erą” produktów i usług w Redmond. To po prostu nie trzyma się kupy. Gdzie, jak nie w Microsoft, mógłby ten człowiek sięgać jeszcze dalej? Coś mi tutaj mocno śmierdzi. Jego oficjalne wyjaśnienie wydaje mi się mało wiarygodne. Czuję, że jest nieszczere.

Bardziej mi to wygląda na personalną czystkę. Możliwe, że plotki o wewnętrznych niesnaskach i zgrzytach zawierają ziarenko prawdy i po wykonaniu, moim zdaniem, kawałka świetnej roboty z Windows 8, powiedziano temu panu „Adieu, Mr. Sinofsky”.

Jakoś nie widzę na stanowisku tak specyficznym Larson-Green na dłużej. To nie jest osoba aż tak zaawansowana technicznie, ani równie charyzmatyczna medialnie, jak poprzednik. Jest w tym jakaś podskórna tymczasowość. Oddając jednocześnie cały, w pełni zasłużony, szacunek w stosunku do dotychczasowej pracy Larson-Green, jeżeli była to decyzja odgórna, to był to błąd. Duży błąd. W technologii potrzebny jest teraz przebój, błyskotliwość, teatr, a do tego potrzeba ludzi z charakterem. Na boisku zostali, jak dla mnie, Ballmer i Panay. Skromna to drużyna i ciężko będzie im w duecie strzelić trudnego gola, jakże ważnego w tym meczu. Bramkarz jest bardzo silny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s