Office 365 HPP – instalacja

Szesnastego lipca, zaledwie w kilkadziesiąt minut po tym, jak Microsoft upublicznił testową wersję nowego pakietu biurowego, ze spoconymi rękoma zabrałem się za instalację pachnącego jeszcze fabryką oprogramowania. Na pierwszy rzut poszedł pakiet z rodziny Office 365 – Home Premium – w wersji C2R, jak już wspomniałem w poprzednim wpisie. Biorąc pod uwagę szybkość działania, minimalną przestrzeń na dysku potrzebną do pracy, a także dostępność pakietu na pięciu różnych komputerach, staje się ta nowa, odważna wizja oprogramowania przyszłości moją ulubioną. Szalenie ciekawy będzie aspekt cenowy, ale ponieważ jest to wciąż zagadką, skupiam się na innych cechach C2R. Jest kilka charakterystycznych.

Prędkość instalacji od razu daje pojęcie, z jak nowoczesnym oprogramowaniem mamy do czynienia. Moment od kliknięcia na instalator, do uruchomienia się pierwszej aplikacji (którą w normalnym procesie jest PowerPoint, aby zaprezentować kilka informacji o nowym Office) można odliczać ze stoperem. To kwestia kilkudziesięciu sekund! Naprawdę. O to właśnie chodzi. Brawo!

office7

Po kliknięciu “Take a look” odpala się wspomniany PowerPoint. Okno ładowania programu jest, podobnie jak całość pakietu, okrojone z ozdobników, odświeżone, sprowadzone do podstaw. W pewnym sensie te małe okienko reprezentuje cały produkt. Widoczna jest również w tym miejscu praca w tle, co widać na poniższym zrzucie. Ponieważ w tle pakiet wciąż się instaluje, do aplikacji spływają najważniejsze części kodu potrzebne do wykonania bieżącego zadania (Streaming required features…).

office8

Nowy Office to przeniesienie wszystkich najcenniejszych właściwości języka projektowego Metro do “tradycyjnych aplikacji” z pulpitu. Czysta linia, przejrzyste wzornictwo, pewna dwuwymiarowa, płaska planszowość interfejsów, prostota. To zderzenie starego z nowym widać też na pasku zadań, gdy przypniemy sobie odnośniki do poszczególnych komponentów pakietu. Nie wiem, czy wystarczająco dobrze widać to na poniższym zrzucie, ale w realnym użytkowaniu wręcz oczywisty jest ten dysonans między starym i nowym. W moim poczuciu, “nowe” przyciąga do siebie iście magnetyczną siłą. Zresztą czy to się komuś podoba, czy nie, nie da się tego powstrzymać. Zasady Metro to przyszłość interfejsów na długie lata. Przynajmniej w świecie Microsoftu. Ze swojej strony nie mam wątpliwości, iż będzie to zaraźliwa tendencja. Starające się naśladować realne przedmioty, sztucznie trójwymiarowe ikony, zawsze kojarzyłem z totalną wiochą.

ikony

W najczystszej postaci, programy składające się na pakiet biurowy Office 2013 to białe plansze z naniesionymi na nie funkcjami zebranymi razem w górnej części w formie wstążki. Tym razem wstążka nie udaje grupy przycisków, jak to ma miejsce w poprzednich edycjach wyposażonych w tę ideę. Nowa wersja to raczej wskazanie funkcji samej w sobie, a nie wyznaczenie pola dostępu do niej. To istotna zmiana w filozofii podejścia do tematu udostępnienia, proces który mocno jest teraz w Redmond ćwiczony, czego najlepszym przykładem może być OneNote w wersji Metro, ale o tym więcej może innym razem. W każdym razie wszystko jest płaskie, a gdzie nie gdzie pojawia się tylko drobny akcent kolorystyczny. Instalator udostępnia jednak pewne czysto ozdobne elementy, które można modyfikować dowoli już po instalacji, w opcjach danego programu. Domyślnie wygląda to tak:

brak grafiki

Ale jak komuś to nie odpowiada, może dodać swoje “pięć groszy” wybierając z listy kilku tematów na przykład taki, zupełnie dla mnie bezsensowny, wzorek:

grafika

Także nawet w tym ascetycznym, przeczyszczonym interfejsie jest coś dla fanów personalizacji. Wracając jednakże do cech charakterystycznych, to za najważniejszą, najcenniejszą i w ogóle naj, naj, naj, uważam pełną, domyślną integrację z personalnym dyskiem internetowym SkyDrive. Zabawne jak ta funkcjonalność, która jest przecież dostępna dla wszystkich od dłuższego już czasu, objawia się przy tej okazji jako coś nowego i ekscytującego. Nagle SkyDrive to wielka sprawa. Ale to już nieważne. Liczy się to, że jest, działa i dostarcza kupę radości, ponieważ praca z dokumentami synchronizowanymi automatycznie w chmurze to wygoda, nowoczesność i zdwojona produktywność. Jest to również symbol pewnej zasadniczej zmiany w organizacji dostępu do plików, czy też ich współdzielenia – twoje biuro powiązane jest z twoim Windows ID, a nie z konkretną maszyną, na której jest zainstalowane. Integracja ze SkyDrive następuje już na etapie pierwszej instalacji.

office6

W systemie instalowany jest również klient SkyDrive, aby można było zapisać tam dokumenty, w razie gdy pracujemy akurat w trybie offline. Cały proces od początku do końca zajmuje może jakieś pięć minut. Po tym można już normalnie pracować. Do dyspozycji mamy mocny zestaw siedmiu programów z Oulookiem łącznie. Wszystko sprawnie, szybko, bezboleśnie. Na koniec zrzut bez zbędnego komentarza.

office3

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s