Status Quo sieci

We wczorajszym wpisie wspomniałem o przeglądarce Google Chrome i jej implementacji technologii Flash od Adobe. Ponieważ podobne plany zdradził już zespół IE, a kolejna w kolejce ustawia się Fundacja Mozilla, sprawą przesądzoną jest rychła powszechność tego typu rozwiązania. Niby wszystko gra i jest w porządku, bo moim zdaniem jest to najlepsza i najskuteczniejsza z możliwych opcji, a już na pewno zapewniająca najlepszą możliwą wydajność i bezpieczeństwo, co niejednokrotnie udowodnił już zespół Chrome łatając tego dziurawca jeszcze zanim zdążyło to zrobić samo Adobe! Problem polega na tym, że przy obecnym stanie rozwoju sieci obsługa Flash nadal jest bardzo potrzebna. Zdecydowanie zbyt dużo stron opiera się na tej przestarzałej technologii, a na ukończenie standardu HTML5 – ostatecznego ratunku dla dzisiejszych problemów – poczekamy jeszcze pewnie ze dwa lata.

Z ciekawości poczyniłem kiedyś pewien eksperyment i z premedytacją unikałem instalacji czegokolwiek od Adobe na testowym systemie operacyjnym. Następnie zainstalowałem wszystkie z pięciu liczących się przeglądarek internetowych i rozpocząłem intensywny test eksploracji zasobów internetu łącznie z pomiarem pracy i wydajności poszczególnych programów, więc podszedłem do tematu poważnie i metodycznie. W rezultacie chciałem odpowiedzieć sobie na pytanie: który z popularnych programów w realnym użytkowaniu sprawuje się rzeczywiście najlepiej zarówno na wierzchu, jak i pod skórą? Zdecydowanie na ostatnim miejscu uplasowało się Safari, które to nie ma chyba żadnego sensu poza środowiskiem od Apple. Niedostatecznie dobrze zachowywały się zarówno Opera, jak i Firefox, a najbardziej zadowolony byłem z pracy z Chrome i IE, chociaż produkt Google miał ogromny apetyt na zasoby komputera, a rzeczy które robił w tle do dzisiaj pozostają dla mnie tajemnicą. Niemniej to właśnie tytułowy stan rzeczy sieci net wyłonił ostatecznego zwycięzcę w kategorii użyteczności, a to ze względu na Flash. Sieć bez Flash’a na dzień dzisiejszy podobna jest w ocenie ogólnej do uśmiechu dziewczyny, gdzie wszystkie zęby są równe i białe, ale niestety brakuje w nim górnej jedynki. W przypadku normalnej, codziennej pracy, gdy potrzebne mi są po prostu informacje IE sprawował się znakomicie. Jednakże jeżeli miałem ochotę na odrobinę rozrywki, zawsze kończyło się na odpaleniu Chrome. Poruszając się po kanale HTML5 serwisu YouTube nie mogłem wytrzymać dłużej niż piętnaście minut na innych przeglądarkach, bo zawsze trafiałem na materiał, który obsługiwany był tylko przez wtyczkę Flash. Konwersja materiałów wideo na obsługę bez wtyczkową jest jeszcze w mocnych powijakach. Sieć przedstawia pejzaż smutny i niepokojący, gdyż w przeciwieństwie do systemów operacyjnych, w których radykalnych zmian można dokonać na przestrzeni jednej zaledwie generacji, z różnych, składających się do kupy przyczyn, nie ma co liczyć na dynamiczne zmiany. I chyba niestety odnosi się to również do antycznego Flash’a, Najlepszym na to dowodem są podejmowane przez czołowych producentów wysiłki w kierunku integracji tej technologii z kodem współczesnych przeglądarek internetowych.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s