Teoria otwartego okna

Od czasu do czasu zdarza mi się oderwać od codzienności użytkowania komputerów, tak, aby ogarnąć w szerszej perspektywie to, z czym mamy do czynienia. Moje osobiste testy związane z najnowszą platformą giganta z Redmond są poniekąd związane z wejrzeniem w przyszłość graficznych interfejsów współczesnych systemów operacyjnych, a co za tym idzie papierkiem lakmusowym przyszłych tendencji. Jak nietrudno się zorientować środowisko Metro wywołało szeroką falę kontrowersji na spokojnym morzu zaledwie ewolucyjnych zmian, które spotkały w ostatniej dekadzie wszystkie liczące się platformy. Moim zdaniem właśnie owa przewidywalność, nudna, ale bezpieczna jest główną przyczyną niechęci wielu ludzi wobec tego, co zapowiedział Microsoft. Sprawa jest poważna, bo dotyczy przecież najpopularniejszego systemu operacyjnego świata. Wzbudza więc poważne emocje. W tej kwestii mam mieszane uczucia. Z jednej strony godne szacunku jest to, że firma podjęła ryzyko, którego sam się nie spodziewałem, a z drugiej, jak dla mnie, mogliby pojechać po bandzie jeszcze bardziej. Mimo, że samą koncepcję Metro uważam za wspaniałą, to coraz bardziej dociera do mnie, że potencjał nie zostanie wykorzystany w pełni. Przynajmniej jeszcze nie tym razem. To niemal tak, jakby zdać sobie sprawę z rodzących się możliwości, ale najlepsze kąski pozostawić nadal w sferze wyobraźni. Ten brak pełnej konsumpcji pozostawia nieprzyjemny niedosyt. Za ilustrację nich posłuży zrzut ekranu z nowym Menadżerem Zadań:

Task Manager

Centralna część narzędzia wygląda nowocześnie, przejrzyście, a najważniejszą funkcją jest od samego początku do końca przekaz informacji. Mimo, że jest to program napisany w środowisku Aero, to koncepcyjnie blisko mu do Metro. Podobną tendencję widać zresztą we wczesnych rozwiązaniach estetycznych wprowadzanych obecnie do następcy pakietu biurowego Office 2010. Interfejs Aero coraz bardziej staje się zbliżony do doświadczenia użytkownika propagowanego przez Metro. Ale bieżący stan rzeczy zarówno cieszy, jak i rozczarowuje (być może ten doznaniowy dualizm jest czymś perfidnie zamierzonym, zgodnie z dwuśrodowiskową naturą systemu), bo czy nie piękniej byłoby w ten sposób?:

Mock up

Nie wiem komu jeszcze potrzebna ta fatalna belka z przyciskami nawigacyjnymi? Nie wiem po co karmić wzrokiem te paskudne, niedorobione, archaiczne opcje menu? Nie wiem dlaczego nie można zadbać o monolityczność czegoś, co o tę cechę się po prostu aż prosi? Ale to tylko jeden z aspektów, chociaż ważny, bo tego rodzaju szczegóły powodują, że nie można w pełni nacieszyć się nowym. Dużo bardziej ciekawe wydaje mi się jednak zagadnienie tego czym jest ów “nowoczesny” system operacyjny. W gruncie rzeczy to wciąż obiekt nachodzący na obiekt, okno na oknie, interfejs na interfejsie, itd. Jest wystarczająco jasne, że na dużą skalę nie da się przeprowadzić rewolucji na przestrzeni tylko jednej generacji oprogramowania. Microsoft postanowił zrobić parę rzeczy na nowo i do dzisiaj mu się za to nieźle dostaje, niemniej to pewnie dopiero początek krytyki. Ale bez takich śmielszych kroków w domach mielibyśmy nadal XP z nowym zestawem tapet na pulpit.

Najbliżej ideału w dziedzinie, którą mam na myśli, znalazło się, póki co, Google ze swoim wielkim niewypałem – Chrome OS. Chodzi tu oczywiście o samą ideę, a nie jej praktyczny, jak się okazuje, skomplikowany w skutecznej implementacji wymiar. Najistotniejsza jest tu dla mnie konsolidacja jednolitego, spójnego doświadczenia użytkownika na najwyższym znanym mi poziomie. System składa się z zaledwie jednego interfejsu przeglądarki Chrome, która dostała nadzwyczajną funkcjonalność. Tak właśnie wyobrażam sobie naprawdę nowoczesny system operacyjny. Pełen możliwości, ale działający na zasadzie otwartego ona, w którym odbywają się wszystkie operacje, wyświetlane są wszystkie ekrany programowe. Z czysto technologicznego punktu widzenia najbliżej byłoby takiemu systemowi do sposobu działania wyświetlacza typu ePapier, zanego z czytników Kindle. Jedna powierzchnia obejmująca każdy piksel ekranu, na której rysowane są poszczególne okna wraz z płynnymi efektami lekkich animacji przejścia, aby nadać charakteru, jak w środowisku Metro. Każdy program czy narzędzie napisane byłoby tak, aby wyświetlać swoją zawartość bezpośrednio na tej powierzchni, rozdzielając ją na części czy mniejsze segmenty w razie potrzeby. Byłoby to dla mnie coś na wskroś nowoczesnego. Koniec ze szperaniem po systemie w celu wykonania zadania. W takim interfejsie kluczowa byłaby funkcja wyszukiwania. Nie można by było bowiem zajrzeć “pod skórę” w poszukiwaniu jakiejś funkcji czy ustawienia. Cały interfejs systemowy to owa elastyczna powierzchnia wyświetlająca, to wszystko. Wyszukiwanie powinno być realizowane zarówno z klawiatury, jak i za pomocą komend głosowych, a technologie takie jak Siri udowadniają, że staje się to coraz bardziej wykonalne. Powinno być również kontekstualne i inteligentne w działaniu. Wyobraźmy sobie na przykład sytuację, w której słabo obeznany z działaniem systemu użytkownik chciałby dowiedzieć się czy można połączyć jego maszynę ze starszym komputerem w ramach grupy domowej. Powinien mieć możność zadania pytania w naturalny dla siebie sposób, a system powinien móc wychwycić kontekst i przedstawić możliwe rozwiązania problemu prosząc, powiedzmy, o wprowadzenie nazwy komputera, z którym chcemy się połączyć lub podać do niego hasło, całą resztę roboty wykonując już za użytkownika w tle. Naturalnym skojarzeniem odnośnie sposobu implementacji takiego rozwiązania jest zestaw technologii internetowych takich jak HTML, CSS czy JS, czyli języków promowanych przez najnowszą platformę Microsoftu, a to głównie ze względu na fakt, że tak skonstruowana nawigacja i przejścia między poszczególnymi aplikacjami przypominałyby poruszanie się po stronach internetowych. Bardzo Chrome OS. Błąd Google leży jednak w tym, że po pierwsze zrobili to źle, a po drugie za wcześnie. Chmura obliczeniowa nie jest jeszcze po prostu wystarczająco dojrzałą koncepcją.

Ostatnio spędziłem kilka chwil ze swoim przyjacielem przed jego komputerem pomagając mu z paroma ustawieniami, które są dla mnie całkowicie oczywiste i proste. Takie sytuacje uświadamiają jak mało klarowną i łatwą w obsłudze konstrukcją jest komputer osobisty i jego system operacyjny. Dla osoby, która jest zwykłym użytkownikiem komputera zmiana ustawień programów ładujących się wraz z systemem jest nie lada problemem. Tacy ludzie po prostu nie wiedzą gdzie szukać, a szkoda im czasu na to, by się dowiedzieć. Sprowadza się to do tego, że proszą o pomoc innych, którzy grzebią w ich “osobistych” komputerach. A przecież mówimy o Windows – systemie dla ludzi, który pozostaje do dzisiaj relatywnie najprostszy w obsłudze. Windows 7 okazuje się być systemem wciąż zbyt skomplikowanym. Aby nad nim w pełni panować wymaga przyswojenia zbyt dużej ilości wiedzy. Ciekaw jestem czy to, co zaoferuje Windows 8 w kierunku prostoty, będzie dostatecznie dobre.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s