Problem sieci społecznościowych

Bieżąca moda na społecznościówki jest wypadkową naturalnych ludzkich cech takich jak wojeryzm, ciekawość, wścibskość, potrzeba poczucia bliskości i kontaktu, chęci zaistnienia i bycia zauważonym. Jednak, jak wszystko w internecie, ma swoje jasne i ciemne strony. Na pewno dobrą rzeczą jest posiadać narzędzie, które pozwala szybko dowiedzieć się co dzieje się w życiu osób geograficznie usytuowanych od nas daleko, a bliskich w wymiarze duchowym. Inaczej już postrzegam jednak tego typu kontakt z osobami, które i tak są dla nas dostępne i można sobie z nimi pójść na przysłowiowe piwo. Społecznościówka pełni wtedy wygodną formę substytutu międzyludzkich kontaktów, co jest wypaczeniem i rzeczą niebezpieczną. Jedną z okazji aby się o tym przekonać jest wizyta w dowolnym pubie lub kawiarni i mimowolne zanurzenie się w konwersacji ludzi siedzących obok, chociażby w sytuacji, gdy czekasz na kogoś, kto ma wkrótce nadejść. Niezliczoną ilość razy udało mi się już przekonać, że ludzie, którzy umówili się na spotkanie korzystając z, przykładowo, Facebooka rozmawiają ze sobą o tym co się dzieje… na Facebooku!!! I jestem przekonany, że samo przedstawienie takiej sytuacji jest już wystarczającym jej komentarzem. Ale to nie wszystko. Ponieważ do społecznościówek ma dostęp praktycznie każdy chętny, rezultatem jest przerost formy nad treścią. W konsekwencji doprowadza to do przyjmowania miernoty komunikacyjnej za normę, a w dalszej perspektywie do masowego obniżenia standardów wysyłanych do siebie komunikatów. Umówmy się, wystarczy kilka minut spędzonych przed komputerem aby przyuważyć miałkość i błahość tematów poruszanych w postach. Na dobrą sprawę przeciętny użytkownik wprowadza tam informacje o tym co widział, czytał lub jadł na śniadanie, a jakoś nie wydaje mi się żeby to było naprawdę ważne, biorąc pod uwagę ilość takich banałów płynących zewsząd nieprzerwanym potokiem cyfrowego bełkotu. Owszem można się czasem dowiedzieć o czymś pożytecznym, do czego może by się w ogóle nie dotarło lub dotarło znacznie później, ale problem leży tutaj w skali tego zjawiska. Nie ma odpowiedniego algorytmu aby oddzielić treści potencjalnie interesujące od rzeczy zwyczajnie zbędnych. Prace nad stworzeniem sztucznej inteligencji, która dostosuje na przykład wyniki wyszukiwania do preferencji użytkownika na podstawie jego aktywności społecznościowej są kierunkiem dobrym i pożądanym, ale jest to jeszcze dalsza przyszłość i na próżno na razie szukać sprawnego mechanizmu tego typu w sieci. Pozostaje masowość, a co za tym idzie mała rzeczywista wartość wynikająca z poświęcenia czasu na przeglądanie wiadomości. Moim zdaniem nigdy nie powstanie sieć społecznościowa warta zachodu z dwóch względów: powszechnej dostępności (wynikającej z samej natury) oraz poczucia anonimowości i większej swobody wypowiedzi, którą daje internet nawet, gdy wysyłamy posty pod własnym nazwiskiem. Te czynniki bowiem mieszają ze sobą użytkowników dojrzałych z tymi, którzy są członkami albo po to by się wyżyć, albo po to by wyrazić swoją “wyjątkową” osobowość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s