Apple bez Jobsa – koniec ekscytacji?

Wczoraj stało się to, czego wielu fanów Apple trochę się obawiało – nowy CEO Apple, Tim Cook, po raz pierwszy zastąpił na scenie Wielkiego Szefa. Równocześnie wyraźnie wyszedł na światło dzienne fakt, że wraz z usunięciem się Jobsa w cień, zakończyła się ważna era dla całej firmy z Cupertino. Nie jest nawet ważne czy jest to zbieg okoliczności, czy też nie, że pierwszym produktem zaprezentowanym przez dotychczasowego wiernego zastępcę był zaledwie ewolucyjny iPhone 4S. Bez względu na okoliczności temu towarzyszące jest to po prostu fakt. Komentarze towarzyszące wczorajszej konferencji zdradzają w mniejszym lub większym stopniu pewne rozczarowanie.

Nie chcę wyjść na hipokrytę – kocham Apple i nadal nie przestaję być fanem ich wzornictwa sprzętowego, które jest po prostu najlepsze na świecie, a to, że osobiście uważam Kalifornijczyków za przegranych na polu konkurencji w systemach operacyjnych nie zmienia diametralnie postaci rzeczy. Mac OS X jest systemem dobrym i wiele rzeczy w nim mi się podoba, ale Microsoft ze swoim Windows Phone, a wkrótce również Windows 8, jest zwyczajnie według mnie znacznie, znacznie lepsze i to zarówno w sensie czysto technologicznym, praktycznym, czy też filozoficznym. Inżynierowie z Redmond pociągnęli te sprawy w nowym, ciekawym kierunku, a że jest to dość rewolucyjne widać chociażby w sposobie ustosunkowania się do rzeczy ludzi, którzy mieli okazję bliżej się z tymi platformami zapoznać. Znam takich, którym się to bardzo podoba, ale znam też takich, którzy uważają, że jest to jakieś kompletne nieporozumienie. Wszystkim krytycznie ustosunkowanym chciałem w tym miejscu podpowiedzieć tylko jedną rzecz: podobnie kategorycznie większość użytkowników komputerów oceniała jako ślepą uliczkę wprowadzoną w latach osiemdziesiątych nawigację myszką. Pomyślcie o tym. Dziś nikt już nie mówi, że Douglas Engelbart się mylił. Jest to jednakże miałki temat do dyskusji, bo nie o to chodzi żeby kogokolwiek do czegoś przekonywać. Każdy ma prawo do swojej własnej opinii. Szkoda tylko, że część gorliwych krzykaczy dysponuje małą wiedzą o tym, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Chyba zdecydowanie większa część świata oczekiwała po konferencji Let’s Talk iPhone odsłony nowego modelu iPhone 5. Pokazano iPhone 4S. Ten sam wygląd zewnętrzny, inne wnętrzności, no i nowa wersja iOS-a (z implementacją tak ciekawych rzeczy jak chociażby Siri). Do tego dochodzi jeszcze iCloud oraz obsługa dwóch zakresów – GSM i CDMA. Nie bez znaczenia jest dwurdzeniowa grafika albo znacznie poprawiona optyka kamery. Mimo to jest pewien niedosyt. Niby wszystko fajnie, ale chciałoby się jeszcze usłyszeć te słynne “O, and there’s one more thing!”. Wniosek jest jeden: będzie za czym tęsknić. Steve Jobs ustawił poprzeczkę tak wysoko, że nie widzę nawet jednej osoby, która mogłaby mu dorównać. Nie owa charyzma, intelekt, wizjonerstwo czy cokolwiek innego jest teraz najważniejsze. Człowiek zrobił swoje i zasłużył na wypoczynek. Pytaniem jest co będzie dalej z produktami, które tenże człowiek tak znakomicie prezentował od drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych? Sam byłem ciekaw i naprawdę liczyłem na zupełnie nowy model telefonu, podobnie jak pozostali. Sądziłem, że iPhone 4S, który nota bene był pewniakiem, będzie tylko dodatkiem, tą “jeszcze jedną rzeczą”. Wyszło raczej inaczej. Może to uczucie tylko chwilowe, ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić coś równie porywającego jak ogłoszenie iPada w wykonaniu korporacji z Cupertino w najbliższej przyszłości. Przykro, bo Apple w pewnych kwestiach wyznaczało do tej pory wzorcowe standardy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s