Rewolucja, a nie ewolucja!

Praktycznie codziennie zaglądam do bloga technologicznego Building Windows 8, gdzie stopniowo pojawia się więcej wiadomości o konkretnych rozwiązaniach, które znajdą się w przyszłorocznej wersji systemu. Coraz bardziej również niecierpliwię się i niepokoję, bo to, co widzę na razie dotyczy ostrożnych wynurzeń na temat, ze strony inżynierów z Redmond. Oczywiście od początku wiedziałem, że nie ma co liczyć na prawdziwe rewelacje do momentu zakończenia konferencji Build we wrześniu, ale coraz mniej jestem pewien proporcji w wydaniu na laptopy rzeczy zupełnie nowych, jak nowy ekran start, wobec podrasowanych staroci, jak na przykład dopalony wstążką eksplorator. Wciąż pokutuje w ujawnionych materiałach antyczne podejście do interfejsu, a ponieważ takie rzeczy, jak wspomniany eksplorator mają sens w starej metaforze, skłaniam się coraz bardziej ku przekonaniu, że nie będzie to produkt rewolucyjny, a ewolucyjny, wbrew temu co jeszcze w czerwcu zapowiadał Steven Sinofsky. Bo niby czemu ładować tyle energii w dozbrajanie i ulepszanie czegoś co znamy z Windows 7? Do tej pory trzymałem się myśli, że momentami cofania się do obecnego interfejsu będzie praca na pakiecie office. Ale ze strzępków informacji na temat budowy nowego systemu wynika, że z tym interfejsem będziemy mieli, znacznie, ale to znacznie więcej do czynienia.

Ostatnimi czasy podjąłem kilka ważnych decyzji w jaki sprzęt zainwestować i w co się zaopatrzyć mając na uwadze, że pozostanę jednak przy systemach Microsoftu, unosząc się na fali ekscytacji nowościami, które Redmond raczył ujawnić. W czerwcu i lipcu żywiłem nadzieję, że to będzie wspaniały system, właśnie taki, jakiego chciałbym używać, to znaczy taki, który zmusiłby mnie do zmiany przyzwyczajeń, pokazał, że można inaczej i lepiej, a w codziennym użytkowaniu zachwycał pięknem i świeżością. Innymi słowy liczyłem na wszystko to, czego nie ma w Mac OS X, który jest jedynym powodem, dla którego zaczynam myśleć dwa razy przed zakupem laptopa z nowej linii MacBook Air. Tymczasem odkąd uruchomiono wspomniany blog, wciąż tylko słyszę o transformacji przypominającą tą, jaką przeszła Vista wobec W7. Stąd niecierpliwość, bo chcę czegoś nowego, a nie tylko podrasowanej siódemki. Jeżeli na laptopach okaże się, że ósemka będzie lepszą siódemką z kilkoma nowymi świecidełkami to będę srodze zawiedziony. Bo sprawa na dzień dzisiejszy wygląda tak: jeżeli mam się męczyć ze starociami, to wolę te od Apple i żaden tam ultrabook nie będzie mnie obchodził. Sinofsky używa takiego sloganu, że nowy Windows to przedefiniowanie systemu od podstaw. W tym miejscu chciałbym go zapytać, skoro słowo się rzekło, skąd taka niekonsekwencja w sposobie ujawniania tych nowości? Przecież przedefiniowanie to nie proces, w którym dodajemy tylko parę nowych funkcji, zmieniamy lekko wygląd interfejsu i jego funkcjonalność, a nawet przywracamy część opcji znanych jeszcze z XP! To regres łamany przez tuning! Chciałbym też zapytać jak sobie to Sinofsky wyobraża z tą rewolucją, skoro nawigacja po systemie zapowiada się na razie jako śmieszna hybryda? Doprawdy niecierpliwość mnie zżera. Do tej pory siedziałem spokojnie, bo wierzyłem, że widzimy tylko sam czubek góry lodowej, ale dzisiaj widzę, że w praktyce zbyt wiele czasu i energii inwestuje się w coś, co ma sens może jedynie jako drugi service pack do siódemki. I w ten oto sposób zataczam małe koło w sposobie podejścia do tematu, ponieważ moje obawy, wyrażone w pierwszym wpisie na tym blogu, niestety trochę zaczynają się potwierdzać. Nabieram rezerwy czekając na rozwój wypadków we wrześniu. Żywię ogromną nadzieję, że na konferencji Build faktycznie udostępniona zostanie wersja beta, dzięki czemu będzie można wyrobić sobie pojęcie o czym właściwie mówimy. Microsoft skutecznie buduje na razie jedynie napięcie. Ja mam tylko nadzieję, że jak przyjdzie co do czego, nie okaże się to nadmuchaną marketingową bańką. Taki bieg zdarzeń byłby dla mnie równoznaczny z pokazaniem mi środkowego palca.

Jedyną prawdziwą rewolucją, ż jaką mamy dzisiaj do czynienia, to ta dotycząca urządzeń. Bez wątpienia za taką można bowiem uznać powszechne pojawienie się tabletów, smartfonów czy ultracienkich laptopów typu MacBook Air. Tak się też składa, że za tą rewolucją stoi jedna znana firma z Kalifornii. To nie przypadek – oni po prostu wiedzą jak to robić i od czego zacząć, a takim słowem kluczowym będzie tu oczywiście ekosystem platformowy. Właśnie ze względu na ekosystem pierwszym prawdziwym konkurentem na rynku tabletów może być urządzenie od Amazona. W systemach operacyjnych natomiast, wciąż właściwie klepane są te same, lekko tylko zmodernizowane rozwiązania. Czas najwyższy na rewolucję i na tym polu. Zgadzam się z tym, że sposób komunikacji człowieka z maszyną jest ograniczony, ale nie wierzę w to, że osiągnięto już wszystko w kwestii projektowania wyglądu systemów i aplikacji. Sam Microsoft ma kilka świetnych projektów i koncepcji w zanadrzu, co można zobaczyć na różnych filmikach na YouTube. Nie jest dla mnie ważne kto tego dokona, ale żeby w końcu zaczęło się dziać, ponieważ pociągnie to za sobą falę konsekwencji, która stanowić będzie fundament dalszego działania. Chociaż nie jestem bezkrytycznym fanboyem Microsoftu mam nadzieję, że panowie z Redmond pokażą coś, co przyniesie nadzieję na nadejście ery prawdziwej innowacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s