Coraz bardziej Windows Guy

Minął już jakiś czas odkąd uderzyła mnie z całą mocą wizja przyszłej wersji Windows, a nadal często wracam we wspomnieniach do moich pierwszych impresji z tym związanych. Chyba można powiedzieć, że kibicowanie Microsoft i wiara w jakąś pozytywną odmianę stały się moją małą obsesją. W rozmowach łapię się bowiem na dziwnej, zboczonej agitacji. Staję po stronie, jeżeli nie wręcz w obronie, produktu, wobec którego zawsze miałem mieszane uczucia, a owa ambiwalencja uczuć wynika z tego, iż podobała mi się wszechobecność tych systemów, ponieważ, jak już gdzieś wcześniej wspomniałem, jestem wyznawcą monolitycznego, solidnego, dyktatorskiego Super Systemu, który włada niepodzielnie światem komputerów. Śnią mi się czasem takie totalitarne rządy i jest to w tych chwilach jedyny totalitaryzm, który jest czymś pozytywnym. Z drugiej jednak strony obecny stan rozwoju postrzegam jako sztucznie podtrzymywany archaizm. Wiele rzeczy wydaje mi się po prostu wiochą. Windows 8 jednakże to dla mnie wielka sprawa. Być może stanowi on płomyk nadziei, która chce wierzyć, że moloch Microsoft wziął się w końcu do porządnej pracy i wyda coś naprawdę wspaniałego dla nas wszystkich.

Po raz pierwszy zmierzyć mi się przyszło z niedoskonałościami systemów linuksowych, a konkretniej z nie dającą się czasem zaspokoić potrzebą na pewne zestawy narzędzi, które przygotowane zostały tylko dla użytkowników bardziej popularnych platform programistycznych. I tak po zapoznaniu się z pakietem Adobe Web Premium trudno się jakoś łudzić, że pod Linuksem można tak przyjemnie popracować jak pod Windows. Do tego ostatniego zacząłem się logować tak często, że zrezygnowałem ostatecznie z dual boot i kto wie jak to się w przyszłości dalej potoczy. Póki co wróciłem na stare podwórko i układam na nowo zabawki, naprawiam podniszczone piaskowe konstrukcje oraz szykuję nowe fortece. Z ciekawości eksploruję przy okazji status quo Windows 7 anno domini 2011 i testuję głównie oprogramowanie giganta z Redmond, z rzadka instalując coś z innej stajni, a właściwie tylko wtedy, gdy nie ma alternatywy. Muszę przyznać, że na razie niewiele tego jest.

Ostrzę sobie zęby na najnowszy Windows, który według wszelkich znaków na niebie i ziemi już (albo dopiero!) w kwietniu przyszłego roku. Rozglądam się również za następcą mojej starzejącej się już maszyny i mocno się łamię, czy nie dać sobie spokoju z MacBook Air i nie kupić jednak czegoś podobnego po drugiej stronie barykady. Nadal rozpatruję za i przeciw.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s