Pierwsze wrażenia odnośnie interfejsu Immersive

Być może okażę się niesprawiedliwy, lub mam po prostu zły dzień, ale pierwsze wrażenia po obejrzeniu wideo prezentującego kilka szczegółów najnowszego interfejsu Microsoftu dla urządzeń mobilnych, były, najogólniej mówiąc, mieszane. Prezentacja pozostawiła mnie z poczuciem niedosytu. Nie dlatego, iż pozwolono sobie w tym materiale na pospieszną, powierzchowną wycieczkę po podstawowych funkcjach, ale dlatego, że już można się przygotować na próbę „łatania” platformy, czyli na coś, czego bardzo nie chciałem widzieć. Jest to jeden z powodów, dla których uważam, że popularność Windows to pomyłka wynikająca ze zbiegu okoliczności, o których wszyscy lekko zorientowani w temacie doskonale wiedzą. Eric Schmidt zarzucił Microsoft brak innowacyjności podczas niedawnego spotkania w ramach D9 i chyba mam bardzo podobne zdanie. Jak łatwo popaść można w rutynę przyzwyczajenia do pewnych rozwiązań, które dopiero w zderzeniu z innymi koncepcjami wydaję się nagle być mało szczęśliwe. Ale jest to temat na inną refleksję, która mówić powinna o paradoksie rynku konsumenckiego IT: aby zagwarantować możliwie najdoskonalszy sposób komunikacji z maszyną należy stosować różne koncepcje i sposoby prezentacji danych, które posłużyć mają za poligon doświadczalny, a jednocześnie przeciętny konsument współczesnej technologii oczekuje raczej unifikacji doświadczenia, miast „koncepcyjnego pluralizmu”. Jest to zarazem smutne, jak i ciekawe. Świadczy o tym, że żyjemy w czasach, w których „to coś” nie zostało jeszcze wykute. Z chwilą, gdy „to coś” zostanie wynalezione pozostanie przeciętnemu użytkownikowi jedynie zabawa w personalizację danego urządzenia, ponieważ reszta nie będzie wymagała już uwagi. Każdy wynalazek człowieka przechodzi przez tę fazę. Telefon przez pewien czas popadł w stagnację, kiedy okazało się, że „to coś” zostało już osiągnięte. Ewolucja tego wynalazku możliwa była dopiero poprzez dodanie do pierwotnej funkcji nowych możliwości. Diametralnej zmianie uległa zarówno forma jak i przeznaczenie. Gdyby pokazać przeciętny smartfon użytkownikowi tradycyjnego telefonu z przeszłości, ten nie wpadłby na to czym to urządzenie właściwie jest i do czego służy. Jesteśmy świadkami fazy, w której komputer osobisty wciąż nie został do końca zdefiniowany i szuka swojej ostatecznej formy, zanim dodane zostaną inne, nieznane nam jeszcze przeznaczenia, wywołujące ten sam efekt, co w mojej telefonicznej analogii. Sama forma wydaje się być dyktowana kierunkami rozwoju oprogramowania. Dlatego właśnie oprogramowanie jest tematem najbardziej istotnym, aby próbować ocenić jak będzie się zmieniać i w którym kierunku ewoluować sprzętowa część komputerów. Człowiek dysponuje bardzo ograniczonymi metodami wprowadzania danych, zatem tutaj prawdziwej rewolucji w najbliższym czasie raczej nie będzie. Wiadomo, że będzie to dotyk, głos lub ruch, ponieważ na to pozwala obecnie oprogramowanie. Prawdopodobnie pierwszą prawdziwą rewolucją będzie możliwość komunikacji z maszyną za pomocą myśli, ale to już będzie życie w świecie wirtualnym, gdzie maszyna zdobędzie nowe oblicze i znaczenie.

Poprzez stwierdzenie „łatanie” miałem na myśli fakt, że mało odważna polityka rozwoju firmy Microsoft prowadzi do uwsteczniania na siłę czegoś, co powinno być świeże i inne od tego, co znamy z poprzednich odsłon systemów operacyjnych. Moim zdaniem jest to metoda „dwa do przodu, trzy do tyłu”. I tak w nowym systemie przewidziano kompatybilność z aplikacjami znanymi z Windows 7 w stylu, o którym Steve Jobs powiedziałby pewnie „bezguście”. Nowe koncepcje ujawnione w wideo prezentują się obiecująco i wyglądają na kreację kogoś, kto oderwał się na chwilę od peceta i wybrał się na spacer na świeżym powietrzu. Jest to ładne, nowoczesne i przeprojektowane na nowo. Tego właśnie oczekuję od zastygłego w bezpiecznym świecie skojarzeń rodem z początków powszechnej komputeryzacji, mało ekscytującego świata idei z Redmond, Waszyngton. Tymczasem starający się za wszelką cenę zrobić wszystkim dobrze, wciąż pazerny na wpływy i przede wszystkim wpływy, Microsoft ogłasza, że pierwsze okienka drugiej dekady XXI wieku będą zupełnie sprawnie działać na komputerach poprzedniej generacji. Co dzieje się, gdy z miło dla oka wyglądającej aplikacji napisanej w HTML5 i JS przerzucamy się na „starą” aplikację, która działała jeszcze na Siódemce? Ano cały interfejs diabli biorą i jak w maszynie czasu wracamy do przeszłości trzy lata wstecz za pomocą jednego puknięcia w dotykowy ekran. Steven Sinofsky wspomniał o tym kłopotliwym aspekcie, iż jest on technologicznie bardzo wyzywający i trudny. Tak zapewne jest. Jednakże gdyby postawić na innowację (tutaj powracam do słów byłego CEO Google) można by przecież odpuścić sobie tego typu drogę „na skróty”, uruchomić sklep z aplikacjami zgodnymi z nowym językiem programowania tylko dla nowego systemu, a także odpuścić tym, którzy cenią sobie stare przyzwyczajenia zgodne z architekturą Windows 7. Konsumenci ostatecznie sami wybiorą, co im bardziej odpowiada. Do dzisiaj mamy sporą rzeszę ludzi, którym wystarczy do szczęścia Windows XP, ale jeżeli firma z takim potencjałem jak Microsoft będzie wciąż patrzeć wstecz, ostatecznie będzie sama sobie podstawiać nogę, uniemożliwiając swój aktywny udział na bardzo ważnym etapie rozwoju wynalazku, jakim jest komputer osobisty – eksperymentowania, wykuwania właściwych, najlepszych metod komunikacji maszyny z jej użytkownikiem, ponieważ zdecydowana większość użytkowników, bardziej świadomie lub mniej, wciąż na to czeka. Oczekują maszyny z oprogramowaniem, o której będą mogli powiedzieć: „oto komputer osobisty, robi się za pomocą niego to i to w taki i taki sposób”. Możliwe, iż prawdziwa unifikacja stanie się bliższa realizacji dopiero po śmierci takich gigantów jak Jobs, czy Gates, ale żal ściska, kiedy widzę, iż ogromny potencjał tu i teraz pozostaje niewykorzystany w wyniku przyjęcia takiej, a nie innej linii zdobywania kolejnych środków na koncie korporacji, która nawet nie jest w stanie tego skonsumować, gdyż uzbierała za dużo. Prztyczek w nos Microsoft w wykonaniu Erica Schmidta interpretuję w ten sposób, że póki firma będzie się kurczowo trzymać starych rozwiązań wobec perspektywy wypuszczenia ryzykownego, wybiegającego w technologiczną przyszłość produktu, póty nie ma szans na wskoczenie do „Wielkiej Czwórki”. Na razie mamy te same wymagania sprzętowe dla nowego systemu, a nawet ich obniżenie, wsteczną kompatybilność dla aplikacji, które pisane były dla systemów poprzedniej generacji oraz kilka dobrych pomysłów, które szybko przestają cieszyć, gdyż spod świeżej farby prześwituje stara warstwa. Ktoś powie: „to jakby oczekiwać, że Microsoft przestanie być Microsoftem”. Tak się składa, że bycie Microsoftem nie jest niczym ekscytującym w obecnej postaci i szkoda by było obserwować upadek tak ważnej korporacji, w której pracuje wiele znakomitych specjalistów. Tylko dziwka jest od tego, aby zrobić dobrze wszystkim dookoła. Czy marzeniem ludzi z Microsoft jest pozostać dziwką świata IT? Mam nadzieję, że to nie jest szczyt ich oczekiwań. Ta sugerowana przeze mnie prostytucja dotyczy tylko obecnej fazy rozwoju konsumenckiej elektroniki, która podlega ogromnej fragmentacji, ponieważ znajduje się jeszcze na etapie eksperymentowania. Kiedy „to coś” zostanie odkryte, oczywistym następstwem będzie to, że wszystkie komputery będą obsługiwane przez jeden system operacyjny. W wyniku objętego kursu na największą możliwą ekspansję za wszelką cenę Windows kojarzy mi się z czymś domyślnym, nieuniknionym i podstawowym. I wszystko by grało, gdyby był to system idealny, który dojrzał w procesie ewolucji do swojej ostatecznej formy. Ale ta forma dopiero się wykluwa i żaden producent jej jeszcze nie posiada na własność. Stanie się to dopiero jeżeli użytkownik zapomni o bezpieczeństwie, sterownikach, kablach łączących peryferia, konieczności ładowania, różnorodności w wykonywaniu tych samych zadań na różnych platformach. Fragmentacja jest dobra i stymulująca teraz, ale dopóki jest (a trzeba dodać, iż wciąż się pogłębia), dopóty wiadomym będzie, że trwają poszukiwania rozwiązania najlepszego i uniwersalnego. Windows kojarzy mi się również z totalnym chaosem różnorodności urządzeń i poszczególnych rozwiązań. Dla jednych może się to wydawać zaletą, de facto dla Microsoft chyba jest to powód do dumy, tymczasem moim zdaniem ten model jest kompletnym nieporozumieniem i jest głównym powodem moich kłopotów z adaptacją do tego niepoukładanego środowiska. Trochę to ostatnio przemyślano w Redmond uruchamiając serię Signature, ale jest to naprawdę upokarzająco późna reakcja na, zdawałoby się, oczywistość.

Nie ujawniono jeszcze interfejsu przewidzianego dla bardziej tradycyjnych urządzeń z klawiaturą, a który to posiada nazwę kodową Wind. Niemniej Immersive ukazuje już wystarczająco dużo, aby nie nastawiać się na specjalną rewolucję. Stąd bierze się moje poczucie niedosytu. Biorąc bowiem pod uwagę większościowy procent udziału na rynku dobrze by było, gdyby Windows przeniósł użytkowników na inny, nowy poziom interakcji z maszyną. Wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie tym razem. Chociaż jest blisko jeżeli chodzi o pewne pomysły. Jestem na przykład wielkim fanem zapożyczonej z Metro koncepcji odwrotu od ikonografiki na rzecz infografiki. Przyznaję w tym miejscu słuszność opinii Paula Thurrott, iż w tym Microsoft prześcignął Apple w pomysłach na interfejs dla tabletu lub laptopa, ponieważ uznaję wyższość takiej prezentacji danych nad, dość już staroświecką, ikoną jako kierunkowskazem nawigacji po programach. Minimalizm i skupienie się na przekazaniu informacji, zgodnie z ukłutą przez człowieka z Nokii filozofią „heads up”, to prawie na pewno przyszłość interfejsów. Animacja aplikacji z wykorzystaniem chociażby HTML5 jest czymś super nowoczesnym i również bardzo mi się podoba. To są zdecydowanie świeże pomysły, które otwierają zupełnie nowe możliwości. Życzyłbym sobie i innym więcej nowych, interesujących pomysłów na to w jaki sposób może wyglądać system operacyjny a la Windows. Każda prawdziwa innowacja przybliża nas do odpowiedzi na pytanie jak powinien wyglądać idealny, uniwersalny system operacyjny dla mas.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s